Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amatorsko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amatorsko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 lipca 2019

Mieszanka ziołowa dla pszczół

Gdy moje pszczoły zachorowały na nosemę i część spadła z tego powodu, zacząłem powoli odbudowywać pasiekę i szukać odpowiednich metod leczenia pszczół z tego choroby. Moim zdaniem jest to drugie zaraz po warrozie niebezpieczne zagrożenie dla pasieki. Kiedyś myślałem że samo dodawane octu do syropu wystarczy lecz się myliłem. Samo przygotowanie syropu nie może być obojętne dla pszczelarza. Ale nie dziś nie o tym.

Tak jak wspomniałem wcześniej zacząłem szukać alternatyw które pomogą mi w walce z nosemą, a jednocześnie nie będą drogie. Takim rozwiązaniem okazuje się mieszanka ziołowa którą testował będę w tym roku na jesieni. Można ją kupić na Allegro, w sklepach pszczelarskich. Koszt: ok. 8 zł. Sztuka ma w składzie 12 ziół i waga saszetki to 60g. Jedna saszetka wystarcza na ok. 30 L syropu. Więc to sporo, a cena mała. Taka mieszanka nazywana jest potocznie herbatką Sklenara, możemy również to sami stworzyć bo skład jej jest znany.

Oto on:
  • Kora Dębu - ma działanie ściągające, garbniki zawarte w niej są wykorzystywane przy zwalczaniu/przeciwdziałaniu biegunki u pszczół miodnych.
  • Krwawnik Pospolity - działa antyseptycznie, wzmacnia, pobudza wiosenny rozwój rodzin.
  • Melisa Lekarska - działanie jest ogólnowzmacniające i antyseptycznie.
  • Pokrzywa Pospolita - dostarcza cennych witamin, mikro i makroelementów, działa antyseptycznie i ogólniewzmacniająco.
  • Rumianek Pospolity - wzmacnia odporność, wspomaga leczenie warrozy, działa korzystnie na układ pokarmowy.
  • Ziele Piołunu - dostarcza soli mineralnych i witamin, działa wzmacniająco, odkażająco i metabolicznie.
  • Kwiat Lipy - zwarte w nim garbniki i flawonoidy są stosowane przy zwalczaniu biegunki.
  • Pączki Sosny - zawierają witaminy, przyspieszają rozwój wiosenny, działają wzmacniająco i uodporniająco.
  • Kobylak - stosowany jest do leczenia nosemozy i choroby majowej.
  • Wrotycz - zwalcza warrozę i oczyszcza hemolimfę.
  • Mięta - stosuję się ją do zwalczania warrozy (jako dodatek do podkurzacza).
  • Bylica - wspomaga procesy trawienne, ma działanie wzmacniające.
Myślę że można by sobie sprawić taki mini zielnik pszczelarski gdzieś w rogu pasieki i mieć tam nasadzone różne zioła które nam pomogą w walce z chorobami pszczół. Sam chyba sobie taki sprawię gdzieś na kawałku ziemi. I pewnie sporządzenie samemu takiej mieszanki nam jeszcze taniej to wyjdzie, a składniki będą dostępne przez cały rok. A jeśli komuś nie chce się sadzić i pielęgnować ziół można kupić je w sklepach zielarskich i ekologicznych.

sobota, 16 lutego 2019

Przyspieszanie rozwoju wiosennego

Przyspieszanie rozwoju wiosennego pszczół... Oj wielu pszczelarzy, zwłaszcza młodych szuka sposobów, środków itp. Jak przyspieszyć rozwój swoich rodzin by już na mniszka mieć silne rodziny albo najlepiej na klon... Nie odpowiem wam na to pytanie, bo moim zamysłem nigdy nie było branie sobie na cel tak wczesnych pożytków. Choć wiem że takowi pszczelarze istnieją, i mają pewne metody by pszczoły doprowadzić do takiej siły. Ale przez te kilka lat pszczelarzenia opracowałem sobie swoją własną metodę prowadzenia pszczół do siły.


Moje pierwsze zabiegi zaczynają się już po zakarmieniu rodzin. Czyli gdzieś w połowie grudnia, ale mogę to zrobić nawet w styczniu. Chodzi głównie o to by pszczoły ścieśnić maksymalnie na tyle, ile się da. Po co o takiej porze grzebię w ulach, zamiast spokojnie pić herbatkę z miodem i czekać na pierwsze obloty pszczół?

Dlatego, że gdy jest mróz i nie ma wiatru mam idealne warunki zobaczyć jak pszczoły się uwiązały, w jakiej sile jest kłąb, ile mają pokarmu i co mnie najbardziej interesuje wtedy to ile uliczek obsiadają. Wtedy wiem do jakiej liczby ramek mam ściaśnić pszczoły by te nie miały za luźno. zobaczcie:


Te ramki które wycofam będą świetną rezerwą na przedwiośnie, lub wiosnę gdy może braknąć im pokarmu.

Następny etap rozpoczyna się gdzieś ok. połowy lutego. Tutaj muszę zapewnić już pszczołom komfort cieplny i dobre warunki do rozwoju czerwiu. Więc wrzucam im poduszki wypełnione sieczką i by ciepło unoszące się z kłębu nie uciekało już przez pajączki. Dodatkowo można podać pszczołom wodę, pod warunkiem tego że ule mamy wypoziomowane. Co Ja osobiście tego nie robię, ale chyba zacznę. No i to już cała moja filozofia z pomaganiem pszczołom w zebraniu się po zimowli. Dodatkowo można rzucić im ciasto podczas dawania poduszek, w razie W.


Aaa, i zapomniałem o dość ważnej rzeczy. Gdy układam gniazdo, staram się jak najwięcej zostawić w gnieździe plastrów z pierzgą. Polecam wam też zapoznanie się z wykładem Śp. Jerzego Tombachera moim zdaniem był mistrzem nie tylko w pszczelarstwie, ale także w prowadzeniu wykładów...

Prawo rozwoju rodziny pszczelej cz.1
Prawo rozwoju rodziny pszczelej cz.2

Ale to jest tylko taka moja metoda, każdy ma swoją...

niedziela, 5 sierpnia 2018

Pasieka miejska, zagrożenie czy cud natury w mieście?

Pasieki miejskie zwracają na siebie coraz to większą uwagę, nie tylko z walorów estetycznych, jak korzyści które one dają miastu. Ale również bądźmy szczerzy, bo i pszczelarzowi coraz bardziej się opłaca trzymać pszczoły na dachu budynku, niż wywieźć je w pole rzepaku.


