Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przegląd. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przegląd. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 stycznia 2018

Zima - zaglądać?

No cóż nowy rok już nastał, a nas pszczelarzy aż korci by zobaczyć nasze pszczoły. Dla każdego pszczelarza jest to satysfakcjonujący moment gdy zobaczy silne rodziny wylatujące na oblot. Wielu z nas zagląda w czasie zimowli do uli, w celu sprawdzenia zapasów, ilości osypu, czy ułożenia kłębu.


Napiszę wam jakie Ja mam podejście do zimowli i jak Ja podchodzę w tym okresie do moich podopiecznych. Oceniam stan moich rodzin w czasie karmienia, gdy większość pszczół to właśnie pszczoły które wchodzą w skład kłębu zimowego, i ilości ramek na których moje rodziny zostały. Później w ciepłym okresie zimy (jeśli taki jest), idę do wybranych ul i delikatnie otwieram powałki, sprawdzam gdzie kłąb się uwiązał. Ciepły, mam na myśli gdzie temperatura sięga ok. +7 C. Jeśli kłąb jest uwiązany do ściany ula, ostrożnie wyjmuję nieobsiadaną ramkę z pokarmem i delikatnym, powolnym ruchem staram się przesunąć ramki wraz z kłębem, tak by zrobić miejsce na dodatkową ramkę. Na takie zabiegi nie ma możliwości gdy panują surowe mrozy czy temperatura oscyluje poniżej + 5 C. Ogólnie staram się nie niepokoić moich pszczół jakimiś zbędnymi zabiegami, tylko gdy widzę już że rodzina idzie na ok. 5-6 ramkach do zimy wtedy wolę ją mieć na oku, niż je później zmiatać z dennicy. Wiem że stara szkoła pszczelarska mówi że nie wolno nawet chodzić koło uli, ale lepiej raz się przejść i skontrolować gdy sytuacja tego wymaga niż stracić rodzinę. Bo jak dla mnie to nawet najsłabsza rodzina jest tego warta. Co do pszczelarzy którzy niepokoją pszczoły tylko po to by sprawdzić stan pokarmu w zimie... To zakarmiajcie swoje pszczoły nie skąpiąc na syropie, to nie będziecie musieli zagryzać paznokci, czy pszczoły nie osypały się z głodu, a wy będziecie spali spokojniej.

środa, 15 czerwca 2016

Moja pasieka

Trochę zaniedbałem swojego bloga, ale jest to spowodowane tym że mam sporo projektów i planów które powoli staram się wykonywać. Pierwszym i najważniejszym planem na ten rok było kupno miodarki które troszkę mnie pociągnęło po kieszeni, ale było warto. Kupiłem miodarkę od Pana Łysonia, z której jestem mega zadowolony. Jedyne co mógłbym zwrócić uwagę Panu Łysoniowi, to kosz który w niektórych miodarkach diagonalnych jest w całości wykonany na dnie z blachy kwasoodpornej, co utrudnia jej mycie. Ja na szczęście, dostałem miodarkę której kosz jest w całości wykonany z prętów, co o wiele mi ułatwi umycie całego sprzętu bez konieczności jego rozkręcania. Nie wiem czy Pan Łysoń czyta mojego bloga, ale jestem mu za to niewspółmiernie wdzięczny.

Kosz mojej miodarki:

Moja miodarka jest miodarką, na typ ramki uniwersalny, co pomoże mi w wywirowaniu ramek warszawskich, jak wielkopolskich. Kupiłem ją bez refundacji, ponieważ w tym roku mi nie przysługiwała, a potrzebowałem ją na już. Przecież nie będę wirował miodu w starym rupciu z ocynku. Jeśli ktoś dopiero zaczyna to jak najbardziej polecam odkupić od starego pszczelarza taki osprzęt, a gdy się osiągnie odpowiedni rozwój, można spokojnie zainwestować w coś lepszego. Choć coraz częściej można się spotkać z coraz to przyzwoitszymi cenami miodarek na aukcjach. Co najfajniejsze w tym wszystkim, to kiedy przyjechałem do Bielska po moją miodarkę, zapomniałem śrubokręta. A wiem że miodarki od Pana Łysonia przychodzą w wielkich pudłach i na palecie... Pani sprzedawczyni była tak uprzejma że poprosiła tatuażystę które miał swoje studio obok o śrubokręt. Gdy weszliśmy do pomieszczenia ku zdziwieniu nas wszystkich, bo byłem tam z kuzynem. Miodarka stała bez palety, owinięta tylko w stretch. Tak jakby czekała na mój przyjazd. Nie wiem kto wpadł na taki pomysł, ale jestem mu wdzięczny.


Dobra. Miałem pisać o pasiece. No więc, przygarnąłem wiosną jedną rodzinkę od kuzyna która miała być spisana na straty, była tam dosłownie garstka pszczół, tak na 2 ramki wielkopolskie. Gdy je wrzuciłem do swojego ula, miały tak troszkę odbudowanego suszu, i zasiliłem je zaraz 1 ramką z CJ10. Po pewnym czasie gdy weszły delikatnie w siłę skasowałem tam matkę, i pociągnąłem na zaznaczonej ramce matkę z CJ10. Matka się wygryzła dosłownie z kilka dni temu, ale co ciekawe nie mogę jej znaleźć, coś mi się wydaję że mogła przepaść na locie godowym... Dam im czas do soboty, i wtedy podejmę decyzję co z tym fanetem zrobić. Obiecałem w międzyczasie kuzynowi że zrobię mu odkład z Cj10 na ramce wielkopolskiej, dzięki mnie się przekonał do tych uli. Gd robiłem mu odkład, jakimś cudem przepadła mi matka w nich. Kapnąłem się dopiero tydzień później, gdy zobaczyłem mateczniki ratunkowe i zero jaj. Co najlepsze, to gdy ciągnąłem matkę z nich, zamieniłem ramki z ula w którym specjalnie kasowałem matkę, i nie miałem jej zaznaczonej oraz zapomniałem już która to... Matka już się wygryzła do tej pory, ale jest cała czarna, a moja Cj10 taka nie była... Podejrzewam że matka jest właśnie z tamtego ula. 


Moja oryginalna matka jest właśnie na tym zdjęciu wyżej, a ta która się wygryzła jest cała czarna. Postanowiłem że ten rok już będzie ta matka co się wygryzła, zamówię matką w przyszłym roku, a w sezonie po miodobraniu, wymienię ją. Moja teoria ma potwierdzenie też w tym, że w odkładzie, którym robiłem kuzynowi, matka która się tam wygryzła jest pasiasta jak na moim zdjęciu coś. Zobaczymy co to będzie...


