Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ul Wielkopolski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ul Wielkopolski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 stycznia 2019

Praca

W końcu mogłem się zabrać za budowę nowych uli. Po posprzątaniu warsztatu, i doprowadzeniu go do jako, takiej użyteczności uruchomiłem maszyny. Nie ukrywam że miałem troszkę przygód z nimi, typu laser w ukośnicy trzeba było ustawiać, w grubościówce zepsuł się posuw itp. Udało mi się do tej pory na razie zrobić komplet nadstawek do uli. No ale powolutku wszystko idzie do przodu, lecz nie mogę powiedzieć że troszkę opornie. Ale staram się codziennie coś zrobić.


Korpusy kleję standardowo klejem D4, jak poprzednie korpusy, wkręty zastosowałem 7cm. Tylko jakbyście robili również swoje ule to polecam nawiercić przed wkręceniem. Ja nawiercam wiertłem 3mm  i nie mam problemu z rozrywaniem desek, tak jak to miałem w poprzednich ulach. Wracając jeszcze do wkrętów, to kupiłem zwykłe czarne wkręty do płyt kartonowo-gipsowych i drewna, a nie jakieś magiczne srebrne, złote czy coś.


Jednej rzeczy nie zrobiłem. Nie zacinałem desek na łączeniach, mam nadzieję że wkręty mnie nie zawiodą i deski po czasie się nie wypaczą... Pewnie ktoś się zastanawia czemu buduję nowe ule, pewnie będę powiększał pasiekę. Odpowiem tak: Będę powiększał pasiekę ale nieznacznie. (o ile mi desek nie braknie), a stare ule wyrzucę w piec, lub je na coś przerobie może na odkładowe, zobaczymy. Moje stare ule które mają z 4-5 lat muszę wyrzucić, bo mają zły wymiar i z tego względu że miałem słabą piłę to je jeszcze gorzej zniszczyłem niż poprawiłem. Pszczoły budowały dziką zabudowę, miód lał się z każdej strony, powodowało to rabunki, pełno bałaganu, jak i nie miałem komfortu  pracy na tych ulach. Plus do tego w nowych ulach będę osiatkowane dennice i dodatkowe wloty w korpusach.


Główny wlotek będzie pod kątem 60°, jeśli uda mi się to zamontować jakoś. Z dennicami miałem małe problemy, chodzi o sam otwór którym będą pszczoły wychodziły z ula, bo jeszcze nie dorobiłem się frezarki górnowrzecionowej, ani czopiarki. I wycinałem otwór wyrzynarką, która była pożyczona od sąsiada, ale nie wiem jak on nią robił bo brzeszczot był pod jakimś dziwnym kątem, zamiast na wprost. I pierwszy otwór wyszedł dość kosmato. Jeszcze zastanawiałem się czy robić siatkę pod kątem, tak jak to robił Aron u siebie, ale stwierdziłem że nie ma sensu takiego zastosowania. Najgorszym etapem prac jak dotąd to przygotowanie materiału na ule, czyli ucięcie, oheblowanie krawędzi, puszczenie na grubościówce, a później jeszcze zafrezowanie. Z nadstawkami to była przyjemność bo uciąłem deski na wymiar i mogłem od razu składać, a tutaj muszę łączyć po dwie deski na ścianę korpusu, i potrzeba masę desek. Samo składanie korpusu jeśli się ma zrobione prawidło to przyjemność , potem docinam korpus na pile i mam jeden element ula. Aha, zapomniałem wam jeszcze napisać, że w starych ulach wymiar był troszkę za mały i do niektórych korpusów 12 ramek się nie mieściło, zostawała wtedy niezła luka i miałem często dodatkowe plastry które pszczoły same sobie wybudowały.  No i tak, to się u mnie dzieje może coś z tego mi wyjdzie, na razie z nadstawek jest zadowolony, zobaczymy jak później pójdzie, teraz mam przed sobą największy nawał prac. Jak już ukończę korpusy gniazdowe, reszta to już formalności. Macie tutaj jeszcze taki krótki filmik który wrzuciłem w czasie pracy nad  ulami: https://www.youtube.com/watch?v=HTPyQ7MPCxM&t=72s

środa, 7 marca 2018

Ul wielkopolski, według Rogackiego

Jakiś czas temu miałem okazję rozmawiać telefonicznie z pewnym hodowcą matek pszczelich. Zwrócił on moją uwagę na ramkę szeroko-niską dla ula wielkopolskiego. On miał na myśli ramkę 18, którą sobie bardzo chwalił. Ja właśnie będę przyszłej zimy się przymierzał do robienia właśnie nowych uli, także 12 ramkowych. Niestety nie sporządziłem żadnego rysunku, lecz każdy myślę załapię o co mi chodzi...


