W końcu ule powstały, teraz mi zostało tylko ich malowanie. Co jest w moim wydaniu żmudnym i czasochłonnym zajęciem. Lecz mam kilka już ukończonych, więc postanowiłem się pochwalić wam rezultatami mojej pracy.
W nowym ulu jak da się zauważyć lądowisko zostało ustawione pod skosem, co daje możliwość pszczołom łatwiejszego wylądowania, oraz wodzie czy śniegowi sposobność łatwego odprowadzenia. Samą dennicę przebudowałem, i już nie ma głuchego dna zabitego deskami osikowymi. Jest tam siatką, oraz wstawka z płyty pcv co umożliwi sprawne liczenie osypu, regulacje termiki ula. Ramka na której jest siatka także jest ruchoma przez co mogę wyczyścić z osypu ule, bez konieczności podnoszenia korpusów. Całość jest zamykana na zakrętki wiedeńskie.
Odległość między dnem ula, a ramkami została pomniejszona z 8 cm do 2 cm. Lecz i to mnie nie ominęły nadbudowy w nowych dennicach. Poza tym zawszę co zimę daję nadstawkę do zimowli pod korpus z gniazdem, więc odległość nie grała tutaj roli. Korpus został lekko zmodyfikowany, poprzez wywiercenie dziury na jego środku, przez co będę mógł zapewnić pszczołom dodatkowe otwory które umożliwią sprawny transport ładunku do ula. Same wymiary ula zostały "w końcu" dopasowane do obecnych standardów ula wielkopolskiego, tak jak to ma się w książkach i na forach. Bo jak wiecie poprzednie ule miały z tym problem, i pszczoły sporo nadbudowywały mi nad ramkami, jak i pod.
Stare ule zostaną rozebrane i spalone, a zastąpię je nowymi. Nowe mają również dłuższe uchwyty przez co łatwiej mi manewrować korpusami.Powałki są zacinane pod kątem 45°, co zapobiegnie chłonięciu drewna wody w takich ilościach jak poprzednio i zapewni dłuższą żywotność powałki. Same listewki powałki są również szersze o jakiś 1 cm. Daszki również nie obyły się bez modyfikacji, teraz daszek opiera się na korpusie i zachodzi w całości na niego. Ponieważ wyeliminowałem frezy które raz zachodziły na korpus, a czasem nie, a zastąpiłem je zwykłymi listewkami na których opiera się daszek. Sam dach został uproszczony, nie ma już tam desek 2.2 cm, a jest OSB 1.2 cm przez co jest lżejszy i poręczniejszy. Ocieplenie dachu również wyeliminowałem uznałem to za zbędny wydatek i "bajer" który niczemu nie służy. Całość opaliłem i pomalowałem rozgrzanym pokostem lnianym, 3x lakierobejcą oraz 1x lakierem bezbarwnym. Myślę że te ule będą miały dłuższą żywotność, jak również lepiej będzie mi się na nich pracowało. Czas pokaże.
Blog o pasji, hobby, pracy związanej z pszczołami. W tym miejscu znajdziesz zbiór informacji, porad na temat pszczelarstwa. Jak również moje spostrzeżenia, i wrażenia powiązane z pracą w pasiece.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lokalna pasieka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lokalna pasieka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 5 maja 2019
Stare vs Nowe
Etykiety:
Bee,
Budowa,
Czyszczenie,
Daszki,
Gospodarka Pasieczna,
Higieniczna Dennica,
Lokalna pasieka,
Modyfkacje,
Nowe,
Nowe ule,
Pasieka,
Pszczelarstwo,
Pszczelarz,
Pszczoły,
Siatka,
Stare,
Ul,
Wynalazek,
Zmiany w Pasiece
wtorek, 29 stycznia 2019
Praca
W końcu mogłem się zabrać za budowę nowych uli. Po posprzątaniu warsztatu, i doprowadzeniu go do jako, takiej użyteczności uruchomiłem maszyny. Nie ukrywam że miałem troszkę przygód z nimi, typu laser w ukośnicy trzeba było ustawiać, w grubościówce zepsuł się posuw itp. Udało mi się do tej pory na razie zrobić komplet nadstawek do uli. No ale powolutku wszystko idzie do przodu, lecz nie mogę powiedzieć że troszkę opornie. Ale staram się codziennie coś zrobić.