Dodatkowo zamówiłem 3 matki u Pana Jacka Jaronia, linii Erica. Zastanawiałem się przez długi czas przed tym jak by je podłożyć, by zostały przyjęte. Z dwóch moich warszawiaków, wyszukałem matki i je zaizolowałem kołpakiem. Potem spryskałem je wodą i wrzucałem do rojnicy, na ramki z węzą praktycznie. Dałem tylko po 1 ramce zapasu. Dałem matki w klateczkach, nie otwierałem ich. Przetrzymałem 3 dni w piwnicy, i wywiozłem do kuzyna by się tam unasienniły w ulach. Zastanawiacie się pewnie po co mi była jeszcze jedna matka. A po to, że mój kuzyn mi zrobił również zsypańca i poddałem tam ją. Na chwilę obecną czerwi, i jest dobrze. Dałem im 1L syropu z octem, bo były wrzucone na węzę. Po tygodniu może powtórzę zabieg. U kuzyna jedna zaczęła czerwić, a 2 jeszcze nie. Więc je na razie tam zostawiłem.



Niestety nie obyło się bez i kolejnych błędów. Każdemu młodemu pszczelarzowi, jak i sam będę mądrzejszy na przyszłość, odradzam żeby robić jakiekolwiek zsypańce, odkłady itd. Gdy nie mamy zasklepionych ramek do wirowania. Dlatego że moje wirowanie nadstawek się przeciągnie teraz co najmniej do lipy... Przez robienie zsypańców, osłabiłem moje rodziny, i teraz mają trudności ze sklepieniem miodu. Jedyny plus to taki, że w rodzinie w której miałem nastrój rojowy i nie mogłem go zlikwidować, to zniknął i nie muszę teraz często grzebać w gnieździe.


czwartek, 7 kwietnia 2016

Przegląd moich uli


Jakiś czas temu przejrzałem moje 3 rodziny przy domu, co ciekawe to okazało się że w 2 ulach pszczoły są tak silne że trzeba im było dołożyć ramek. Co ciekawe to w moim jednościennym gdzie mam Cj10, miałem ramkę gdzie zjechała mi węza podczas upału, ponieważ gdy robiliśmy ramki z kuzynem wierciliśmy otwory tylko na 3 druty. Była dziura, teraz jest 100% zabudowana ta ramka komórkami trutowymi. Czerwiu jest tam obecnie na 7 ramkach, a mało tego mam tam już czerw trutowy co mnie bardzo zdziwiło. Nie czekając wrzuciłem im dodatkowy korpus wypełniony węzą, niestety moje jednościenne które miały być na 12 ramek, są w rzeczywistości na 11 przez nasze błędy. Jestem ciekaw co ujrzę za dwa tygodnie... Zapasu mają pełno, część odsklepiałem chcąc zrobić miejsce matce do czerwienia., plus do tego przy ostatniej pogodzie jaka była u nas nazbierały pełno pyłku jak i nektaru który kapie z ramek.



Warszawiak w którym jest odkład zeszłoroczny słabo coś mi latał, gdy robiłem przegląd miałem odpowiedź dlaczego. Czerw był tylko na 3 ramkach, gdzie w pozostałych 5 to minimum, więc odsklepiłem część zapasu i dodałem ramkę suszu by matka miała miejsce do czerwienia. Teraz warszawskie mam na 10-11 ramkach co jest swego rodzaju ewenementem, ponieważ rok temu to miałem tak ale w maju, a nie początkiem kwietnia. Moja pierwsza rodzinka którą dostałem jest tak silna że gdy wyjmowałem im ramki, to wisiały brody pod ramkami (dzika zabudowa w trakcie). Nie czekając wrzuciłem ramkę suszu, i ramkę węzy. Teraz warszawiaki będę miał na oku, a korpusowy zostawię w spokoju do połowy kwietnia. Bardzo mnie ciekawi co one tam wymyślą. Końcem marca robiłem również dymienie każdy po 1 tabletce, mój odymiacz jest świetny, lecz ma jeden błąd. Korytko jest za niskie i podmuch wiatru zdmuchuje tabletkę z niego. Będę musiał coś na to zaradzić. Moja rodzina która była u kuzyna na przetrzymaniu, w jakiś sposób się połączyła z drugą. (2 były w jednym ulu przedzielone płytą). Podejrzewamy z kuzynem że gdy wrzucił ramkę z pokarmem na górne beleczki by te nie padły z głodu na przedwiośniu musiały się wtedy połączyć. Mówi że mi da odkład w zamian, trochę marna to pociecha, bo będę miał z jednego ula mniej do odbierania miodu. Ale cóż, teraz jestem zahartowany w zimowli troszkę i myślę że uda mi się zimować odkłady w jednej desce. Dwa będę miał troszkę suszu więcej więc będzie na czym. Więc nie poddaję się i dalej dążę ze wszystkich sił by być pszczelarzem zawodowym. Ostatnio też moja dziewczyna bardziej zaczęła się interesować pszczołami, jak i przezwyciężać strach więc rokuje dobrze to wszytko, mam nadzieję że dalej tak będzie...


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Stan mojej pasieki

Witam, dość długi czas nie zamieszczałem postu na temat mojej pasieki więc najwyższa pora. Na chwilę obecną posiadam 4 rodziny, miałbym 5 lecz poprzez moje błędy związane z wymianą matek musiałem połączyć jedną rodzinę która nie chciała mi przyjąć matek. Z mojej pierwszej rodziny, w której były agresywne pszczoły zmieniłem matkę i podjęła czerwienie.


Matka która ma zmienić nastawienie pszczół do mnie to jest to linia S. Jak na razie mam pozytywne wrażenia związane z pracą z nimi. Niestety rój w którym miała być Erika nie mógłby być moim zdaniem wyprowadzony do wiosny i musiałem je połączyć. Zamówiłem od Pana Jacka Jaronia 2 matki i oby dwie zostały wyrzucone. Wyciągnąłem jeszcze zapasową matkę od kuzyna linii Willy, lecz ona mi pofrunęła w siną dal. Po tych wszystkich zdarzeniach stwierdziłem że lepiej mieć jeden  w zamian silny rój. A nie dwa słabiaki które nie wiadomo czy przetrzymają w pojedyńczej desce do wiosny. Linię Willy i tak mam tylko u kuzyna, bo nie było gdzie wcisnąć odkładu, lecz podłożyliśmy ramkę z jajeczkami od jego matki. Na wiosnę (podejrzewam gdzieś w kwietniu) wezmę od niego mój odkład i wrzucę go do swojego wielkopolskiego na pojedyńczej. Stad mam takie podejście że nigdy nie zimowałem na jednej desce pszczół i to w jednym korpusie. Może od przyszłego roku, jak pszczoły mi powiedzą że jest wiosna i pora wyjść odetchnę pełną piersią i nabiorę odwagi na tego typu ule. Szczerze mówiąc bardzo podoba mi się gospodarka na nich, mimo że nie mam osiatkowanej dennicy.



niedziela, 19 lipca 2015

Flow Hive - Przyszłość pszczelarstwa?