Zapytacie pewnie dlaczego? Dlaczego niby bardziej opłaca się trzymać pszczoły na dachu budynku niż na dwu hektarowym polu rzepaku? Otóż dlatego, że pola są traktowane coraz częściej ciężką chemią która po prostu zabija te pożyteczne owady. Czy widzieliście gdzieś na polu, by było fioletowo od wyki? Pewnie że nie. Nawet jednego chabra, czy maka tam nie uświadczycie. W miastach nie ma oprysków na taką skalę, są owszem jakieś opryski chodników, czy innych miejsc gdzie to wymaga. Myślicie teraz że jak to. Pszczelarz, a jest za opryskami w miastach nawet... Otóż jestem, bo wyobraźcie sobie że macie do wyplewienia choć 10 km chodnika. Chciałoby wam się? Nawet jakbyście to jakimś cudem zrobili, to musielibyście to znów powtórzyć, bo minęłoby tyle czasu że trawa zdążyłaby już odbić.


Ale wracając do tematu. W miastach ze względu na swoje niskie napszczelenie, co jest oczywiście złe, to pszczoły wyciągną więcej miodu, niż te które stacjonują na wsi, i w okolicy jest jeszcze dodatkowo 100 innych rodzin w promieniu kilku km. Poza tym jak wspomniałem są tam opryskiwane kilka razy do roku, kilku hektarowe pola uprawne, na których najczęściej pszczoły mają pożytek. W miastach na taką skalę to się nie zdarza. Ale na nieszczęście ludzi, oraz zwierząt (nie mówię teraz tu o pszczołach), to niedoedukowani urzędnicy miejscy zatrudniają przeciętnego Kowalskiego, który odbywa podstawowe szkolenie z obsługi sprzętu, i idzie pryskać dajmy o godzinie 13-14, co jest niedopuszczalne. Często władze miast nie mają zbytniej wyobraźni i tym samym sami zatruwają swoich mieszkańców pestycydami.


Na szczęście w ostatnich latach coraz częściej zwraca się uwagę na problemy pszczół, ze względu na liczbę zagrożeń jakie na nie czyhają, oraz że mamy do czynienia ze znacznym spadkiem ilości rodzin pszczelich, już nie tylko w USA, lecz na całym świecie.

 "Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia"
                                                                                                      Albert Einstein

Dzięki nagłaśnianiu problemów pszczelarstwa coraz więcej osób włączą się w inicjatywy pszczelarskie, oraz sami stają się pszczelarzami. I właśnie dzięki temu, niektóre władze miast kierują się ku ekologi i tworzą swoje pasieki którymi zajmują się lokalne związki pszczelarskie. Tak ma miejsce nawet u nas w sejmie, gdzie powstała właśnie taka pasieka.


Niestety pasieka miejska musi być monitorowana non stop przez swojego opiekuna, ponieważ nie można dopuścić do wyrojenia się pszczół, jak i ich zmutowania w kierunku agresywności. Miasto to jest skupisko wielu ludzi, i często w dzisiejszych czasach wiele osób ma problemy z alergią, w tym i również na jad pszczeli, bądź po prostu panicznie się boją pszczół. Choć i to nawet jeśli kogoś użądli osa, to i tak powie że to pszczoła. Niestety taki już ich los. Dlatego ważne jest by odpowiedzialnie prowadzić pasiekę miejską, jak i wybrać odpowiednia miejsce pod pasiekę. Najczęściej są to dachy budynków miejskich, gdzie żadna nie powołana osoba nie będzie miała wstępu.


Moim skromnym zdaniem powinno się przeprowadzić w każdym mieście ankietę wśród mieszkańców, w której by to opisano korzyści płynące z miejskiej pasieki, i pytaniem czy mieszkańcy byliby za tym aby pszczoły zamieszkały w ich mieście. Oczywiście pod warunkiem uzgodnienia to wcześniej z lokalnym związkiem pszczelarskim, oraz czy wyraziłby chęć opieki nad taką pasieką... Przecież niejednokrotnie, w mieście są ogródki działkowe gdzie ludzie przyjeżdżają by wypocząć, oraz mieć swój kawałek ziemi na którym można posadzić drzewo czy jakieś warzywa. A jak wiadomo to właśnie pszczoły dzięki swojej pracy zwiększają ilość zbiorów. Również zapylają trawy, kwiaty i drzewa (nie tylko owocowe). Czy nie każdy chciałby by, wiosną i przez lato pachniało w mieście kwiatami, a nie spalinami?


Coraz więcej słyszy się o pasiekach które powstają w miastach, i są racjonalnie prowadzone. Lecz w niektórych miejscach widzi się masową wycinkę drzew które dawałyby pożytek tym owadom. Czy chcemy takiego widoku w mieście? Widoku szarych ścian od dymu z kominów, smogu zamiast czystego powietrza, życia bez kontaktu z prawdziwą przyrodą, bez pięknych kwiatów, bez ich pięknego zapachu...  Nasadzenia drzew, krzewów, kwiatów w miastach, oraz wprowadzenia pasieki miejskiej myślę że pomogłoby złagodzić zanieczyszczenie w miastach, jak i również je upiększyło. Mam nadzieję że jakieś osoby przeczytają mój post, i natchnie je do tego by wdrożyć taki pomysł do swojej miejscowości. Władzom miast proponuję rozmawiać ze swoimi związkami pszczelarskimi, a te na pewno doradzą i pomogą w dobraniu odpowiednich roślin do nasadzeń, jak i może sami przy tych nasadzeniach pomogą i założeniu lokalnej pasieki, co może stać się atrakcją miasta, jak i zaopiekują się pszczołami.

piątek, 23 lutego 2018

Zima 2018

Zima już praktycznie się kończy i dobrze. Lecz chyba każdy przyzna że w tym roku była ona nietypowa... W styczniu miałem u siebie piękny oblot, z czego jestem zadowolony, bo takie obloty w środku zimy sprzyjają oczyszczeniu się pszczół, jak i zmniejsza ryzyko chorób. Poniżej macie zdjęcia jakie wykonałem na początku lutego swoich rodzin:




Jak widzicie kłęby były dość wysoko, ale miały jeszcze zapas pokarmu, który pozwolił im wytrwać do dzisiaj. Lecz już od pewnego czasu dochodzą nas wieści o nadchodzącym ostatnim ataku zimy w tym roku. Spadki temperatur mają być notowane w granicach -20°C. Gdy zerknąłem do moich pszczół wczoraj, okazało się że kłęby przesunęły się w stronę środka ula, tam gdzie było troszkę zapasu, ale dla świętego spokoju wolałem dać im po dosłownie 2 łyżki stołowe ciasta w folii. Nie będę was tutaj okłamywał że nie dałem ciasta, choć nie dawno pisałem że jakby pszczelarz uczciwie zakarmił pszczoły to nie musiałby dawać ciasta na zimę... Lecz przy tak niesprzyjających warunkach, i zmiennej pogodzie jest to uzasadnione. Zwłaszcza że w każdym moim ulu teraz matki podjęły czerwienie, i nie mogę dopuścić by pszczoły spadły na przedwiośniu. Choć ostatnio latały po wodę przy 5°C. Rozpocząłem też w międzyczasie nowy projekt, który jest wzorowany na Panu Janiku, też się tutaj pojawi gdy go skończę. Tak bardzo liczyłem na pyłek z leszczyn, by pogonił moje pszczoły do przodu, ale wyszło jak z tą lipą co miała być a jej nie było... Szczerze mówiąc jestem już zmęczony zimą, śniegiem i mrozem, z niecierpliwością czekam by pierwsze promienie słońca obudziły kwiaty do rozwoju i wszystko odżyło. Mam sporo planów na ten rok, heh jak co roku. Ale oby mi się udało choć w połowie to wykonać. Jak dobrze pójdzie to wszystkie 8 uli zostanie uzupełnionych w całości, na razie jest 6... Lecz myślę że nie długo ruszę na pełną skalę, i będę mógł wam pokazać co znów nawydziwiałem :) Zdrowych pszczół życzę.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Organizacja pasieki - Notatki

Każdy pszczelarz powinien zminimalizować ilość przeglądów swoich rodzin, bo jak się to mówi: Przegląd dezorganizuje pracę rodziny pszczelej nawet na kilka dni.... Dlatego też pszczelarze prowadzą notatki w zeszytach, czy na kartach ulowych datę przeglądu, stan itp.


Jak widzicie na powyższym obrazku, Ja prowadzę notatki na zwykłej kartce z zeszytu. Każdy ul ma swoją kartkę, z zapiskami o stanie rodziny, daty podawania syropu, matek itd. Takie uproszczenie pracy pozwoli na dokładną kontrolę przeglądów, i bezpieczeństwo osób postronnych. Bo jak wiemy, że im częściej rodzina jest przeglądana, tym bardziej złośliwa się staje. I nic w tym dziwnego, bo gdybyście mieli u siebie codziennie gości, po czasie zaczynałoby was wkurzać że non stop ktoś wchodzi do waszego domu, i nie macie chwili spokoju. W tej chwili kończy nam się sezon, rodziny zbierają siły do zimowli, dlatego nie ma sensu przeglądać rodzin tak często, jak to się zwykło w maju. Gdzie rodziny trzeba kontrolować, inaczej dojdzie do rójki...


Poza notatkami w zeszycie, czy na kartce bardzo przydają się płaskie daszki z blachy offsetowej gdzie można zapisać markerem linie pszczół, z którego roku jest matka, oraz z jakiego pokolenia ona pochodzi. Dodatkowo pozwala nam to porównać, jaka linia pszczół zachowuje cechy typowe dla linii, oraz do jakiego pokolenia. Myślę że to mniej więcej pomoże młodym pszczelarzom w organizacji pracy w pasiece. Ja pokazuję wam jak to u mnie działa, ale każdy może sobie znaleźć swoją metodę jaka mu pasuje. Mam nadzieję że będzie to pomocne.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Łączenie rodzin na gazetę

Czasami bywa tak, że nie ma już czasu i możliwości ratowania słabej rodziny. Ja tak miałem i w tym roku, w takich przypadkach lepiej jest połączyć słabą rodzinę bezmateczną, i dołączyć ją do innej silniejszej. Lub do odkładu który chcemy wzmocnić. W tym poście pokażę wam jak połączyć rodziny na gazetę. Jest to najlepsza metoda łączenia rodzin, i z resztą też najpopularniejsza. Łączenie w ten sposób najlepiej, i najłatwiej przeprowadza się w ulach korpusowych. Ale w leżakach również może być zastosowana poprzez zrobienie ramki do ula, takiej by dosięgała do samego dna ula i zabicie tej ramki gazetą. No dobra przejdźmy do rzeczy.

Rzeczy które potrzebujemy:
- krople miętowe, lub jakieś inne zapachowe
- spryskiwacz wody (można kropić namaczając w wodzie trawę)
- gazeta (taka jaką można kupić w waszej miejscowości, tylko by nie była z tych kolorowych czasopism)
- widelec, szpilka (coś czym można podziurawić gazetę)

1. Gdy mamy już wszystkie potrzebne narzędzia pracy, przystępujemy do działania. Otwieramy ul do którego chcemy dołączyć słabą rodzinę, zdejmujemy powałkę, spryskujemy górne belki wodą z miętą i nakładamy na nią podziurawioną gazetę. Dziurkowana gazeta nie może mieć dziur tak by pszczoły mogły tam chodzić przez nie tylko by pszczoły miały ze sobą kontakt, bez przechodzenia w dół. Ja podziurkowałem swoją gazetę starym widelcem do odsklepiania.


2. Jak widzicie miałem pod ręką akurat instrukcję montażu mebli. Nałożoną gazetę również spryskujemy wodą z miętą, wyrówna to zapachy rodzin jak i ułatwi im przegryzanie gazety.


3. Następnie idziemy do naszej słabej rodzinki, zdejmujemy powałkę, i również je traktujemy wodą z miętą z tą różnicą że Ja zawsze opryskuję każdą ramkę lekko ją zraszając. Pamiętajcie że pszczoły to nie ryby, dlatego wystarczy je delikatnie pokropić.


4. Zatwory boczne można właściwie wyciągnąć, bo i tak na tym etapie nie są potrzebne. Gdy wszystko mamy spryskane nakładamy korpus ze słabą rodziną na silną która wcześniej miała nałożoną gazetę, i całość zamykamy powałką jak normalny ul. Pozostałości po ulu słabej rodziny czyli powałka, daszek, dennica itp. Chowamy do magazynku, ponieważ pszczoły mają zakodowane miejsce w którym był położony ich ul, wtedy mimo że połączyliśmy rodziny pewna część pszczół i to wróci w to miejsce i będą nam oblegały wylotek, lub nawet wrócą nam do ula bo zasuwka będzie otwarta.


5. Po kilku dniach mamy połączone rodziny. To czy pszczoły pozbyły się gazety poznamy nawet na drugi dzień rano. Świadczy to wyniesiona gazeta na wlotce:

Taki widok miałem po 1 dniu:


A taki po 2 dniach, wtedy już wiedziałem że pszczoły się połączyły:


6. Jak widzicie pszczoły poradziły sobie z gazetą bez problemu, Na końcu zostało mi zajrzeć do rodzin czy wszystko poszło zgodnie z planem, otwarłem ul, i w moim przypadku usunąłem pozostałości po papierze, przełożyłem ramki z pszczołami do ula i tyle.


Możecie trzymać pszczoły na gazecie ile wam się podoba, one tak ją wam skasują że zostanie tylko taki pasek na około korpusu, czyli tam gdzie się dostać nie mogły. Po jakimś czasie zerknijcie czy nie macie założonych mateczników ponieważ jeśli jest spora różnica linii mogą wam próbować podmienić matkę. Ale po skasowaniu przechodzi im ochota do zmiany królowej.