Korpusy kleję standardowo klejem D4, jak poprzednie korpusy, wkręty zastosowałem 7cm. Tylko jakbyście robili również swoje ule to polecam nawiercić przed wkręceniem. Ja nawiercam wiertłem 3mm i nie mam problemu z rozrywaniem desek, tak jak to miałem w poprzednich ulach. Wracając jeszcze do wkrętów, to kupiłem zwykłe czarne wkręty do płyt kartonowo-gipsowych i drewna, a nie jakieś magiczne srebrne, złote czy coś.
Jednej rzeczy nie zrobiłem. Nie zacinałem desek na łączeniach, mam nadzieję że wkręty mnie nie zawiodą i deski po czasie się nie wypaczą... Pewnie ktoś się zastanawia czemu buduję nowe ule, pewnie będę powiększał pasiekę. Odpowiem tak: Będę powiększał pasiekę ale nieznacznie. (o ile mi desek nie braknie), a stare ule wyrzucę w piec, lub je na coś przerobie może na odkładowe, zobaczymy. Moje stare ule które mają z 4-5 lat muszę wyrzucić, bo mają zły wymiar i z tego względu że miałem słabą piłę to je jeszcze gorzej zniszczyłem niż poprawiłem. Pszczoły budowały dziką zabudowę, miód lał się z każdej strony, powodowało to rabunki, pełno bałaganu, jak i nie miałem komfortu pracy na tych ulach. Plus do tego w nowych ulach będę osiatkowane dennice i dodatkowe wloty w korpusach.
Główny wlotek będzie pod kątem 60°, jeśli uda mi się to zamontować jakoś. Z dennicami miałem małe problemy, chodzi o sam otwór którym będą pszczoły wychodziły z ula, bo jeszcze nie dorobiłem się frezarki górnowrzecionowej, ani czopiarki. I wycinałem otwór wyrzynarką, która była pożyczona od sąsiada, ale nie wiem jak on nią robił bo brzeszczot był pod jakimś dziwnym kątem, zamiast na wprost. I pierwszy otwór wyszedł dość kosmato. Jeszcze zastanawiałem się czy robić siatkę pod kątem, tak jak to robił Aron u siebie, ale stwierdziłem że nie ma sensu takiego zastosowania. Najgorszym etapem prac jak dotąd to przygotowanie materiału na ule, czyli ucięcie, oheblowanie krawędzi, puszczenie na grubościówce, a później jeszcze zafrezowanie. Z nadstawkami to była przyjemność bo uciąłem deski na wymiar i mogłem od razu składać, a tutaj muszę łączyć po dwie deski na ścianę korpusu, i potrzeba masę desek. Samo składanie korpusu jeśli się ma zrobione prawidło to przyjemność , potem docinam korpus na pile i mam jeden element ula. Aha, zapomniałem wam jeszcze napisać, że w starych ulach wymiar był troszkę za mały i do niektórych korpusów 12 ramek się nie mieściło, zostawała wtedy niezła luka i miałem często dodatkowe plastry które pszczoły same sobie wybudowały. No i tak, to się u mnie dzieje może coś z tego mi wyjdzie, na razie z nadstawek jest zadowolony, zobaczymy jak później pójdzie, teraz mam przed sobą największy nawał prac. Jak już ukończę korpusy gniazdowe, reszta to już formalności. Macie tutaj jeszcze taki krótki filmik który wrzuciłem w czasie pracy nad ulami: https://www.youtube.com/watch?v=HTPyQ7MPCxM&t=72s
Korpusy kleję standardowo klejem D4, jak poprzednie korpusy, wkręty zastosowałem 7cm. Tylko jakbyście robili również swoje ule to polecam nawiercić przed wkręceniem. Ja nawiercam wiertłem 3mm i nie mam problemu z rozrywaniem desek, tak jak to miałem w poprzednich ulach. Wracając jeszcze do wkrętów, to kupiłem zwykłe czarne wkręty do płyt kartonowo-gipsowych i drewna, a nie jakieś magiczne srebrne, złote czy coś.