Jakiś czas temu natknąłem się na filmik pewnych pszczelarzy z Australii. System polega na tym, że specjalnym kluczykiem który wkładamy w ramkę Flow podnosimy połowę komórek i jak za wciśnięciem guzika miód spływa rurką prosto z ula do słoika.


System Flow Hive zaoszczędza czas, ale pieniądze jeszcze nie bardzo. System kosztuje ok. 600$, więc jeśli chodzi o polskie warunki jest on kompletnie nieopłacalny. Jeśli Folw Hive się przyjmie i będzie produkowany na większą skale stanie się rewolucją, i myślę że wirówki, stoły do odsklepiania, widelce i wiele, wiele innych urządzeń do odbierania miodu pszczołom pójdzie w zapomnienie. Na razie jest to interesująca metoda, i co najważniejsze czysta. Nie ma możliwości by jakieś zanieczyszczenia znajdywały się w miodzie, ponieważ jest on bezpośrednio z ramki zlewany do słoika.


System jest wart omówienia w większych gronach pszczelarzy np. na szkoleniach, czy kursach. Zaoszczędza on stresu rodzinie pszczelej, gniecenia pszczół, niepokojenia dymem. System co prawda jest budowany z plastiku, ale pszczołom nie przeszkadza tworzywo i leją miód w komórki. Zastanawiam się tylko jak jest z rozpoznawaniem dojrzałości miodu w komórkach, gdyż wgląd na ramki jest od strony bocznej, gdzie nie widać dokładnie czy miód jest szyty woskiem, czy też pszczoły muszą go jeszcze odparować. System robi wrażenie, ale jak wspominałem pod względem finansowym jest to nieopłacalne. Tzw. wirówki, służą pszczelarzom na całym świcie od pokoleń, i często na następne pokolenia jest przekazywana miodarka. Dlatego podejrzewam że prędko się to nie stanie gdy przejdziemy na tego typu systemy odbierania miodu.


Fakt, faktem też jest taki że system nie zaoszczędzi pszczelarzowi przeglądów rodziny i zawsze będzie koniecznością przeglądanie rodziny pszczelej, choć przez zapobieganie rójce. Co więksi pszczelarze mogą sobie pozwolić na to jako ciekawostkę, ale nie wyobrażam sobie by to stosować w Polsce na większą skale przy takiej cenie....

czwartek, 16 lipca 2015

Drewno do podkurzacza

Czasami początkujący pszczelarze zastanawiają się jakie jest najlepsze paliwo do podkurzacza. Chcą wybrać najmniej uciążliwy dla pszczół sposób na ich uspokojenie. Paliwo nie może być iskrzące, i również z podkurzacza nie może uchodzić gorący dym, ponieważ zaczniemy parzyć nasze pszczoły.


Najlepszym próchnem do podkurzacza, które zostało sprawdzone przez wiele pokoleń pszczelarzy jest drewno z drzewa liściastego. Najbardziej polecana jest wierzba. Czasami pszczelarze skarżą się że podkurzacz gaśnie, próchno nie chce się palić itp. Moim zdaniem, albo używają twardego drewna które za nic w świecie nie chce się tlić, albo mają zasmolone podkurzacze które dławią dymem żar. Drewno do podkurzacza najlepiej jak ma strukturę gąbki, które można spokojnie bez wysiłku rozgnieść w rękach. Ja używam próchna z jesionu, ponieważ miałem stary spróchniały pniak na placu. Jak dla mnie spełnia wszelkie normy i pali się świetnie. Najważniejsza sprawa która powinna być oczywista jest wysuszenie drewna na wiór.


sobota, 4 lipca 2015

Nowa matka

Jakiś czas temu dostałem matkę Cj10, którą poddałem do rodziny która nie miała matki. Pisałem o tym ostatnio na blogu. Na początku nie mając doświadczenia dałem matkę w klateczce na górne beleczki. Pszczoły nie były wrogo nastawione do matki, wchodziły na klateczkę i języczkami zlizywały feromony matki. Dzień trzymałem ją w klateczce zastanawiając się jak ją podłożyć... W końcu postanowiłem że podłożę ją pod kołpak i to była dobra decyzja. Pożyczyłem od kuzyna kołpak i włożyłem matkę z 3 pszczołami towarzyszącymi. Uznałem że to najlepsza metoda, bo nie mogłem być potem na pasiece. Po kilku dniach wróciłem do domu i pierwsze co zerknąłem do ula z matką. Co się okazało, to że było tam pełno pszczół pod nim. Pszczoły wygryzły dziurę w kołpaku i dostały się do matki. Byłem pewien że ją skasowały. Gdy wyjąłem kołpak zobaczyłem matkę, wraz ze świtą pszczół które się nią opiekowały. Matka przyjęta. Czyli mogłem wtedy zamieścić wpis jakie mam linie w pasiece.

Co do matki linii S, to najpierw musiałem sprawdzić wiarygodność tego. I okazało się że to córka matki, którą kuzyn kupił przez związek z Kocierzowy. Linia ta na razie sprawia pozytywne wrażenie, zobaczymy na wiosnę. Widzę jak dotąd że mają sporą tendencję do gromadzenia pyłku i lubią gdy jest ich dużo. Pszczoły łagodne. Teraz czekam na Erikę oraz Willy, o ile z nią zdążę...

Moja dziewczyna która przezwycięża swój strach :D



piątek, 19 czerwca 2015

Nowe ule, nowe mateczniki, nowe problemy

Ostatni czasy pasieka troszkę się zmieniła. Doszła mi jeszcze jedna rójka, którą zebrałem od sąsiadki. Okazało się że mojemu wujkowi wyroiły się pszczoły. Jakimś cudem nie udało się zebrać matki razem z nimi... No, ale czasami tak się zdarza. Nie zamieszczałem zdjęć swoich uli, bo miałem po prostu za dużo zajęć i zawsze mi to wypadało z głowy. Więc oto moje nowe ule:



Pewnie zastanawia was czemu mój ul nr. 2 jest tak oblepiony pszczołami. A no właśnie też mnie to zdziwiło... Obudziłem się koło godziny 8 rano, i zawsze jak co rano zrobiłem sobie kawę czy herbatę, i wyszedłem pooglądać moje panny czy one również zaczęły dzień. Podszedłem do uli warszawskich, wszystko grało w nich jak zawsze. Gdy wyszedłem za bramę i zbliżyłem się do nowych uli na odległość 20 metrów usłyszałem huk. Zamarłem. Podszedłem bliżej, a tam cała wrzucona rójka od wujka która była zasiedlona dnia poprzedniego, wyszła. Położyłem kawę szybko na ławeczce przed domem i idąc po sprzęt do pracowni zastanawiałem się CO JEST GRANE???.
Przez pierwszą godzinę, wszystko wskazywało mi na to że siądą gdzieś na drzewie. Potem stało się coś czego jeszcze w życiu nie widziałem. "Rójka" która niby wyszła, zamiast wrócić do ula, czy siąść na drzewie zaczęła wchodzić do ula nr. 1 gdzie jest matka. Pierwsza moja myśl to była że rabują, bo ze względu na brak czasu miałem im dać dopiero tego dnia syrop. Zamknąłem wlotek ula 1, podkurzałem, zmiatałem pszczoły. Robiłem wszystko by je odgonić od niego. W końcu się poddałem i dałem sobie siana. Pomyślałem że same sobie to rozsądzą. Wróciłem za kilka godzin do uli, była cisza i niby wszystko w normie. Zajrzałem do 2. Patrzę, a tam pszczoły na 2 ramkach. Rójka wcześniej była na 6 ramkach wielkopolskich. Załamałem się. Ale stało się coś ciekawego. Pszczoły które wyleciały, weszły do ula 1 i tam zostały. Są teraz silną rodziną, a 2 jest słabiutka...
Dlatego też, poddam tam CJ10. Mam nadzieję że mi ją przyjmą. Włożyłem tam ramkę z czerwiem i okazało się właśnie że nie ma matki. W ulu nr. 1 jest rójka, ale w tym ulu są pszczoły, jak my to nazywamy "opier...". Dlatego tam również jest konieczne by matka była zmieniona na nową. Tam wrzucę Erikę, od Pana Jacka Jaronia.


U moich pierwszych pszczół również muszę zmienić matkę. Ten kto nie widział moich pszczół, zapewne by mnie wyśmiał, że nie widziałem agresywnych pszczół. Otóż widziałem i je mam. Kuzyn nie mógł uwierzyć, i uciekł z pod ula. Bo dostał kilka żądeł. Później mi przyznał rację że trzeba tam obowiązkowo matkę zmienić. Zmienię tam na Willy, pociągniętą od niego. Poza tym, rozbiję tą rodzinę na pół po miodobraniu i wrzucę następną Erikę. Wiem kombinuję bardzo w tym roku. Ale jeśli się to uda to wystartuję z 5 pełnymi rodzinami na wiosnę. Więc gra jest warta świeczki, choć dla mnie teraz jest priorytetem wyłagodnić pasiekę.

sobota, 30 maja 2015

Co tam u mnie

Trochę się działo u mnie w życiu jak i pszczelarskim, tak i prywatnym. Zacznę może od tego że doszły mi dwie rodzimy pszczele. Jedną zasiedliłem w ulu warszawskim zwykłym, który kupiłem od dziadka mojego kolegi i stał całą zimę pusty. A w drugim już mojej produkcji ulu wielkopolskim wrzuciłem rójkę, otrzymaną od mojego kuzyna który mnie uczy tego fachu.


No więc na chwilę obecną mam 3 rodziny pszczele które muszę zazimować. A dojdzie jeszcze jedna ponieważ czekam na matkę CJ10. Jeżeli się sprawdzi ta pszczoła możliwe że będę starał się ją propagować tutaj i w przyszłości zajmę się hodowlą tychże matek. W ulu mojej pierwszej rodziny, powiem jedno... Jest MASAKRA!!! Pszczoły wcale nie trzymają się plastrów, niemożliwe jest odebranie miodu bez rękawic (zwykle pracowałem bez). Gdy wyjmuję ramkę pszczoły wypryskują na mnie jak szalone. Przegląd temu dostałem z 15 żądeł, aż mi się ciepło robiło. Musiałem założyć 3 pary rękawiczek ogrodniczych, a i to żądła dostawały się pod skórę. Ponad to, musiałem wiązać sznurkiem nogawki bo dostawały się nawet pod spodnie. Tam też mnie nie oszczędzały i zebrałem 3 żądła przed tym zabiegiem... Jednym moim celem jest teraz wymiana matki w tym ulu na jakąś łagodną, zastanowię się na Willy'm. Poza tym wszystko gra, pszczoły pracują, matki czerwią. Nie jest źle ogółem. Tylko jest jeszcze zastrzeżenie do pszczół z wielkopolskiego, ponieważ matka która się wyroiła, nie wiadomo co to za pszczoły... Ale w życiu nie widziałem tak leniwych pszczół. Odbudowują węze jak im się zachce, miodu praktycznie nie ma. Nie wiadomo o co z nimi chodzi, ale również nie ma wyjścia i trzeba zmienić tam matkę. Lecz z nią będę musiał poczekać, ponieważ na wielkopolskim rójka została wrzucona na 4 ramki węzy. Bo nie miałem tego typu uli wcześniej. Poddałem im ciasto na zachętę i zobaczymy za jakieś 2 tyg. czy uporały się z tym i można będzie coś kombinować by matkę tam zmienić. To chyba tyle... Pasieka się rozwija, mimo moich błędów. Bym zapomniał. Jakiś czas temu kupiłem 2 matki Willy, bo myśleliśmy że nie ma matki w odkładzie który jest w warszawiaku. A tu niespodzianka! Matka jest i czewi. Więc dałem jedną matkę kuzynowi w zamian za to. Wziąłem ulik weselny i wrzuciłem kilka ramek pszczół z ula od 1 mojej rodziny. Poddałem matkę i myślałem że wszystko gra. Pszczoły klateczkę zawoskowały, więc myślałem że jest ok. A tu... Jajeczka. Szukam, szukam, szukam. Patrzę. Przerzuciłem matkę ze starej rodziny która miała iść do kasacji. Nowa Will'ego wyrzucona na pewno. Ojjj nie wyobrażacie sobie ile przekleństw poleciało w tamtej chwili. złapałem ją i wrzuciłem z powrotem skąd przyszła.Teraz w uliku są pszczoły wraz z jajeczkami, ale mateczniki w nich powstałe skasuję. Pociągnę raczej matkę od mojego kuzyna, z tej którą mu dałem i powinno się wszystko tym razem udać. Przynajmniej to nauczką że z pszczołami to jednak nie ma co się spieszyć, To by było na tyle, mam nadzieję że nie zanudziłem. Do następnego razu :)