Co ważne to by zostawić tylko jedną królową, tą wartościową. W przeciwnym wypadku matki zaczną bójkę z której tylko jedna wyjdzie cało. Ale nie radze nigdy ryzykować utraty wartościowej matki. Dlatego radzę wam usunąć jedną z matek wcześniej przed rozpoczęciem łączenia, i usunięcie ewentualne mateczniki ratunkowe.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Przegląd moich uli


Jakiś czas temu przejrzałem moje 3 rodziny przy domu, co ciekawe to okazało się że w 2 ulach pszczoły są tak silne że trzeba im było dołożyć ramek. Co ciekawe to w moim jednościennym gdzie mam Cj10, miałem ramkę gdzie zjechała mi węza podczas upału, ponieważ gdy robiliśmy ramki z kuzynem wierciliśmy otwory tylko na 3 druty. Była dziura, teraz jest 100% zabudowana ta ramka komórkami trutowymi. Czerwiu jest tam obecnie na 7 ramkach, a mało tego mam tam już czerw trutowy co mnie bardzo zdziwiło. Nie czekając wrzuciłem im dodatkowy korpus wypełniony węzą, niestety moje jednościenne które miały być na 12 ramek, są w rzeczywistości na 11 przez nasze błędy. Jestem ciekaw co ujrzę za dwa tygodnie... Zapasu mają pełno, część odsklepiałem chcąc zrobić miejsce matce do czerwienia., plus do tego przy ostatniej pogodzie jaka była u nas nazbierały pełno pyłku jak i nektaru który kapie z ramek.



Warszawiak w którym jest odkład zeszłoroczny słabo coś mi latał, gdy robiłem przegląd miałem odpowiedź dlaczego. Czerw był tylko na 3 ramkach, gdzie w pozostałych 5 to minimum, więc odsklepiłem część zapasu i dodałem ramkę suszu by matka miała miejsce do czerwienia. Teraz warszawskie mam na 10-11 ramkach co jest swego rodzaju ewenementem, ponieważ rok temu to miałem tak ale w maju, a nie początkiem kwietnia. Moja pierwsza rodzinka którą dostałem jest tak silna że gdy wyjmowałem im ramki, to wisiały brody pod ramkami (dzika zabudowa w trakcie). Nie czekając wrzuciłem ramkę suszu, i ramkę węzy. Teraz warszawiaki będę miał na oku, a korpusowy zostawię w spokoju do połowy kwietnia. Bardzo mnie ciekawi co one tam wymyślą. Końcem marca robiłem również dymienie każdy po 1 tabletce, mój odymiacz jest świetny, lecz ma jeden błąd. Korytko jest za niskie i podmuch wiatru zdmuchuje tabletkę z niego. Będę musiał coś na to zaradzić. Moja rodzina która była u kuzyna na przetrzymaniu, w jakiś sposób się połączyła z drugą. (2 były w jednym ulu przedzielone płytą). Podejrzewamy z kuzynem że gdy wrzucił ramkę z pokarmem na górne beleczki by te nie padły z głodu na przedwiośniu musiały się wtedy połączyć. Mówi że mi da odkład w zamian, trochę marna to pociecha, bo będę miał z jednego ula mniej do odbierania miodu. Ale cóż, teraz jestem zahartowany w zimowli troszkę i myślę że uda mi się zimować odkłady w jednej desce. Dwa będę miał troszkę suszu więcej więc będzie na czym. Więc nie poddaję się i dalej dążę ze wszystkich sił by być pszczelarzem zawodowym. Ostatnio też moja dziewczyna bardziej zaczęła się interesować pszczołami, jak i przezwyciężać strach więc rokuje dobrze to wszytko, mam nadzieję że dalej tak będzie...


sobota, 23 stycznia 2016

Zima w Pasiece

Pierwsza zima świeżo upieczonego  pszczelarza chyba jest najtrudniejsza. Aż skręca by zrobić przegląd, zobaczyć pszczoły znów w pracy. Okres zimy jest mimo wszystkim pozorom okresem dość trudnym w rodzinie pszczelej. Zapasy które im podaliśmy późnym latem/jesienią muszą im wystarczyć do ogarzania kłębu, i wykarmienia pierwszego pokolenia młodych robotnic w nowym sezonie.


W mojej pasiece jak widzicie cisza i spokój, sporo pszczelarzy w tym czasie uzupełnia zapasy wezy, buduje ule, ramki, kupuje potrzebny sprzęt. Do czego was bardzo serdecznie zachęcam ponieważ oderwie was to od myślenia o waszych podopiecznych i pozwoli rozbudować pasiekę.


Ważne by na wiosnę zaopatrzyć się w kawałek siatki do ogrodzenia pasieki, przed nieproszonymi gości którzy i na mojej pasiece przechadzają się bez stresu gdy mnie nie ma w domu. Odwiedziny zwierzyny łownej może niepokoić pszczoły w kłębach, a nawet są w stanie wywrócić ule co zdarza się bardzo rzadko.

Zasłonięte wyloty w ulach białym puchem nie są groźne wbrew obiegowej opinii. Świeży śnieg który jest w postaci takiego puchu nie jest w ogóle groźny dla zimujących pszczół, ponieważ przepuszcza tle, u mnie dodatkowo jest na full otwarta powałka, by dwutlenek węgla jak i para wodna wychodziły ku górze do wentylacji w ulowych daszkach. Zaś w moich warszawiakach maty nie dowierają do samego spodu ula, dźwigam je na belkach, w ten sposób zapewniam również swobodny przepływ powietrza, a mata zapobiega przed bezpośrednim wpływem powietrza do kłębu i przeciągom. Jak sami widzicie moje warszawiaki nie są 1 nowości więc mają pewne nieszczelności.


Jedynie mój pies mas radochę ze śniegu, a mnie powoli doskwiera nuda i już chciałbym zobaczyć pszczoły przy oblocie. Jest kilka planów które chciałbym już zrobić tej wiosny, ale muszę jeszcze wytrzymać luty.


Pozdrowienia od Diega ;)

sobota, 9 stycznia 2016

Podsumowanie roku 2015

No cóż, trochę mi się opóźniało z tym wpisem ale nie zapominam o moim blogu. Poprzedni rok był dla mnie udany w miarę, lecz nie obyło się bez błędów. Straciłem 4 młode matki przez moje nieumiejętne poddawanie ich. Jedna mi uciekła odlatując na moich oczach, następne zostały ścięte.