Jednej rzeczy nie zrobiłem. Nie zacinałem desek na łączeniach, mam nadzieję że wkręty mnie nie zawiodą i deski po czasie się nie wypaczą... Pewnie ktoś się zastanawia czemu buduję nowe ule, pewnie będę powiększał pasiekę. Odpowiem tak: Będę powiększał pasiekę ale nieznacznie. (o ile mi desek nie braknie), a stare ule wyrzucę w piec, lub je na coś przerobie może na odkładowe, zobaczymy. Moje stare ule które mają z 4-5 lat muszę wyrzucić, bo mają zły wymiar i z tego względu że miałem słabą piłę to je jeszcze gorzej zniszczyłem niż poprawiłem. Pszczoły budowały dziką zabudowę, miód lał się z każdej strony, powodowało to rabunki, pełno bałaganu, jak i nie miałem komfortu pracy na tych ulach. Plus do tego w nowych ulach będę osiatkowane dennice i dodatkowe wloty w korpusach.
Główny wlotek będzie pod kątem 60°, jeśli uda mi się to zamontować jakoś. Z dennicami miałem małe problemy, chodzi o sam otwór którym będą pszczoły wychodziły z ula, bo jeszcze nie dorobiłem się frezarki górnowrzecionowej, ani czopiarki. I wycinałem otwór wyrzynarką, która była pożyczona od sąsiada, ale nie wiem jak on nią robił bo brzeszczot był pod jakimś dziwnym kątem, zamiast na wprost. I pierwszy otwór wyszedł dość kosmato. Jeszcze zastanawiałem się czy robić siatkę pod kątem, tak jak to robił Aron u siebie, ale stwierdziłem że nie ma sensu takiego zastosowania. Najgorszym etapem prac jak dotąd to przygotowanie materiału na ule, czyli ucięcie, oheblowanie krawędzi, puszczenie na grubościówce, a później jeszcze zafrezowanie. Z nadstawkami to była przyjemność bo uciąłem deski na wymiar i mogłem od razu składać, a tutaj muszę łączyć po dwie deski na ścianę korpusu, i potrzeba masę desek. Samo składanie korpusu jeśli się ma zrobione prawidło to przyjemność , potem docinam korpus na pile i mam jeden element ula. Aha, zapomniałem wam jeszcze napisać, że w starych ulach wymiar był troszkę za mały i do niektórych korpusów 12 ramek się nie mieściło, zostawała wtedy niezła luka i miałem często dodatkowe plastry które pszczoły same sobie wybudowały. No i tak, to się u mnie dzieje może coś z tego mi wyjdzie, na razie z nadstawek jest zadowolony, zobaczymy jak później pójdzie, teraz mam przed sobą największy nawał prac. Jak już ukończę korpusy gniazdowe, reszta to już formalności. Macie tutaj jeszcze taki krótki filmik który wrzuciłem w czasie pracy nad ulami: https://www.youtube.com/watch?v=HTPyQ7MPCxM&t=72s
Etykiety:
2019,
Bee,
Beekeeping,
Błędy,
Budowa,
Korpusowe,
Korpusy,
Lokalna pasieka,
Majsterkowicz,
Nowe ule,
Pasieka,
Praca,
Pszczoły,
Ramka Wielkopolska,
Stolarstwo,
Ul Jednościenny,
Ul Wielkopolski,
Warsztat,
Zima
niedziela, 5 sierpnia 2018
Pasieka miejska, zagrożenie czy cud natury w mieście?