czwartek, 14 maja 2015

Pszczół przybywa, a pszczelarzowi żądeł

Kilka dni temu przywiozłem następny odkład od mojego kuzyna, i zasiedliłem wolny warszawiak który czekał od zeszłego roku na lokatorki. Odkład jest bezmateczny, ponieważ jakiś czas temu zamówiłem od Pana Tomka Miodka matkę nieunasiennioną - krainkę Celle. Nie wiem jaka to pszczoła, bo nigdy nie miałem styczności z taką rasą. Ale sądząc po opiniach pszczelarzy, jak i samego Tomka są to pszczoły plenne i dosyć miodne. Czysta Cellka to nie będzie, ale może w połączeniu z tutejszymi pszczołami wyjdzie mi całkiem ciekawa rodzina. Co do pszczół od mojego kuzyna to tym razem z tymi pszczołami pracuje się o niebo lepiej niż z odkładem z zeszłego roku. Pszczoły są łagodniejsze, nie rozlatane jak moje. Rzadko żądlą. Choć moje zdążyły mi wbić 3 żądła w paluchy, przy przeglądzie. Skasowałem mateczniki w niej, oraz osłabiłem przez zabranie ramki z czerwiem do rodzinki która przyjechała nie dawno. Mam nadzieje że Pan Tomek się pospieszy, bo nie chciałbym mieć trutówki w ulu. Odkład siedzi na jakiś 4 ramkach. 2 to ramki z zapasem z tej zimy, jedna ramka pełna czerwia z odrobiną miodu, oraz ostatnia ramka z węzą. Po moich oględzinach, mimo że rodzinka słaba dziarsko grzeje czerw i nie pozwala na spadki temperatury w gnieździe. Chciałbym mieć już tą mateczkę, bo nie wiem ile mogę zwlekać. Rodzina z tamtego roku jest teraz na pełnym ulu - 17 ramkach warszawskich zwykłych + nadstawka którą odciągają. Niepokoi mnie to troszkę, bo rzepak w pełni kwitnięcia a miód zamiast w nadstawce to w gnieździe. ramki od szyby zawalone w miodzie. Przynajmniej coś jest. Na pożytek letni raczej nie będę liczył, bo chcę z nich zrobić zsypańca do moich wielkopolskich. Co będzie, to będzie...

czwartek, 23 kwietnia 2015

Zerknięcie na moje pszczoły

Wczoraj zrobiłem przegląd gniazda i się dosyć zdziwiłem. Otóż ramkę którą wrzuciłem tydzień temu w czwartek, z dziurami (bo podbierałem miód sekcyjny, w tamtym roku) Została odbudowana w 100%. Zamiast komórek na miód w górnej części, pszczoły zrobiły komórki trutowe które zostały zaraz zaczerwione przez matkę. Pomyślałem: Oho, trzeba wrzucać ramkę pracy.


Choć na początku wahałem się czy dawać im tą ramkę, czy nie. Bo myślałem ze za późno. Ale w niektórych miejscach na boku ramek, były komórki trutowe zasklepione. Nie niszczyłem ich, bo myślę że jakaś ilość trutni jest potrzebna w ulu. Jedyne które będę kasował to na pewno na ramce pracy, oraz w ekstremalnych przypadkach gdy zobaczę np. całą górę ramki zawaloną trutami.
Do tego walnąłem jeszcze ramkę z suszem, który miał niedopracowany dół, i tak zostawiłem. Obecnie pszczoły siedzą na 11 ramkach warszawskich zwykłych, razem z ramką pracy. Matka widocznie się rozczerwiła, bo oprócz ostatniej ramki z suszem białym na końcu wszystko było poczerwione. Na wielu ramkach zalega cukier z zmiowli, ale mam nadzieję że trutnie pomogą mi się pozbyć tego kłopotu. Pszczoły pchają pyłek gdzie się da, oraz świeży nektar. Mam nadzieję że pomogłem im się rozwinąć, bo na 4 ramkach było czerwiu na wygryzieniu pełno. Mateczników na wygryzieniu i w ogóle jako takich nie zobaczyłem, więc myślę że jest ok. Nurtuje mnie miód zgromadzony w gnieździe, który jest zmieszany z zapasami cukru. Zastanawiam się czy nie poskrobać miodu by zedrzeć zasklep i może uda się tym zmusić pszczoły by przeniosły go do nadstawki. Oczywiście nie mam tak dużego gniazda na nadstawkę. A do rzepaku u mnie chyba jeszcze sporo czasu. Pojawił się mniszek lekarski, i jakieś pojedyńcze drzewa zakwitły. Na razie nic co by wskazywało na pożytek towarowy. No nic. Zostaje mi pilnować nastroju rojowego i wrzucać im po ramce, dwie. Może za tydzień uda mi się poszerzyć gniazdo o następne 2 ramki. Chciałbym się wbić z odpowiednią siłą na rzepak. A jeszcze u mnie nadstawką będzie pierwszy raz zakładana i jest sporo węzy do obrobienia... Na szczęście będę miał już w tym roku ule korpusowe, co myślę że ułatwi mi korzystanie z pożytków i będę mógł wrzucać po 2 nadstawki na ul.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozpalanie podkurzacza

Temat niby prosty, ale każdy pszczelarz ma swoje metody rozpalania podkurzacza. Jak już we wcześniejszych postach wspominałem, najlepszym paliwem do podkurzacza jest próchno z drzew liściastych. Najlepsze jest drewno wierzby jak to mówią starzy pszczelarze.


Moją metodą rozpalania podkurzacza jest po prostu nasypanie do niego próchna tak by było do połowy, nawet mniej. Bo jak wiecie mam dopiero jeden ul zasiedlony i kilka niezasiedlonych jeszcze. Więc dymu nie potrzeba mi jest dużo by spokojnie zakończyć przeglądy. Gdy próchno jest w podkurzaczu, rozpalam go zapalniczką do zniczy, czy jak ktoś używa jeszcze starszego typu kuchenek to właśnie taką jaką się podpala gaz.


Gdy podpalany kawałek próchna przybierze czarny kolor i zacznie się kopcić. (oczywiście podpalam w kilku miejscach) Zamykam podkurzacz i dmucham miechem kilka razy, zostawiam podkurzacz na kilka minut i znów dmucham.. Albo nawet bez tego przystępuje do pracy. Często widziałem pszczelarzy podpalających podkurzacze palnikami gazowymi. Moim zdaniem dla początkującego pszczelarza, chodzi mi tu o młodzież interesującą się pszczołami jest to metoda dość niebezpieczna. Dlatego moim zdaniem moja metoda zmniejsza do minimum zagrożenie związane z poparzeniem.


Jeśli chodzi o gaszenie podkurzacza to po prostu pozwalam się mu wypalić, choć czasami zwilżałem szmatkę i zatykałem otwór podkurzacza. W ten sposób dym sam zdusił płomień i odzyskiwałem troszkę paliwa. Ale że próchno jest u mnie ogólnie dostępne, to pozwalam się mu po prostu wypalić. Czasami przewracałem go na bok, ale moim zdaniem to nic nie dawało. To już chyba wszystko. Wiem że niby rzecz prosta, ale myślę że skoro prowadzę blog pszczelarski, to nawet temat rozpalania i gaszenia podkurzacza musi się tutaj znaleźć. Pozdrawiam wszystkich.