Złapałem jedną rójkę u sąsiadki, jedną otrzymałem w prezencie, oraz dostałem odkład. Sam również zrobiłem jeden odkład na warszawiaku. Niestety jedną rójkę którą otrzymałem w prezencie musiałem łączyć z rójką złapaną u sąsiadki, co było spowodowane utraty 2 matek przez moje błędy. Do rójki złapanej u sąsiadki udało mi się podłożyć krainkę linii CJ10, z czego jest bardzo zadowolony. Odkład który otrzymałem wrzuciłem do drugiego warszawiaka, matka pociągnięta z krainki S. Jestem z nich zadowolony bo są to dość pracowite i przedewszystkich spokojne pszczoły. Od nich właśnie wrzuciłem ramkę do pociągnięcia mateczników w mojej 1 rodzinie od której zaczynałem. Było spowodowane to nadmierną agresywnością mojej pierwszej rodziny. Zobaczymy w tym roku czy udało mi się osiągnąć zamierzony cel... Znów odkład który zrobiłem dałem na przezimowanie do mojego kuzyna, z tego względu że nie miałem suszu na wlkp, odkład był robiony późno, oraz bałem się o przezimowanie takiego odkładu w pojedyńczej desce. Ule zazimowałem mniej, więcej po 12 kg zapasu na ul.


Z produkcją uli też nie próżnowałem i dorobiłem sobie następne 6 uli wlkp z deski 2.5 mm. Zrobiłem małe modernizacje w moich dennicach, i nie chodzi tu o siatkę. Ule nie są do końca jeszcze skończone, ale gdy zjadę czas, to je wykończę. Miodu jakiś ogromnych ilości nie zebrałem, bo właściwie tylko jedna rodzina miała odbierany miód, a musiała również odrobić całą nadstawkę węzy. Więc mimo że miałem silne pszczoły na rzepak wziąłem zaledwie ok. 15-16 L z tego sezonu. Mam nadzieję że ten będzie lepszy. Zyskałem pierwszych klientów, i na razie mam już zamówienia na ten sezon. Żadna rodzina mi się nie roiła, jedyne co mi się zdarzyło, to pszczoły które były bez matki samoczynnie połączyły się z drugą, pozostawiając w ulu bez matki 3 ramki pszczół. Co widać na 1 obrazku. Pszczoły w ulu wlkp zazimowałem na pełnych korpusie nie dając żadnych nadstawek na spód. A warszawiaki na 8-9 ramkach. I podejrzewam że to będzie u mnie standard. Myślę że to chyba wszystko. Rok ogólnie był dobry, choć ta susza nam troszkę podcięła skrzydła. Ale wiosna była idealna. Co przyniesie rok 2016? Nie wiadomo. Ale mogę zapewnić was że nie spocznę na laurach i nadal będę dążył by moja pasieka była w pełni funkcjonalna, oraz bym mógł sobie kiedyś powiedzieć. Jestem prawdziwym pszczelarzem.


czwartek, 26 listopada 2015

Budowa powałki, a moje błędy

Witam, chciałbym wam dzisiaj zaserwować kolejną lekcję z moich błędów. Błędów tym razem w budowie powałki. Otóż, gdy robiłem swoje 1 powałki użyłem do nich płyt HDF, i teraz się moje błędu na mnie zemściły. Wszystkie powałki mam do poprawy... Otóż jakieś 2-3 tyg temu gdy padało u nas dość sporo, coś mnie podkusiło by zerknąć pod daszek ula w którym mam rodzinkę zazimowaną. Gdy go otworzyłem zamurowało mnie. Płyta była przesiąknięta wilgocią, a na górze pojawił się biały meszek. Ten biały meszek to nie muszę pisać co to... Płyta ta chłonie wilgoć i zatrzymuje ją w sobie. Gdy było lato, nie dało się tego zauważyć ponieważ mieliśmy bardzo suche i upalne lato. Płytę tą biłem do czoła od góry, nic nie frezowałem. I właśnie to był mój błąd. Teraz będę wycinał rowki w listewkach i wpuszczał płytę do środka. Mam nadzieję że to coś da. Jeśli nie będę musiał się przerzucić jak większość pszczelarzy na płyty OSB. Tu macie zdjęcie konsekwencji moich błędów...


wtorek, 3 listopada 2015

Ocena mojej pasieki

Wiem, że dawno się nie odzywałem. Ale ostatnimi czasy nawet nie mam czasu dla samego siebie zbytnio, a co dopiero usiąść i pisać post na bloga. Moja obecna praca mnie troszkę ogranicza, ale muszę się poświęcić by zebrać pieniądze na rozwój pasieki.


Te dwa stare warszawiaki które widzicie powyżej są zazimowane z moich obliczeń na ok. 15 kg zapasu. Dostały ode mnie jakieś po 12-13 kg cukru. Ale również miały swój zapas. Jestem zdania że nie powinno, a wręcz nie wolno grabić ula do samej węzy bo może to się odbić potem na zdrowiu i zimowli pszczół. Ten w dolnym rogu jest zazimowany na 8 ramkach, a ten wyżej na 9. Na górę wrzuciłem im tylko kawałek felcu i przykryłem to kawałkiem dywanu. Jak to się sprawdzi, to będę tylko tak zimował warszawiaki, bo szkoda pracy na maty (Jeśli okażą się bezużyteczne).


Po wielkich bojach został mi tylko jeden ul wielkopolski jednościenny, z pszczołami. Jeśli chcecie wiedzieć co się stało, to zapraszam do moich wcześniejszych wpisów. Pszczoły według wyliczeń dostały ok. 12 kg cukru + ich zapas. Czyli jakieś 13-14 kg. Moim zdaniem jest to mało dosyć, jak na 11 ramek wielkopolskich... Ale tak to jest gdy się karmi późno słoikiem i pszczoły wolno wybierają pokarm. Stwierdzam że ta metoda jest dobra ale na karmienie pobudzające, bo pszczoły wolno pobierają pokarm i mają złudzenie pożytku. Zimuję je na korpusie położonym na dennicy jak to jest w lato i jeden korpus. Na to powałka i korpus nadstawkowy ( nie ma sensu zagracać sobie garażu). Szczerze mówiąc martwię się o nie, i zastanawiam się nad podaniem ciasta z tego względu gdyż jest dosyć ciepła jesień i matki mogły podjąć czerwienie. Odymiałem je Apiwarolem 3x, i chyba będę musiał jeszcze raz. Co śmieszniejsze zimuję tam CJ10, a tą rasę zaleca się zimować na ciasnym gnieździe.