Pasieki miejskie zwracają na siebie coraz to większą uwagę, nie tylko z walorów estetycznych, jak korzyści które one dają miastu. Ale również bądźmy szczerzy, bo i pszczelarzowi coraz bardziej się opłaca trzymać pszczoły na dachu budynku, niż wywieźć je w pole rzepaku.
Zapytacie pewnie dlaczego? Dlaczego niby bardziej opłaca się trzymać pszczoły na dachu budynku niż na dwu hektarowym polu rzepaku? Otóż dlatego, że pola są traktowane coraz częściej ciężką chemią która po prostu zabija te pożyteczne owady. Czy widzieliście gdzieś na polu, by było fioletowo od wyki? Pewnie że nie. Nawet jednego chabra, czy maka tam nie uświadczycie. W miastach nie ma oprysków na taką skalę, są owszem jakieś opryski chodników, czy innych miejsc gdzie to wymaga. Myślicie teraz że jak to. Pszczelarz, a jest za opryskami w miastach nawet... Otóż jestem, bo wyobraźcie sobie że macie do wyplewienia choć 10 km chodnika. Chciałoby wam się? Nawet jakbyście to jakimś cudem zrobili, to musielibyście to znów powtórzyć, bo minęłoby tyle czasu że trawa zdążyłaby już odbić.
Ale wracając do tematu. W miastach ze względu na swoje niskie napszczelenie, co jest oczywiście złe, to pszczoły wyciągną więcej miodu, niż te które stacjonują na wsi, i w okolicy jest jeszcze dodatkowo 100 innych rodzin w promieniu kilku km. Poza tym jak wspomniałem są tam opryskiwane kilka razy do roku, kilku hektarowe pola uprawne, na których najczęściej pszczoły mają pożytek. W miastach na taką skalę to się nie zdarza. Ale na nieszczęście ludzi, oraz zwierząt (nie mówię teraz tu o pszczołach), to niedoedukowani urzędnicy miejscy zatrudniają przeciętnego Kowalskiego, który odbywa podstawowe szkolenie z obsługi sprzętu, i idzie pryskać dajmy o godzinie 13-14, co jest niedopuszczalne. Często władze miast nie mają zbytniej wyobraźni i tym samym sami zatruwają swoich mieszkańców pestycydami.
Na szczęście w ostatnich latach coraz częściej zwraca się uwagę na problemy pszczół, ze względu na liczbę zagrożeń jakie na nie czyhają, oraz że mamy do czynienia ze znacznym spadkiem ilości rodzin pszczelich, już nie tylko w USA, lecz na całym świecie.
Dzięki nagłaśnianiu problemów pszczelarstwa coraz więcej osób włączą się w inicjatywy pszczelarskie, oraz sami stają się pszczelarzami. I właśnie dzięki temu, niektóre władze miast kierują się ku ekologi i tworzą swoje pasieki którymi zajmują się lokalne związki pszczelarskie. Tak ma miejsce nawet u nas w sejmie, gdzie powstała właśnie taka pasieka.
Niestety pasieka miejska musi być monitorowana non stop przez swojego opiekuna, ponieważ nie można dopuścić do wyrojenia się pszczół, jak i ich zmutowania w kierunku agresywności. Miasto to jest skupisko wielu ludzi, i często w dzisiejszych czasach wiele osób ma problemy z alergią, w tym i również na jad pszczeli, bądź po prostu panicznie się boją pszczół. Choć i to nawet jeśli kogoś użądli osa, to i tak powie że to pszczoła. Niestety taki już ich los. Dlatego ważne jest by odpowiedzialnie prowadzić pasiekę miejską, jak i wybrać odpowiednia miejsce pod pasiekę. Najczęściej są to dachy budynków miejskich, gdzie żadna nie powołana osoba nie będzie miała wstępu.