Otóż po dłuższej rozmowie, zacząłem się zastanawiać nad ulem z niską ramką. Lecz do końca mi ona nie pasowała ze względu na to, że mimo dużej liczby korpusów i tak będę zimował pszczoły na dwóch korpusach 18 cm. Plus do tego musiałbym zamawiać specjalnie ramki do tego typu uli, co wiąże się ze sporymi wydatkami... A przecież zależy mi bym mógł przesiedlić nowe rodziny zaraz na wiosnę, bez potrzeby odbudowywania gniazd od 0. Więc postanowiłem połączyć obie koncepcję w jeden ul, który pozwoli mi na lepsze manewrowanie plastrami, będzie bardziej plastyczny oraz nie będę musiał zamawiać znów od nowa specjalnych ramek. Ale do rzeczy...


Więc, moja koncepcja polega na tym żeby połączyć oba ule, nie rezygnując z ramki gniazdowej wielkopolskiej, na której moim zdaniem świetnie zimują pszczoły. Lecz drugi korpus wielkopolski, jest jak dla mnie za duży by powiększyć tak radykalnie gniazdo. Owszem daje się poduszki w luki, folię, beleczki i co tam jeszcze świat nie widział. Ale po co? Można sobie przecież uprościć sprawę i zamiast drugiego korpusu gniazdowego, dać po prostu nadstawkę. Nadstawka odpowiada mniej więcej połowie plastrów w korpusie gniazdowym, co sprawi mniejsze przewietrzanie gniazda, przy zapewnieniu dodatkowego miejsca dla pszczół. A potem gdy pszczół jest dość, dodać następną nadstawkę. Czyli moja koncepcja ula wielkopolskiego polega na tym by zastąpić jeden korpus gniazdowy, dwiema nadstawkami. Nie musimy zamawiać ekstra węzy pod wymiar 18, czy docinać. I nie musimy mieć specjalnych ramek. Jeśli chodzi o samą zimowlę, to zimujemy z pustą nadstawką na spodzie, i na normalnym korpusie gniazdowym wielkopolskim. To jest tylko moja teoria, i nikogo nie nakłaniam do jej stosowania. Dlatego nazwa posta jest, jaka jest.

niedziela, 3 grudnia 2017

Minął sezon 2017

Tak jak w tytule, minął już sezon 2017 i oczekujemy wiosny sezonu 2018. Moja pasieka po dość intensywnym sezonie w końcu stoi na miejscu swojego przeznaczenia, i w końcu mogę się skupić nad jej rozwojem. Jak co roku plany powstawały i się zmieniały. Obecnie jestem już zaopatrzony w pełny komplet ramek hoffmanowskich gniazdowych, co było dla mnie priorytetem. Powstał problem z brakiem powałek do uli, gdyż niektóre się rozszczelniały i w czasie podkarmiania nie mogłem sobie poradzić z rabunkami... Więc dorobiłem 2 powałki i myślę że będzie ok.


Tak jak widzicie, pasiekę pokrył już śnieg i na pewno prędko pszczół nie zobaczę. No chyba że będzie jakieś ekstremalne ocieplenie w czasie zimy. Rojnica również została przerobiona i zastąpiłem płytę pilśniową, płytą OSB która jest grubsza i na pewno będzie bardziej wytrzymalsza na eksploatację. Topiarka wciąż nie skończona, ale robiłem jej test, tzn. Zbiłem na szybko z listewek ramkę i zamiast szyby dałem zwykłą przezroczystą folię stretch. Co zdało egzamin i topiarka topiła aż miło. Stwierdziłem że zrezygnuję z ramek, i po prostu złapię płytę plexi na śrubkach do zawiasów i tyle. Poidła nie będę instalował tutaj bo w tym miejscu bardzo blisko pasieki jest staw, mały strumyk oraz mała sadzawka u nas na placu. Więc pszczoły wody mają po dostatkiem, byleby pożytek był dobry. Jest to dla mnie nowy teren na który przeprowadziłem się z przyczyn osobistych, i nie mam pojęcia jak tu będzie mi się prowadziło pasiekę. Z tego co widziałem jest tutaj nieopodal las, w którym rośnie pełno leszczyny, co może zapewnić świetne warunki do rozwoju wczesnowiosennego, oraz dużo tutaj wierzby. O rozwój jestem spokojny, ale jak będzie gdy nie będzie rzepaku sianego w okolicy, a łąki są tutaj koszone regularnie. Co zakwitnie, zaraz zostaje skoszone... Nie widziałem też w okolicy większego sadu, lub coś w tym stylu. Ten sezon pokaże czy jest tutaj warto stacjonować pasiekę. Ilość pszczół, oraz taka ich bliskość troszkę przeraziła moich współdomowników, lecz po czasie się przyzwyczaili i każdy mówi że ule ładnie wyglądają na tej skarpie. Co do warsztatu, to muszę wszystko zaczynać od nowa i muszę jednak kupić inną piłę niż to co kupiłem ponieważ ta, nie odpowiada moim wymaganiom. Nie będę robił nic na siłę i dopóki nie skompletuję maszyn mi niezbędnych to nie będę próbował nawet dorabiać jakiekolwiek nowe ule. 