środa, 11 marca 2015

Kiedy wykonywać pierwszy przegląd wiosenny?

Właściwie to w tym roku chyba każdy już pszczelarz ma go już za sobą, lecz myślę że dla osób które zaczynają swoją przygodę z pszczelarstwem będzie ten wpis służył pewną pomocą oraz będzie pewną wskazówką.


Przebieg przeglądu wiosennego powinien być sprawnie i w miarę szybko przeprowadzony, by niepotrzebnie nie oziębiać gniazda.

Celem takiego przeglądu jest:
- Ocena stanu rodziny
- Rozłożenie zapasu pokarmu lub czy on tam jest. Minimum ok. 5 kg. pokarmu jest potrzebne rodzinie pszczelej.
- Ocena liczebności robotnic.
- Ocena liczebności czerwia.
- Sprawdzenie obecności unasiennionej matki w rodzinie.

Pierwszy przegląd wiosenny jest możliwy gdy na zewnątrz temp; sięga w cieniu +15 st. C.
W tym czasie jest dobra pora by oczyścić dennice (jeśli się tego nie zrobiło). Do uli typu warszawski zwykły, polecam uzbroić się w listewkę bądź jakiś zagięty płaskownik by móc wygarnąć osyp, oraz odsklepiny pozostałe po zimie. Wiem że każdy pszczelarz jest ciekaw jak wygląda gniazdo po zimie i czeka z niecierpliwością by móc zerknąć do wnętrza ula, ale w tym wypadku pośpiech jest złym doradcą. Nawet jeśli pszczoły rozpoczęły loty.


wtorek, 23 września 2014

Strach, przyczyny agresji, itp.

Chyba w każdej osobie nie obytej z pszczołami towarzyszy często strach przed pszczołami. Zwłaszcza gdy taka osoba wchodzi pierwszy raz do pasieki i widzi tak dużą chmarę tych owadów. Dla ludzi pszczelarstwo kojarzy się z miłą pracą, którą zajmują się przeważnie jakieś osoby w podeszłym już wieku gdzieś na zapomnianych skrawkach wsi... Pszczelarze chyba najlepiej wiedzą że ten zawód wymaga poświęcenia, czasu, cierpliwości oraz przede wszystkim dużego nakładu wiedzy oraz sił by pasieka się rozwijała.


Czasami osoba która nie jest obyta z tymi owadami decyduje się na spróbowanie swoich sił, w tym jakże ciekawym i pasjonującym hobby. Niestety po tym jak pszczoły nie zawsze łagodnie traktują pszczelarza, pojawią się strach przed ponownymi użądleniami... Największym błędem jaki człowiek może popełnić w pierwszej kolejności to, to że się odgania od pszczoły która nie zawsze chce go użądlić. Zachowanie jakie niekiedy da się zauważyć, przynajmniej co Ja zaobserwowałem przy swoim ulu, to głośne bzyczenie koło ucha i manewrowanie z prawa do lewa. A po kilku sekundach następuje bezpośredni atak. Osoby zajmujące się pszczelarstwem muszą mieć odpowiednie ubranie do tego przystosowane, ponieważ jak każdy zawód niesie ze sobą zagrożenia. Ja gdy widzę agresywne zachowanie moich pszczół zaprzestaję pracy na chwilę i stoję nieruchomo. Czasem to pomaga, lecz gdy to nie daje wyraźnego skutku wtedy do akcji wchodzi podkurzacz którym kadzę przestrzeń na około siebie i przede wszystkim do ula. Nigdy nie wolno się odganiać od pszczół ponieważ wzmaga to ich agresję, gdyż odczytują to jako atak. Mówi się też o smarowaniu dłoni miętą. Ja jeszcze myję dokładnie ręce przed pracą przy ulu samą wodą, nie używam żadnego mydła ponieważ jego zapach mógłby zainteresować pszczoły. W żadnym wypadku nie powinno się również podchodzić do uli pod wpływem alkoholu ponieważ pszczoły tego nie lubią i może to sprowokować atak.


Pszczoły czasami również lubią straszyć pszczelarza przez wskakiwanie na jego ręce. Ale to tylko straszenie i sygnał że ma się nie zbliżać. One mają tylko jedno uderzenie w przeciwieństwie do np. os. I nie tak chętnie lubią używać swoich odwłoków. Lecz jeżeli uznają że kolonia jest zagrożona przystąpią do ataku. Również głośne dźwięki wzmagają ich agresję. Pamiętam jak w pobliżu mojego ula przejechał kombajn bo były żniwa w tym roku. Chciałem zobaczyć jak mu idzie i poszedłem koło ula, zanim się zorientowałem pszczoła już zdążyła mi wbić żądło w nogę. Także koszenie w pasiece lepiej przeprowadzać metodą tradycyjną, a i ostrzenie kosy radziłbym trochę dalej robić... Po podkarmieniu pszczoły również przejawiają agresję. To chyba tak po krótce z moich wskazówek których powinien się trzymać człowiek obcujący z tymi tajemniczymi i pięknymi stworzeniami. Teraz jest już pora właściwie zimowa jeśli chodzi o pszczelarstwo, bo chyba każdy już ma zakarmione rodziny do zimy. Mnie tylko zostało wyciągnięcie pasków na warrozę.

sobota, 13 września 2014

Małe rady w walce z osami

Osy to chyba kolejna plaga która spada na pszczelarzy... Teraz jest okres ich wzmożonej aktywności wokół uli, więc postanowiłem zamieścić tutaj kilka sposobów które mogą ograniczyć rabunki, oraz straty wśród pszczół. Które są szczególnie cenne w tym okresie ponieważ chyba już każdy pszczelarz przygotowuje swoje rodziny do zimy, i każda pszczoła jest na wagę złota...


Co bym zalecał to rozejrzenie się w pobliżu swoich uli czy nie ma gdzieś siedliska os, które mogłyby się zadomowić w stodole pod dachem itp.

1. Jedną z metod którą sam użyłem koło swojego ula jest metodą dość tanią i każdemu dorosłemu człowiekowi dostępną... Otóż kuzyn mi poradził jak on sam również to stosuje, bym kupił małe piwo i zostawił trochę na dnie butelki by wystarczyło aby osy się tam potopiły... Sam miałem co do tego wątpliwości, ale gdy do niego przyjechałem i mi pokazał rezultaty się troszkę zdziwiłem skutecznością tej prostej metody. W butelce było pełno os i dużych much, natomiast żadnej pszczoły.