Ta zima będzie dla mnie następnym sprawdzianem jako pszczelarza, ale również da mi pewne spostrzeżenia na przyszłość. Pszczelarzę dopiero 2 sezon, i już zacząłem przechodzić na nowe konstrukcje ula (jednościenne). Co ciekawe zimuję na dennicy pełnej, nieosiatkowanej. Lecz na zasuwkach które kupiłem na Allegro, oraz dzięki wentylacji w daszku. Mam nadzieję że to wystarczy by móc odprowadzić wilgotne powietrze z ula, i zapewnić spokojną zimowlę moim pszczołom. Zakupiłem 5 kg węzy wlkp. oraz 1 kg warszawskiej. Drogo to wychodzi bo 50 zł/kg, ale tak węza się ceni w tym roku. Zbudowałem 6 dodatkowych uli jednościennych. Lecę trochę w ciemno, ale ufam moim pszczołom. One zimowały przy srogich zimach zanim warroza wpadła do naszych uli, i gdyby nie ona podejrzewam że nie raz w lesie dałoby się spotkać dziuplę wraz z plastrami sięgającymi 1m długości, zabite czerwiem oraz miodem.

czwartek, 1 października 2015

Moje daszki do uli wielkoplskich

Dawno już nie pisałem o moich ulach, i w sumie na blogu nawet. Za dużo projektów mam na ten rok :D No więc moje daszki są felcowane, by dokładnie zachodziły na korpus i wiatr miałby je ciężej zdmuchnąć. A jak wiadomo wiatry w ciągu zimy u nas dosyć sile ostatnio...


Dodatkowo są pokryte wykładziną pod panele, miało to na celu stłumienie spadającego gradu, owoców jesienią itp. Chciałem by daszek pełnił rolę izolatora w pewnym sensie od nie chcianych dźwięków. Myślę że również w jakimś stopniu będzie zatrzymywał ciepłe powietrze, bo również powinien działać jak poduszka powietrzna która będzie gromadziła ciepłe-wilgotne powietrze i je spokojnie odprowadzała bez zbędnych przeciągów. To są tylko moje założenia, a jak będzie to zima 2015/2016 zweryfikuje...


Pokryłem je na koniec jak widzicie blachą offsetową, choć kilku pszczelarzy mi to odradzało, jakoby miałaby ona się nagrzewać od słońca. Jedyną cechą, która czasem jest uciążliwa to słońce odbijające się od niej (oślepia). Ale jeśli powstanie kilkanaście takichże uli to może to być fajny efekt :D
Dach nie zachodzi jak wspominałem na szczelnie do powałki i jest tam z 6cm odstępu od niej. Jedynie to zmienię siatkę na wentylację, ponieważ siatka perforowana mimo swoich zalet, nie powstrzymuje os przed wtargnięciem do środka. Osy są chudsze niż pszczoły i spokojnie potrafią się przecisnąć przez te dziurki. Zastosuję teraz siatkę przeciwko gryzoniom, co prawda jest plastikowa, ale za to gęsta i nic się przez nią nie przedostanie. Myślę że myszy raczej jej się nią nie zajmą. Poza tym jeśli ktoś robi osiatkowane dennice to mogłaby być pomocna i chyba tańsza od aluminiowej stosowanej powszechnie.

piątek, 4 września 2015

Kiedy rozpocząć karmienie?


Dużo pszczelarzy jest zdania że rodziny pszczele powinny być zakarmione na zimę, do 15 września. I zgodziłbym się z tą teorią, ponieważ w takim wypadku pszczelarz stara się oszczędzić pokolenie pszczół zimowych, by te nie spracowywały się na przerobie cukru. Ale jest, jedno ALE.
Gdy mamy tak jak w tym roku długą ciepłą końcówkę lata i jesień zapowiada się podobnie, przynajmniej jej początek. Musimy wziąć pod uwagę że matki pszczele (szczególnie młode mam na myśli) Czerwią dość obficie, i w momencie zalewania gniazda, ograniczymy jej czerwienie. Dlatego moim zdaniem najlepiej w takim wypadku podawać syrop po 29 sierpnia, ponieważ jak wiadomo silny kłąb nie potrzebuje dużo pokarmu by ogrzać się nawzajem. Dodatkowo polecam dodać przynajmniej łyżkę stołową octu, by zapobiec powstaniu grzybicy wapiennej czerwia. Szczególnie o tej porze lubi ona się zasiedlać w ulach.


Podsumowując:

Karmienie rozpoczynamy sugerując się pogodą, oraz wiekiem matki pszczelej. Czyli od końca sierpnia/początku września (nawet do ok. 15) po ostatnim miodobraniu podkarmiamy po całej podkarmiaczce syropu przy młodych matkach i długiej ciepłej jesieni. Matki w tym okresie powinny czerwić max do 29 sierpnia. Do każdej dawki syropu dodajemy 1 łyżkę stołową octu (Ja leje na oko), by zapobiec rozwojowi choroby wapiennej czerwia. W podkarmiaczach powałkowych czy ramkowych możemy bardzo szybko zalać gniazdo podając rodzinom dawki po pełnej podkarmiaczce i w momencie wygryzania się pszczół, puste komórki są natychmiast zalewane syropem.

P.S.
 Nie traktujcie tego jako wykładni, bo każdy pszczelarz ma swoje metody gospodarki. Ale moim zdaniem trzymanie się sztywnych reguł hodowli, jak 20 lat temu nie ma sensu, ze względu na zmianę pożytków które mogą trwać do końca września. Jak i zmiany klimatu, które coraz częściej zaskakują nas ciepłymi jesieniami, zimami. Co powoduje wydłużenie czerwienia matek, i tym samym wypracowywaniem się pszczół. Jeśli bierzemy miód nawłociowy, to polecam jak najszybciej po miodobraniu zalewać gniazda syropem 3:2 i leczyć, silnie zarażone rodziny (gdy takie wykryjemy) leczymy natychmiastowo.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Stan mojej pasieki

Witam, dość długi czas nie zamieszczałem postu na temat mojej pasieki więc najwyższa pora. Na chwilę obecną posiadam 4 rodziny, miałbym 5 lecz poprzez moje błędy związane z wymianą matek musiałem połączyć jedną rodzinę która nie chciała mi przyjąć matek. Z mojej pierwszej rodziny, w której były agresywne pszczoły zmieniłem matkę i podjęła czerwienie.


Matka która ma zmienić nastawienie pszczół do mnie to jest to linia S. Jak na razie mam pozytywne wrażenia związane z pracą z nimi. Niestety rój w którym miała być Erika nie mógłby być moim zdaniem wyprowadzony do wiosny i musiałem je połączyć. Zamówiłem od Pana Jacka Jaronia 2 matki i oby dwie zostały wyrzucone. Wyciągnąłem jeszcze zapasową matkę od kuzyna linii Willy, lecz ona mi pofrunęła w siną dal. Po tych wszystkich zdarzeniach stwierdziłem że lepiej mieć jeden  w zamian silny rój. A nie dwa słabiaki które nie wiadomo czy przetrzymają w pojedyńczej desce do wiosny. Linię Willy i tak mam tylko u kuzyna, bo nie było gdzie wcisnąć odkładu, lecz podłożyliśmy ramkę z jajeczkami od jego matki. Na wiosnę (podejrzewam gdzieś w kwietniu) wezmę od niego mój odkład i wrzucę go do swojego wielkopolskiego na pojedyńczej. Stad mam takie podejście że nigdy nie zimowałem na jednej desce pszczół i to w jednym korpusie. Może od przyszłego roku, jak pszczoły mi powiedzą że jest wiosna i pora wyjść odetchnę pełną piersią i nabiorę odwagi na tego typu ule. Szczerze mówiąc bardzo podoba mi się gospodarka na nich, mimo że nie mam osiatkowanej dennicy.



czwartek, 6 sierpnia 2015

Pielęgnacja odkładów, pakietów itp.