W międzyczasie korzystając z czasu wolnego od pszczół zrobiłem karmniki dla ptaków, jeden dla siebie, drugi mniejszy dla babci mojej dziewczyny o który mnie prosiła. Karmnik mam nadzieję odciągnie uwagę sikorek od ul, i dadzą sobie spokój by podlatywać pod moje ule. Poza tym pasieka zabezpieczona jest przed gryzoniami naszymi 5 kotami, i kotami sąsiadów. Więc jak widzicie wszystkie działa wytoczone :D Co jakiś czas sobie wymyślam nowe projekty i tak zrobiłem również dwie budki dla nietoperzy które mam nadzieję pozbędą się choć części komarów grasujących w okolicy. 



Jeszcze zostało mi je omalować i zawiesić. Ale zawieszę je raczej na wiosnę, lecz się to jeszcze zobaczy. Co do podkarmiania to karmiłem tylko i wyłącznie cukrem. Zobaczymy jak ta zimowla pójdzie, mam nadzieję że wszystkie przezimują, ale na tym etapie nie mogę już im pomóc wszystko zostaje w rękach natury. Powoli, powoli będę budował to "imperium pszczelarskie", ale mając chęci i zapał można sporo zdziałać. Miałem kupować podkarmiaczki ramkowe do uli, lecz z powodów logistycznych syropu, zrezygnowałem bo spowodowałbym masakryczne rabunki. Zastąpię je słoikami 3L, które idealnie wręcz pasują pod moje daszki gdy się jeszcze założy puste nadstawki. Niestety jest tego rozwiązania minus, będą zajmować sporo miejsca którego nie mam tak dużo jak wcześniej... Przede mną sporo wyzwań lecz myślę że podołam, i pasieka się rozrośnie do moich upragnionych 30 pni. Co po tym? Nie wiem, zobaczę może moje marzenie się spełni i będę prawdziwym pszczelarzem zawodowym. 

sobota, 18 czerwca 2016

Małe udogodnienie w moich dennicach

Jak zauważyliście przybyło mi uli, pasieka się rozrasta. Gdy robiłem nowe ule, postanowiłem że chcę sobie uprościć pracę związaną z osypem, jak i leczeniem pszczół. Do wszystkich nowych uli zrobiłem "drzwiczki" w dennicach dzięki którym będę mógł włożyć tam kawałek kartonu, czy blachy offsetowej.




Myślę że jeśli ktoś robi dennice pełne, to warto mieć takie małe udogodnienie, bo skrócimy sobie czas na obsługę ula jak i możliwość czyszczenia go, bez udziału drugiej osoby. Całość jest zamykana na haczyki druciane. Zapomniałem o rączce dzięki której ją można otworzyć, ale wkręcę po jednym wkręcie pośrodku i będzie ok.

czwartek, 3 marca 2016

Osyp w moim ulu jednościennym

Tydzień temu w sobotę postanowiłem wyczyścić dennicę w moim ulu jednościennym, wraz z moją dziewczyną która mi chętnie pomaga przy pszczołach. Temperatura w sobotę była ok. 6 st. więc szału nie było, ale co było dla mnie ważne to, to że nie było mocnego wiatru. Dźwignąłem szybko korpus z pszczołami, a Paulina wyczyściła dennicę z osypu robiąc przy okazji kilka zdjęć.