Moim skromnym zdaniem powinno się przeprowadzić w każdym mieście ankietę wśród mieszkańców, w której by to opisano korzyści płynące z miejskiej pasieki, i pytaniem czy mieszkańcy byliby za tym aby pszczoły zamieszkały w ich mieście. Oczywiście pod warunkiem uzgodnienia to wcześniej z lokalnym związkiem pszczelarskim, oraz czy wyraziłby chęć opieki nad taką pasieką... Przecież niejednokrotnie, w mieście są ogródki działkowe gdzie ludzie przyjeżdżają by wypocząć, oraz mieć swój kawałek ziemi na którym można posadzić drzewo czy jakieś warzywa. A jak wiadomo to właśnie pszczoły dzięki swojej pracy zwiększają ilość zbiorów. Również zapylają trawy, kwiaty i drzewa (nie tylko owocowe). Czy nie każdy chciałby by, wiosną i przez lato pachniało w mieście kwiatami, a nie spalinami?
Coraz więcej słyszy się o pasiekach które powstają w miastach, i są racjonalnie prowadzone. Lecz w niektórych miejscach widzi się masową wycinkę drzew które dawałyby pożytek tym owadom. Czy chcemy takiego widoku w mieście? Widoku szarych ścian od dymu z kominów, smogu zamiast czystego powietrza, życia bez kontaktu z prawdziwą przyrodą, bez pięknych kwiatów, bez ich pięknego zapachu... Nasadzenia drzew, krzewów, kwiatów w miastach, oraz wprowadzenia pasieki miejskiej myślę że pomogłoby złagodzić zanieczyszczenie w miastach, jak i również je upiększyło. Mam nadzieję że jakieś osoby przeczytają mój post, i natchnie je do tego by wdrożyć taki pomysł do swojej miejscowości. Władzom miast proponuję rozmawiać ze swoimi związkami pszczelarskimi, a te na pewno doradzą i pomogą w dobraniu odpowiednich roślin do nasadzeń, jak i może sami przy tych nasadzeniach pomogą i założeniu lokalnej pasieki, co może stać się atrakcją miasta, jak i zaopiekują się pszczołami.
Zapytacie pewnie dlaczego? Dlaczego niby bardziej opłaca się trzymać pszczoły na dachu budynku niż na dwu hektarowym polu rzepaku? Otóż dlatego, że pola są traktowane coraz częściej ciężką chemią która po prostu zabija te pożyteczne owady. Czy widzieliście gdzieś na polu, by było fioletowo od wyki? Pewnie że nie. Nawet jednego chabra, czy maka tam nie uświadczycie. W miastach nie ma oprysków na taką skalę, są owszem jakieś opryski chodników, czy innych miejsc gdzie to wymaga. Myślicie teraz że jak to. Pszczelarz, a jest za opryskami w miastach nawet... Otóż jestem, bo wyobraźcie sobie że macie do wyplewienia choć 10 km chodnika. Chciałoby wam się? Nawet jakbyście to jakimś cudem zrobili, to musielibyście to znów powtórzyć, bo minęłoby tyle czasu że trawa zdążyłaby już odbić.
Ale wracając do tematu. W miastach ze względu na swoje niskie napszczelenie, co jest oczywiście złe, to pszczoły wyciągną więcej miodu, niż te które stacjonują na wsi, i w okolicy jest jeszcze dodatkowo 100 innych rodzin w promieniu kilku km. Poza tym jak wspomniałem są tam opryskiwane kilka razy do roku, kilku hektarowe pola uprawne, na których najczęściej pszczoły mają pożytek. W miastach na taką skalę to się nie zdarza. Ale na nieszczęście ludzi, oraz zwierząt (nie mówię teraz tu o pszczołach), to niedoedukowani urzędnicy miejscy zatrudniają przeciętnego Kowalskiego, który odbywa podstawowe szkolenie z obsługi sprzętu, i idzie pryskać dajmy o godzinie 13-14, co jest niedopuszczalne. Często władze miast nie mają zbytniej wyobraźni i tym samym sami zatruwają swoich mieszkańców pestycydami.