Każdy pszczelarz który robił odkłady w lipcu czy końcem sierpnia chciałby zazimować silne rodziny, z oczywistych powodów. Słaba rodzina może nie poradzić sobie z utrzymaniem ciepłoty w gnieździe i zginąć. Jeśli chodzi o mnie to nie wierzę że pszczoły osypują się z samego zimna, ale raczej z braku pokarmu. Ale to temat na inny post...


No więc. Chcąc odpowiednio zadbać o rodzinę pszczelą by z odpowiednią siłą ją zazimować wystarczy podkarmiać rzadkim syropem 1:1, małymi dawkami ok. 200 ml co 2-3 dni. W ten sposób zachęcimy matkę do czerwienia, stwarzając złudzenie pożytku. Żelazna rezerwa w ulu powinna wynosić ok. 5kg. Dodatkowo takie podkarmianie ma jeszcze jeden plus. Poprzez powolne karmienie pszczół małymi dawkami syropu nie powoduje zalewaniem gniazda co jest istotne, ponieważ zależy nam na miejscu do czerwienia dla matki. Dlaczego podałem dawkę syropu? W ulu wielkopolskim bardzo prosto jest dawkować syrop, nawet dużymi ilościami. Wystarczy zrobić 1-2 dziurki w denku od słoika 0.9, wlać syrop i gotowe. W ulach typu warszawski zwykły nie ma tak prosto. Dlatego trzeba z umiarem, co kilka dni podawać po szklance syropu by pszczoły nie zaczęły zalewać gniazda.


Zapewne po 1 podkarmieniu może nie być nawet widać syropu na ramkach, bo pszczoły mogą go zjeść. Okres po lipach, nie obfituje już w pożytki zapewniające dobry rozwój rodzinom pszczelim dlatego należy je karmić bezwzględnie. Nawet gdy są pożytki młode rodziny warto podkarmić ponieważ małe rodziny nie są w pełni wystarczalne. Po drugie i tak nie ma co się nastawiać że weźmie się z nich miód więc nie ma co się martwić i powoli im dawkować pokarm na rozwój. Oczywiście bardzo wskazane jest zasilenie czerwiem w tym czasie z innych silniejszych rodzin, dodatkowo matka zyska ramkę do czerwienia dla rodziny. Odkłady i pakiety w maju-czerwcu mają potencjał by przynieść miód nawet z lip, jeśli będą zasilane, podkarmiane i w pobliżu będzie kwitł pożytek towarowy, pszczela rodzina osiągnie siłę by przynieść co nie co. Ale by to się stało, dobrze mieć pod ręką dodatkową odbudowaną nadstawkę.

czwartek, 16 lipca 2015

Drewno do podkurzacza

Czasami początkujący pszczelarze zastanawiają się jakie jest najlepsze paliwo do podkurzacza. Chcą wybrać najmniej uciążliwy dla pszczół sposób na ich uspokojenie. Paliwo nie może być iskrzące, i również z podkurzacza nie może uchodzić gorący dym, ponieważ zaczniemy parzyć nasze pszczoły.


Najlepszym próchnem do podkurzacza, które zostało sprawdzone przez wiele pokoleń pszczelarzy jest drewno z drzewa liściastego. Najbardziej polecana jest wierzba. Czasami pszczelarze skarżą się że podkurzacz gaśnie, próchno nie chce się palić itp. Moim zdaniem, albo używają twardego drewna które za nic w świecie nie chce się tlić, albo mają zasmolone podkurzacze które dławią dymem żar. Drewno do podkurzacza najlepiej jak ma strukturę gąbki, które można spokojnie bez wysiłku rozgnieść w rękach. Ja używam próchna z jesionu, ponieważ miałem stary spróchniały pniak na placu. Jak dla mnie spełnia wszelkie normy i pali się świetnie. Najważniejsza sprawa która powinna być oczywista jest wysuszenie drewna na wiór.


sobota, 4 lipca 2015

Nowa matka

Jakiś czas temu dostałem matkę Cj10, którą poddałem do rodziny która nie miała matki. Pisałem o tym ostatnio na blogu. Na początku nie mając doświadczenia dałem matkę w klateczce na górne beleczki. Pszczoły nie były wrogo nastawione do matki, wchodziły na klateczkę i języczkami zlizywały feromony matki. Dzień trzymałem ją w klateczce zastanawiając się jak ją podłożyć... W końcu postanowiłem że podłożę ją pod kołpak i to była dobra decyzja. Pożyczyłem od kuzyna kołpak i włożyłem matkę z 3 pszczołami towarzyszącymi. Uznałem że to najlepsza metoda, bo nie mogłem być potem na pasiece. Po kilku dniach wróciłem do domu i pierwsze co zerknąłem do ula z matką. Co się okazało, to że było tam pełno pszczół pod nim. Pszczoły wygryzły dziurę w kołpaku i dostały się do matki. Byłem pewien że ją skasowały. Gdy wyjąłem kołpak zobaczyłem matkę, wraz ze świtą pszczół które się nią opiekowały. Matka przyjęta. Czyli mogłem wtedy zamieścić wpis jakie mam linie w pasiece.

Co do matki linii S, to najpierw musiałem sprawdzić wiarygodność tego. I okazało się że to córka matki, którą kuzyn kupił przez związek z Kocierzowy. Linia ta na razie sprawia pozytywne wrażenie, zobaczymy na wiosnę. Widzę jak dotąd że mają sporą tendencję do gromadzenia pyłku i lubią gdy jest ich dużo. Pszczoły łagodne. Teraz czekam na Erikę oraz Willy, o ile z nią zdążę...