Co ciekawe to gdy przeszukiwaliśmy osyp w poszukiwaniu matki wśród nich, moja dziewczyna znalazła larwę. Matki wśród osypu nie znaleźliśmy. To może sugerować że królowa zaczęła czerwić w styczniu/lutym gdy było ciepło, potem ścisnął mróz i larwa jakiś sposobem padła. Była tylko jedna co dziwne. Warrozy nie widziałem dopiero na zdjęciu zobaczyłem padniętą warrozę u góry ją macie.


Na oko z tego co widziałem, i widać na zdjęciu była dobra szklanka pszczół. Myślę że nie jest źle. Zobaczymy w tym miesiącu, na razie marzec przywitał mnie zimowo. Mam nadzieję że już będzie się ocieplać i będę mógł zobaczyć najpiękniejszą rzecz w pasiece, czyli oblot młodej pszczoły.


Pozdrowienia od Pauli, i jeśli ktoś z was ma szynszyle to zapraszam na jej blog: http://szynszylemoimhobby.blogspot.com/

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Stan mojej pasieki

Witam, dość długi czas nie zamieszczałem postu na temat mojej pasieki więc najwyższa pora. Na chwilę obecną posiadam 4 rodziny, miałbym 5 lecz poprzez moje błędy związane z wymianą matek musiałem połączyć jedną rodzinę która nie chciała mi przyjąć matek. Z mojej pierwszej rodziny, w której były agresywne pszczoły zmieniłem matkę i podjęła czerwienie.


Matka która ma zmienić nastawienie pszczół do mnie to jest to linia S. Jak na razie mam pozytywne wrażenia związane z pracą z nimi. Niestety rój w którym miała być Erika nie mógłby być moim zdaniem wyprowadzony do wiosny i musiałem je połączyć. Zamówiłem od Pana Jacka Jaronia 2 matki i oby dwie zostały wyrzucone. Wyciągnąłem jeszcze zapasową matkę od kuzyna linii Willy, lecz ona mi pofrunęła w siną dal. Po tych wszystkich zdarzeniach stwierdziłem że lepiej mieć jeden  w zamian silny rój. A nie dwa słabiaki które nie wiadomo czy przetrzymają w pojedyńczej desce do wiosny. Linię Willy i tak mam tylko u kuzyna, bo nie było gdzie wcisnąć odkładu, lecz podłożyliśmy ramkę z jajeczkami od jego matki. Na wiosnę (podejrzewam gdzieś w kwietniu) wezmę od niego mój odkład i wrzucę go do swojego wielkopolskiego na pojedyńczej. Stad mam takie podejście że nigdy nie zimowałem na jednej desce pszczół i to w jednym korpusie. Może od przyszłego roku, jak pszczoły mi powiedzą że jest wiosna i pora wyjść odetchnę pełną piersią i nabiorę odwagi na tego typu ule. Szczerze mówiąc bardzo podoba mi się gospodarka na nich, mimo że nie mam osiatkowanej dennicy.



sobota, 4 lipca 2015

Nowa matka

Jakiś czas temu dostałem matkę Cj10, którą poddałem do rodziny która nie miała matki. Pisałem o tym ostatnio na blogu. Na początku nie mając doświadczenia dałem matkę w klateczce na górne beleczki. Pszczoły nie były wrogo nastawione do matki, wchodziły na klateczkę i języczkami zlizywały feromony matki. Dzień trzymałem ją w klateczce zastanawiając się jak ją podłożyć... W końcu postanowiłem że podłożę ją pod kołpak i to była dobra decyzja. Pożyczyłem od kuzyna kołpak i włożyłem matkę z 3 pszczołami towarzyszącymi. Uznałem że to najlepsza metoda, bo nie mogłem być potem na pasiece. Po kilku dniach wróciłem do domu i pierwsze co zerknąłem do ula z matką. Co się okazało, to że było tam pełno pszczół pod nim. Pszczoły wygryzły dziurę w kołpaku i dostały się do matki. Byłem pewien że ją skasowały. Gdy wyjąłem kołpak zobaczyłem matkę, wraz ze świtą pszczół które się nią opiekowały. Matka przyjęta. Czyli mogłem wtedy zamieścić wpis jakie mam linie w pasiece.

Co do matki linii S, to najpierw musiałem sprawdzić wiarygodność tego. I okazało się że to córka matki, którą kuzyn kupił przez związek z Kocierzowy. Linia ta na razie sprawia pozytywne wrażenie, zobaczymy na wiosnę. Widzę jak dotąd że mają sporą tendencję do gromadzenia pyłku i lubią gdy jest ich dużo. Pszczoły łagodne. Teraz czekam na Erikę oraz Willy, o ile z nią zdążę...