2. Pułapki na osy są dostępne przeważnie w sklepach ogrodniczych itp. Sam nie wiem jaka jest ich skuteczność... Ale podejrzewam że rezultaty są podobne do wyżej wymienionego piwa...

3. Przeglądy przeprowadzać możliwie szybko i sprawnie, ponieważ osy zwabia zapach miodu do ula.

4. Można również zwężyć wlotki by mieściła się tam najwyżej jedna pszczoła, przez co pszczoły same będą miały łatwiej się obronić przed złodziejami...

5. Ważne jest by karmienie pszczół przeprowadzać po zmroku gdzie osy wracają do swoich gniazd. A wszystkie pszczoły siedzą w ulu i przez noc spokojnie poukładają sobie 1L syropu przez noc.



6. Czytałem gdzieś na forum że również można wypełnić butelki winem, sokiem czy kompotem nawet. Można to również zastosować, zamiast kupować o wiele droższe pułapki na osy.

7. Dokładnie sprzątać wokół ula jak i wewnątrz. Tak by pod ulem nie znajdowały się martwe stare pszczoły.

8. Trzymać silne rodziny, w przypadku słabych łączyć.

9. Można spróbować zmusić pszczoły do obrony przez ich rozwścieczenie... W tym celu można dmuchnąć porządnie dymem w nie, potłuc w ul. To wzmoży ich aktywność, oraz zwiększy się liczba strażniczek na wlotach.

10. Dokładnie zmywać ciepłą wodą kropelki syropu oraz miodu które kapały na ul.

11. W przypadku tragicznego rabunku, nakryć ul mokrym prześcieradłem i jak najszybciej wynieść po za pasiekę bądź wywieźć 5 km w inne miejsce na tydzień.

12. Ścieśnić maksymalnie gniazda dostosowując ilość ramek do liczebności i siły danej rodziny.

Pułapka na osy własnej roboty, do środka nalać piwa, wina, soku itp.
Filmik

wtorek, 9 września 2014

Moje podkarmianie

Witam, trochę nie zamieszczałem tutaj postów z braku czasu po prostu. Ale będę się starał naprawić i uzupełnić blog o nowe informacje.


Jakiś czas temu rozpocząłem karmienie pszczół, dając po 1L syropu co dzień, lub co 2. Rodzinę postanowiłem zostawić na 10 ramkach bo nie dało rady im zwęzić dalej gniazda... Co jakiś czas dodaję łyżkę stołową octu, dla utrzymania dobrej kondycji pszczół oraz zapobiegania chorobom. Włożyłem również 2 paski na warrozę, bo pojawiła mi się na pszczołach. Matka czerwiła na wszystkich ramkach, lecz nie grzebałem bardzo w gnieździe. Skupiłem się tylko na tym by zawiesić paski i właściwie tyle. Za jakiś tydzień jak skończę podkarmiać zrobię ostatni przegląd by ocenić rozłożenie zapasu i ewentualnego czerwienia królowej. Coś podejrzewam że w tym roku będzie trzeba podać z 15kg cukru rodzinie, bo u nas na śląskim to rok nie rozpieszczał pszczelarzy. Nastawiałem się że zbiorę chociaż słoik miodu z rodziny, lecz pogoda nie pozwoliła i skończyło się tym że jeszcze musiałem dać rodzinie po 1L w chłodne dni.... Nastawiałem się na nawłoć, ale w moim regionie konkretne ilości tej rośliny rosną jakieś 4-5 km od mojego ulika. Lecz jeśli klienci dopisywać będą i będę rozwijał swoją pasję, to na pewno będę wywoził na nawłoć swoje podopieczne.


Jak już wspomniałem kiedyś, zamierzam wytestować ule pomysłu Tomka Miodka, więc na pewno zamieszczę tutaj zdjęcia jak wyglądają, oraz informacje czy rodziny w niej zasiedlone przetrwały zimę. Czytałem gdzieś na forum pszczelarskim opinię Pana Leszka Stępnia "Polbart'a", że nie ma wielkiej różnicy czy ul jest ocieplany czy też nie, ponieważ i tak tam wchodzi mróz, i tak... I w sumie się z tym zgadzam. Zobaczymy, jeżeli przetrwają zimowe warunki w takim rodzaju ulu, to będzie znaczyło, że nie potrzebnie jest wydawać te 300 zł na ul, bo można zrobić go samemu za mniejszą sumę. Ja podkarmianie rozpocząłem, wy na pewno też. Jestem ciekaw rozłożenia zapasu w gnieździe, lecz pszczoły mnie nauczyły cierpliwości, więc wstrzymam się do skończenia podkarmiania. Zrobię ostatni przegląd i już nie będę grzebał w ulu do wiosny. No może poza tym że będę musiał wyjąć paski. Ale na pewno nie będę rozbierał całego gniazda.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rodzaje czerwia

Tak, tak. Wiem że dla pszczelarzy rodzaj czerwia jest sprawą oczywistą i jest to pierwsza rzecz jaką pszczelarz uczy się o rodzinie pszczelej. W ten sposób pszczelarz może określić liczebność rodziny, jej stan, plenność matki, siłę. Czerw właściwie się dzieli na poszczególne grupy które tutaj postaram się przybliżyć, by osoby które zainteresowały się nie dawno pszczelarstwem odróżniały rodzaje czerwia i jak wyglądają jajeczka.

1.Jajeczka
Jajeczka są to takie białe wystające ogonki w środku komórki, najlepiej jest je odnaleźć przez pochylenie plastra ku słońcu.

2. Czerw odkryty (larwy)
Czerw odkryty to najzwyczajniej w świecie larwy które się wykluły z jajeczek złożonych przez królową. Takie młode larwy są podlewane mleczkiem pszczelim. Kiedy osiągną odpowiedni wiek, ich dieta się zmienia.


3. Czerw zakryty (poczwarki)
Gdy larwa osiąga już odpowiedni wiek i rozmiary, zostaje zamknięta wieczkiem z wosku pszczelego. Na tym etapie zmienia się w poczwarkę i będzie tam dopóki nie osiągnie już pełnej formy.


4. Czerw na wygryzieniu.
Jest to komórka która ma przykrywkę brązową. To znak dla pszczelarza że w nie długim czasie wylęgną się następne pokolenia pszczół.


Wyżej opisane są etapy rozwoju zwykłej pszczoły robotnicy. Komórki trutni oraz matek pszczelich różnią się od siebie. Więc postaram się je przybliżyć niżej.

Komórki trutowe.
Komórki trutni są to wybrzuszone wieczka komórek, z nich właśnie wylęgają się trutnie, które zostają później ojcami zastępów pszczół robotnic.


Mateczniki.
Już kiedyś je opisywałem, ale chętnie zrobię to ponownie :)
Mateczników nie sposób przeoczyć, są to duże komórki larwalne wyróżniają się specjalną budową więc nie sposób ich przeoczyć. Chyba że jest tyle pszczół na plastrze że przykrywają mateczniki.


niedziela, 20 lipca 2014

Ataaak!