Moja dziewczyna która przezwycięża swój strach :D



piątek, 19 czerwca 2015

Nowe ule, nowe mateczniki, nowe problemy

Ostatni czasy pasieka troszkę się zmieniła. Doszła mi jeszcze jedna rójka, którą zebrałem od sąsiadki. Okazało się że mojemu wujkowi wyroiły się pszczoły. Jakimś cudem nie udało się zebrać matki razem z nimi... No, ale czasami tak się zdarza. Nie zamieszczałem zdjęć swoich uli, bo miałem po prostu za dużo zajęć i zawsze mi to wypadało z głowy. Więc oto moje nowe ule:



Pewnie zastanawia was czemu mój ul nr. 2 jest tak oblepiony pszczołami. A no właśnie też mnie to zdziwiło... Obudziłem się koło godziny 8 rano, i zawsze jak co rano zrobiłem sobie kawę czy herbatę, i wyszedłem pooglądać moje panny czy one również zaczęły dzień. Podszedłem do uli warszawskich, wszystko grało w nich jak zawsze. Gdy wyszedłem za bramę i zbliżyłem się do nowych uli na odległość 20 metrów usłyszałem huk. Zamarłem. Podszedłem bliżej, a tam cała wrzucona rójka od wujka która była zasiedlona dnia poprzedniego, wyszła. Położyłem kawę szybko na ławeczce przed domem i idąc po sprzęt do pracowni zastanawiałem się CO JEST GRANE???.
Przez pierwszą godzinę, wszystko wskazywało mi na to że siądą gdzieś na drzewie. Potem stało się coś czego jeszcze w życiu nie widziałem. "Rójka" która niby wyszła, zamiast wrócić do ula, czy siąść na drzewie zaczęła wchodzić do ula nr. 1 gdzie jest matka. Pierwsza moja myśl to była że rabują, bo ze względu na brak czasu miałem im dać dopiero tego dnia syrop. Zamknąłem wlotek ula 1, podkurzałem, zmiatałem pszczoły. Robiłem wszystko by je odgonić od niego. W końcu się poddałem i dałem sobie siana. Pomyślałem że same sobie to rozsądzą. Wróciłem za kilka godzin do uli, była cisza i niby wszystko w normie. Zajrzałem do 2. Patrzę, a tam pszczoły na 2 ramkach. Rójka wcześniej była na 6 ramkach wielkopolskich. Załamałem się. Ale stało się coś ciekawego. Pszczoły które wyleciały, weszły do ula 1 i tam zostały. Są teraz silną rodziną, a 2 jest słabiutka...
Dlatego też, poddam tam CJ10. Mam nadzieję że mi ją przyjmą. Włożyłem tam ramkę z czerwiem i okazało się właśnie że nie ma matki. W ulu nr. 1 jest rójka, ale w tym ulu są pszczoły, jak my to nazywamy "opier...". Dlatego tam również jest konieczne by matka była zmieniona na nową. Tam wrzucę Erikę, od Pana Jacka Jaronia.


U moich pierwszych pszczół również muszę zmienić matkę. Ten kto nie widział moich pszczół, zapewne by mnie wyśmiał, że nie widziałem agresywnych pszczół. Otóż widziałem i je mam. Kuzyn nie mógł uwierzyć, i uciekł z pod ula. Bo dostał kilka żądeł. Później mi przyznał rację że trzeba tam obowiązkowo matkę zmienić. Zmienię tam na Willy, pociągniętą od niego. Poza tym, rozbiję tą rodzinę na pół po miodobraniu i wrzucę następną Erikę. Wiem kombinuję bardzo w tym roku. Ale jeśli się to uda to wystartuję z 5 pełnymi rodzinami na wiosnę. Więc gra jest warta świeczki, choć dla mnie teraz jest priorytetem wyłagodnić pasiekę.

czwartek, 11 czerwca 2015

Obróbka wosku pszczelego


Każda osoba ceniąca dobra natury, na pewno nie przejdzie obojętnie obok wosku pszczelego i produktów z niego wykonanym. Pszczelarzom wosk jest na cenę złota dosłownie, ponieważ bardziej od świeczek, pszczelarze wolą go wykorzystać do wyrobu węzy. O węzie już pisałem kiedyś, link do postu znajdziecie na dole.


1. Najczęściej do przerobu lądują: odsklepiny, dzika zabudowa, komórki trutowe z ramek pracy. Ale również pszczelarz wrzuca całe ramki. Właśnie w pierwszym etapie potrzebna nam będzie wytapiarka słoneczna, to urządzenie powinno się znajdować na każdej pasiece. To w niej ląduje to wszystko, i poprzez temperaturę wytworzoną przez słońce (działa jak szklarnia) wosk się topi i opada do specjalnego naczynia.


2. Drugim etapem którym możemy poddać susz po przetopieniu przez topiarkę słoneczną, jest wrzucenie czarnych pozostałości do topiarki elektrycznej. W ten sposób odzyskujemy maksymalną ilość wosku z suszu. Czyli: Wrzucamy do topiarki pozostałości, ustawiamy poniżej naczynie z wodą, by wosk nie przywierał do niego i topimy. Dobrze jest mieć jakiś kawałek starej szmaty z materiału który nie jest łatwopalny, by owinąć te pozostałości i dopiero wtedy topić. Zapobiegnie to dostaniu się brudów z pozostałości.


3. Ostatnim etapem mającym na celu uzyskanie czystego wosku jest jego gotowanie. Tak dobrze przeczytaliście, gotowanie. Chodzi tu o, to że woda pomaga w wyklarowaniu się wosku, by ten nabrał odpowiedniego koloru oraz by oczyścić go ostatecznie z wszelkich drobin. Ustawiamy garnek z wodą. UWAGA! NIGDY NIE NAPEŁNIAMY CAŁEGO GARNKA WODĄ, PONIEWAŻ WOSK SIĘ ROZSZERZA GDY SIĘ TOPI!!! Wystarczy gdy napełnimy 1/4, dobieramy również garnek do ilości wosku jaką pozyskaliśmy. Musi być zawsze mniej więcej połowa garnka pusta, gdy włożymy twardy wosk. Gdy wosk się zagotuje w garnku, brudy wyjdą na jego powierzchnie i zastygną wraz z nim. Zastygnięty wosk będzie teraz w postaci krążka, i powinien wylecieć wraz z wylewaną wodą po zagotowaniu. Brudy, biały nalot itp. na powierzchni zeskrobujemy nożem. W razie potrzeby czynność trzeba powtórzyć.



Mam jeszcze jedną uwagę co do wosku. NIGDY RÓWNIEŻ NIE DOLEWA SIĘ DO WOSKU WODY, PONIEWAŻ MOŻNA LICZYĆ SIĘ Z KONSEKWENCJAMI PODOBNYMI DO TEGO, GDY WLEJE SIĘ WODĘ DO GOTOWANEGO OLEJU.

Tak uzyskany wosk możemy już wykorzystać do wyrobu węzy za pomocą walców, czy praski. Jak i wyrobu świec, które na pewno zwrócą uwagę. Na rynku są dostępne różnorakie formy do ich wyrobu. Lecz można również je zwinąć z węzy. Spalany wosk pszczeli wydziela przyjemny zapach, który uważa się również jako leczniczy.

Link: http://pszczelarstwomojapasja.blogspot.com/2015/03/weza-na-co-to.html