Na szczęście w ostatnich latach coraz częściej zwraca się uwagę na problemy pszczół, ze względu na liczbę zagrożeń jakie na nie czyhają, oraz że mamy do czynienia ze znacznym spadkiem ilości rodzin pszczelich, już nie tylko w USA, lecz na całym świecie.
"Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia"
Albert Einstein
Dzięki nagłaśnianiu problemów pszczelarstwa coraz więcej osób włączą się w inicjatywy pszczelarskie, oraz sami stają się pszczelarzami. I właśnie dzięki temu, niektóre władze miast kierują się ku ekologi i tworzą swoje pasieki którymi zajmują się lokalne związki pszczelarskie. Tak ma miejsce nawet u nas w sejmie, gdzie powstała właśnie taka pasieka.
Niestety pasieka miejska musi być monitorowana non stop przez swojego opiekuna, ponieważ nie można dopuścić do wyrojenia się pszczół, jak i ich zmutowania w kierunku agresywności. Miasto to jest skupisko wielu ludzi, i często w dzisiejszych czasach wiele osób ma problemy z alergią, w tym i również na jad pszczeli, bądź po prostu panicznie się boją pszczół. Choć i to nawet jeśli kogoś użądli osa, to i tak powie że to pszczoła. Niestety taki już ich los. Dlatego ważne jest by odpowiedzialnie prowadzić pasiekę miejską, jak i wybrać odpowiednia miejsce pod pasiekę. Najczęściej są to dachy budynków miejskich, gdzie żadna nie powołana osoba nie będzie miała wstępu.
Moim skromnym zdaniem powinno się przeprowadzić w każdym mieście ankietę wśród mieszkańców, w której by to opisano korzyści płynące z miejskiej pasieki, i pytaniem czy mieszkańcy byliby za tym aby pszczoły zamieszkały w ich mieście. Oczywiście pod warunkiem uzgodnienia to wcześniej z lokalnym związkiem pszczelarskim, oraz czy wyraziłby chęć opieki nad taką pasieką... Przecież niejednokrotnie, w mieście są ogródki działkowe gdzie ludzie przyjeżdżają by wypocząć, oraz mieć swój kawałek ziemi na którym można posadzić drzewo czy jakieś warzywa. A jak wiadomo to właśnie pszczoły dzięki swojej pracy zwiększają ilość zbiorów. Również zapylają trawy, kwiaty i drzewa (nie tylko owocowe). Czy nie każdy chciałby by, wiosną i przez lato pachniało w mieście kwiatami, a nie spalinami?
Coraz więcej słyszy się o pasiekach które powstają w miastach, i są racjonalnie prowadzone. Lecz w niektórych miejscach widzi się masową wycinkę drzew które dawałyby pożytek tym owadom. Czy chcemy takiego widoku w mieście? Widoku szarych ścian od dymu z kominów, smogu zamiast czystego powietrza, życia bez kontaktu z prawdziwą przyrodą, bez pięknych kwiatów, bez ich pięknego zapachu... Nasadzenia drzew, krzewów, kwiatów w miastach, oraz wprowadzenia pasieki miejskiej myślę że pomogłoby złagodzić zanieczyszczenie w miastach, jak i również je upiększyło. Mam nadzieję że jakieś osoby przeczytają mój post, i natchnie je do tego by wdrożyć taki pomysł do swojej miejscowości. Władzom miast proponuję rozmawiać ze swoimi związkami pszczelarskimi, a te na pewno doradzą i pomogą w dobraniu odpowiednich roślin do nasadzeń, jak i może sami przy tych nasadzeniach pomogą i założeniu lokalnej pasieki, co może stać się atrakcją miasta, jak i zaopiekują się pszczołami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