Moja dziewczyna która przezwycięża swój strach :D



piątek, 19 czerwca 2015

Nowe ule, nowe mateczniki, nowe problemy

Ostatni czasy pasieka troszkę się zmieniła. Doszła mi jeszcze jedna rójka, którą zebrałem od sąsiadki. Okazało się że mojemu wujkowi wyroiły się pszczoły. Jakimś cudem nie udało się zebrać matki razem z nimi... No, ale czasami tak się zdarza. Nie zamieszczałem zdjęć swoich uli, bo miałem po prostu za dużo zajęć i zawsze mi to wypadało z głowy. Więc oto moje nowe ule:



Pewnie zastanawia was czemu mój ul nr. 2 jest tak oblepiony pszczołami. A no właśnie też mnie to zdziwiło... Obudziłem się koło godziny 8 rano, i zawsze jak co rano zrobiłem sobie kawę czy herbatę, i wyszedłem pooglądać moje panny czy one również zaczęły dzień. Podszedłem do uli warszawskich, wszystko grało w nich jak zawsze. Gdy wyszedłem za bramę i zbliżyłem się do nowych uli na odległość 20 metrów usłyszałem huk. Zamarłem. Podszedłem bliżej, a tam cała wrzucona rójka od wujka która była zasiedlona dnia poprzedniego, wyszła. Położyłem kawę szybko na ławeczce przed domem i idąc po sprzęt do pracowni zastanawiałem się CO JEST GRANE???.
Przez pierwszą godzinę, wszystko wskazywało mi na to że siądą gdzieś na drzewie. Potem stało się coś czego jeszcze w życiu nie widziałem. "Rójka" która niby wyszła, zamiast wrócić do ula, czy siąść na drzewie zaczęła wchodzić do ula nr. 1 gdzie jest matka. Pierwsza moja myśl to była że rabują, bo ze względu na brak czasu miałem im dać dopiero tego dnia syrop. Zamknąłem wlotek ula 1, podkurzałem, zmiatałem pszczoły. Robiłem wszystko by je odgonić od niego. W końcu się poddałem i dałem sobie siana. Pomyślałem że same sobie to rozsądzą. Wróciłem za kilka godzin do uli, była cisza i niby wszystko w normie. Zajrzałem do 2. Patrzę, a tam pszczoły na 2 ramkach. Rójka wcześniej była na 6 ramkach wielkopolskich. Załamałem się. Ale stało się coś ciekawego. Pszczoły które wyleciały, weszły do ula 1 i tam zostały. Są teraz silną rodziną, a 2 jest słabiutka...
Dlatego też, poddam tam CJ10. Mam nadzieję że mi ją przyjmą. Włożyłem tam ramkę z czerwiem i okazało się właśnie że nie ma matki. W ulu nr. 1 jest rójka, ale w tym ulu są pszczoły, jak my to nazywamy "opier...". Dlatego tam również jest konieczne by matka była zmieniona na nową. Tam wrzucę Erikę, od Pana Jacka Jaronia.


U moich pierwszych pszczół również muszę zmienić matkę. Ten kto nie widział moich pszczół, zapewne by mnie wyśmiał, że nie widziałem agresywnych pszczół. Otóż widziałem i je mam. Kuzyn nie mógł uwierzyć, i uciekł z pod ula. Bo dostał kilka żądeł. Później mi przyznał rację że trzeba tam obowiązkowo matkę zmienić. Zmienię tam na Willy, pociągniętą od niego. Poza tym, rozbiję tą rodzinę na pół po miodobraniu i wrzucę następną Erikę. Wiem kombinuję bardzo w tym roku. Ale jeśli się to uda to wystartuję z 5 pełnymi rodzinami na wiosnę. Więc gra jest warta świeczki, choć dla mnie teraz jest priorytetem wyłagodnić pasiekę.

środa, 4 lutego 2015

Chyba już niedługo wiosna

Dawno nie pisałem relacji z mojej pasieki, i życia z nią związanego więc chyba już najwyższa pora. No więc, zapisałem się w końcu do związku pszczelarskiego i jestem z tego bardzo dumny. Choć czułem się nieswojo troszkę że byłem jako prawie jedyny najmłodszy wśród osób w tak poważnym wieku. Większość osób była po 60, ale bardzo przyjemna była atmosfera oraz dostałem w prezencie nasiona przegorzanu, które na bank wysieję tej wiosny. Dobrze że znałem choć 2 osoby z tego grona. Podsumowując: Jestem już oficjalnym członkiem związku pszczelarskiego, lecz żałuję że było tak krótko bo na pewno wiele mógłbym się dowiedzieć od tak doświadczonych ludzi.