Wczoraj zajrzałem do ula w celu dołożenia im tylko ramki węzy. Po odsunięciu jednej ramki już na mnie zaczęły skakać, i w końcu dostałem pierwsze żądło. Ciekawe bo nigdy moje pszczoły się tak nie zachowywały agresywnie w stosunku do mnie. Przejrzałem kilka stron na ten temat i może być to wina tego że nie dawno dostały syrop na wzmocnienie, bo nie miały prawie zapasu. Co też dla mnie jest zagadką, bo w okolicy rosną lipy i inne nektarodajne rośliny... Za to zauważyłem że jest sporo pyłku na ramkach. Ten odkład jest już na 12 ramkach warszawskich, po wczorajszym dodaniu jednej. Ale miodu to tylko jakiś marny paseczek na górze. Matka czerwi obficie. Bardzo możliwe że też za często ostatnimi czasy zaglądałem do ula i mogło to wzmóc ich agresywność. No nic. Dziś muszę wyciągnąć podkarmiaczkę i dam im spokój na jakiś tydzień, no może dwa. Myślę że przez ten czas uspokoi się to towarzystwo i da mi przy nich pracować. Bo jeśli nie to zostaje skasowanie matki w przyszłym roku.

środa, 2 lipca 2014

Wady i zalety ula warszawskiego zwykłego

Ul warszawski był kiedyś bardzo popularnym ulem w Polsce. Hodowali w nim pszczoły zarówno pszczelarze amatorscy, jak i pszczelarze zawodowi. Pierwszym tego typu ulem, był ul zbudowany w 1880 roku przez polskiego pszczelarza i działacza Kazimierza Lewickiego określonego przez niego "stojako-leżakiem". W latach 1894-1896, ul Lewickiego został dopracowany w pracowni Towarzystwa Pszczelniczo-Ogrodniczego, w Warszawie. Stąd nazwa: Ul Warszawski. W czasach II wojny światowej ten rodzaj ula wycofano, w celu standaryzacji uli. Nie produkowano żadnych komponentów z nim związanych, a jego wymuszonym następcą stał się Ul Warszawski Poszerzany. Po wielu wzlotach i upadkach, jednak udało mu się przetrwać próbę czasu...


Jest obecny szczególnie w małych przydomowych pasiekach. (U mnie również :D). Jest ceniony przez wielu pszczelarzy po dzień dzisiejszy. Moim skromnym zdaniem ten ul może służyć dożywotnio pszczelarzowi, i wiele jego cech które tutaj przedstawię za tym przemawia. Ale jak każdy ul, ma też swoje minusy...

Plusy:
+ wygoda przy przeglądach
+ dobra zimowla pszczół
+ nie trzeba dźwigać żadnych korpusów
+ brak zagrożenia przewrócenia się ula
+ kształt ramek zbliżony do naturalnej struktury gniazda pszczół
+ tradycyjna ozdoba przydomowego ogródka
+ możliwość odkupienia po okazyjnej cenie od starych pszczelarzy
+ zachowanie "żelaznej rezerwy" miodu na zimę
+ polecany dla początkujących pszczelarzy
+ możliwość zajrzenia do pierwszej ramki bez potrzeby rozebrania gniazda (ramka z szybką)

Minusy:
- nadają się głównie do pasiek stacjonarnych (Starsze osoby mogą nie dać rady przenieść tak ciężkiego ula)
- ograniczona ilość ramek
- w wielu przypadkach brak wyjmowanej dennicy
- przy wydzieleniu miodni w gnieździe, potrzebna jest dodatkowa krata odgrodowa
- zajmuje więcej miejsca
- brak możliwości rozbudowy
- wysoka cena nowego ula


Myślę że w tym poście wyszczególniłem właściwości tego ula. Dla mnie było to dobre zrządzenie losu, że trafiłem jednak na ten ul. Ja mam wersje tego ula z wbudowanymi stojakami, i podkładam pod nogi stare cegły, by przedłużyć żywotność. Ma kilka wad jak już wspominałem. Ale jak dla mnie, wygodnie się przy nim pracuje. Szperałem po forach i tematem rzeką jest ilość wyciągniętego miodu, z poszczególnych uli. Przecież żaden ul miodu nie robi. Jeśli mamy małe ilości miodu to są tylko dwa czynniki które mają na to wpływ: Pszczoły lub Pożytki.

Proszę was o komentowanie, to pozwoli mi dopracować posty pod względem wiarygodności, oraz jakieś uwagi względem ula. Ja dopatrzyłem się tylko tylu. Jeśli otrzymam sensowne uwagi, na pewno je zamieszczę ;).

wtorek, 1 lipca 2014

Małe sprawozdanie z mojego ulika

No więc... Jakiś czas temu przeglądałem sobie mój ul, i są pewne zmiany które mogę uznać za pozytywne. A mianowicie:
Na pierwszy rzut oka, gdy zobaczyłem plastry to wszystkie były zaczerwione. To według mnie bardzo dobry znak. Obecnie dorzuciłem ramek z węzą, oraz wycofałem jedną ramkę. Dlaczego wycofałem ramkę. A no, dlatego że była dość stara. O tym kiedy indziej ;-).
Tam gdzie wcześniej była dorzucona ramka z węzą, to matka zaczerwiła ją mimo że robotnice jeszcze jej nie skończyły. Góra plastrów została powiększona przez pszczoły by więcej się miodu zmieściło. Mimo tego że nie dam rady wyciągnąć tego miodu, jestem zadowolony. Bo moim zdaniem pszczoły mimo że powinny być dokarmiane na zimę syropem, to miód zawsze powinien być w jakiś ilościach.


Później poszukiwałem matki. To nie było takie łatwe, bo to cwana bestia za wszelką cenę próbuje się schować. W końcu mi się udało. Co zwróciło moją uwagę to jej niebywałe gabarety, w porównaniu z poprzednim przeglądem. Także moja radość jest spora, bo rodzinka się powiększa i pszczół przybywa. Mimo że mogę nie wyciągnąć z ula miodu, to jestem zadowolony. Bo najważniejsze dla pszczelarza, to nie powinien być miód ale stan rodziny oraz jej zdrowotność. Na chwilę obecną mój odkład jest na 9 ramkach warszawskich zwykłych. Jeszcze wszystko nie jest odbudowane, ale myślę że spokojnie do końca lipca jeszcze powiększę go przynajmniej o jedną ramkę. Co do sierpnia... Myślę że tak od drugiej połowy sierpnia zacznę zwężanie gniazda, oraz podkarmianie. Później, to już wiadomo. Walka z warrozą mnie czeka.