Co do pszczół to jak w tytule, chyba czują zbliżającą się wiosnę ponieważ zauważyłem wynoszone trupki z ula, były również w wylocie więc im troszeczkę pomogłem i delikatnie wygarnąłem je kawałkiem patyczka. Stan zapasów jest zadowalający, więc podejrzewam że będzie dobrze i powinny mieć dość pokarmu na rozruch. Podejrzewam że matka zaczęła czerwić, bo gdy dotknąłem górnych beleczek to zdawały się być bardzo ciepłe. Także więc nie jest źle. Choć są podejrzenia że nie ma matki, ale to się okaże w marcu gdy pogoda na to mi pozwoli. A ule powoli się robią muszę kupić jakąś papę lub blachę offsetową na dach oraz lakier. Mam już upatrzony więc trzeba czekać na jakieś ciepłe dni. Zostało nam zrobić 2 rojnice, ramki gniazdowe do warszawiaków i to chyba wszystko. Na razie się rozwijam więc czeka mnie sporo pracy, chciałbym na przyszły rok zrobić z 5 następnych uli. Ale nie wiadomo jak będzie na wiosnę z rozwojem czerwia w ulu na jednej desce. Poczyniłem również małe zakupy na rzecz mojej pasieki, kupiłem kilka użytecznych pierdółek i jakiś kapelusz dla jakiegoś gościa jeśli będzie chciał zajrzeć w ul. To na razie wszystko, jeśli coś będzie się działo na pewno napiszę. Życzę udanego dnia :)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Wady i zalety ula wielkopolskiego

Ule wielkopolskie stanowią zdecydowaną większość uli w Polsce. Ule wielkopolskie przeważnie składają się z dennicy (osiatkowanej, lub nieosiatkowanej), dwóch korpusów gniazdowych, jednej nadstawki, powałki oraz daszka. Wiktor Widera był twórcą ula wielkopolskiego, ul został zaprojektowany w latach dwudziestych ubiegłego stulecia. W tych czasach nikt nie mógł pomyśleć że pszczoły mogłyby przezimować na poziomej szerokiej ramce z zapasem... W tym poście postaram się wymienić zalety, jak i wady uli wielkopolskich. Ule te są produkowane w postaci stojaków (czyli typowych korpusów) oraz leżaków (które przypominają ule warszawskie). Ostatnio jest zauważalna tendencja na ule wielkopolskie nieocieplone, które są tańszym rozwiązaniem lecz ryzykownych. Nadal polega dyskusji czy ule takie są dobre dla pszczół.


Ule te są dostępne w różnych opcjach: ule ze styropianu, z szybką w korpusie gniazdowym, ocieplane, nieocieplane itd... Osobiście jestem ciekaw uli które są nieocieplone ze względu na tani sposób budowy tych uli. W większości przypadków pod te ule trzeba budować podstawę, lecz większość jest sprzedawana ze stojakami.

Plusy:
+ dostępność
+ mniejsza cena (niższa niż warszawiaków)
+ możliwość trzymania większych rodzin
+ łatwiejsze ograniczenie matki w czerwieniu
+ możliwość wędrówki
+ karmienie poprzez słoik (ustawiany słoik z syropem na powałkę)
+ lepsza cyrkulacja powietrza (dennice osiatkowane)
+ zajmowanie mniejszej powierzchni
+ najpopularniejszy w Polsce
+ lekkość (jeśli chodzi o pojedyńcze korusy)
+ prosta konstrukcja
+ nie trzeba używać beleczek odstępnikowych
+ możliwość wykorzystania pożytków krótkotrwałych
+ jedna krata odgrodowa

Minusy:
- spory wysiłek przy przerzucaniu większej ilości korpusów
- większe prawdopodobieństwo wywrócenia się ula
- zwiększona możliwość zgniecenia większej ilości pszczół przy przeglądach
- większa liczba ramek potrzebnych do zapełnienia 2 korpusów


To już chyba wszystkie cechy ula wielkopolskiego jakie przyszły mi do głowy. Jeżeli ktoś będzie miał dodatkowe uwagi to baaardzo prosiłbym o napisanie w komentarzu. Na pewno wezmę je pod uwagę i dodam do postu.