niedziela, 1 maja 2022

Matka z matecznika rojowego=zło? (wychów na własne potrzeby)

 Będąc na wykładach często słyszałem że matki wychodowane z mateczników rojowych przekazują złe cechy następnym pokoleniom pszczół. Chodziło oczywiście tutaj wykładowcom o przekazywanie cechy skłonności do rojenia się. Ale czy aby na pewno jest to złe?

Moim zdaniem rodzina która wchodzi w nastrój rojowy, jest pełnowartościową rodziną. Rodzina chora nie będzie miała takich skłonności, poza tym nie będzie w odpowiedniej sile by móc opuścić ul. Wyjątkiem są tutaj rodziny silnie zawaroziałe, jak i głodniaki. Często pszczelarze usuwają mateczniki rojowe, w obawie przed rójką, i stratą części miodu. Jest to oczywiście słuszne podejście, ale czy aby nie bardziej opłacałoby się odebrać część pszczół wraz właśnie z matecznikiem rojowym by ostudzić zapędy do rójki rodziny produkcyjnej? I nie mówię tutaj o jakiś znacznych ilościach, bo czasami wystarczy odebrać 2-3 ramki, za to wrzucić silnej rodzinie węzę. Dzięki takiemu odkładowi możecie zyskać nie tylko dodatkowy odkład, który spokojnie przy odpowiedniej pielęgnacji rozwinie się w pełno prawną rodzinę, ale również zrobicie miejsce matce w rodzinie skłonnej do rójki. 

Matki rojowe (czyli wyhodowane na własnej pasiece) mają tą przewagę nad kupnymi że są mieszanką genów okolicznych trutni, i matek wyhodowanych na pasiece hodowcy. Często zdarza się tak że właśnie matki w II pokoleniu są bardziej wartościowsze. Poza tym matki rojowe czyli wychowane w maju/ czerwcu są w lepszej kondycji, niż te które zostały wygryzione w lipcu/sierpniu. Pszczoły nie są głupie i wiedzą w jakim momencie wychować wartościową matkę.

Mówi się że matki rojowe przekazują cechę rojliwości następnemu pokoleniu... Otóż nie do końca bym się z tym zgodził, bo matki które mamy od hodowców przy odpowiednich warunkach również się wyroją jak każde inne. Matki rojowe cechują się zwiększoną plennością, i często pszczelarz może nie nadążać za rodziną z poszerzaniem gniazda (zwłaszcza przy większej ilości pni). Dlatego matki rojowe cieszą się złą sławą, ze względu na swoją plenność. 

Oczywiście im więcej będziemy odbiegali od pierwotnej bazy genów matki wyjściowej, tym bardziej cechy będą się różniły od pierwowzoru. Przez to pszczoły mogą stać się agresywne, dawać mniej miodu. Lecz myślę że takim sposobem na wychów matek dla własnych potrzeb będzie można ciągnąć do pokolenia F-4, lub F-5, potem będzie pewnie potrzebna wymiana matki na hodowlaną i cykl można zacząć od nowa. W każdym bądź razie pszczelarzowi amatorowi pozwoli to zaoszczędzić troszkę pieniędzy, jak i da satysfakcję w wychodowanych własnych matek.

niedziela, 7 listopada 2021

Rozwój czerwia - stadia robotnicy

 Zamieszczałem już na blogu post jak wyglądają poszczególne rodzaje czerwia, lecz zostałem poproszony w komentarzach by opisać tak po krótce wam jak się to ma z rozwojem poszczególnych stadiów. Więc w miarę opiszę wam to swoimi słowami:

Jajko:

Choć pszczoła to nie kura, to jej rozwój zaczyna się od złożenia przez królową/matkę jajka w komórce. Komórka przed złożeniem jaja przez królową musi być dokładnie wyczyszczona. Wprawny już pszczelarz umie odróżnić plastry które zostały właśnie przygotowane pod złożenie jaj przez matkę. Jest to szczególnie przydatne gdy unasiennimy matkę, a jej nie możemy znaleźć. To może być też pierwszą oznaką że matka została unasienniona. Rozwój jajka nie trwa długo bo zajmuje trzy dni, im starsze jajko tym bardziej zdaje się pokładać.

Larwa:

Ten moment jest jednym z najważniejszy etapów rozwoju pszczoły miodnej, mianowicie...
Jajko złożone na robotnicę, a królową niczym się nie różni, ale różni się ich sposób karmienia. Larwa robotnicy jest karmiona mleczkiem pszczelim przez 3 dni, po czym następuje zmiana jej diety i od 4 dnia spożywa mieszankę złożoną z miodu, oraz mleczka pszczelego. Taki pokarm pokarm już będzie otrzymywała do 8 dnia swojego stadium. W tym czasie cały czas larwy są doglądane przez robotnice które pielęgnują i karmią je.






Poczwarka:

Po okresie karmienia larwa jest tak duża że wypełnia całą ścianę komórki i tutaj zaczyna się magia. Larwa zostaje zamknięta w swojej komórce wieczkiem z pszczelego wosku, tak jakby się tam "przebierała" w inne ubranie. I tak to w zasadzie się dzieje. W tym czasie larwa przemienia się w poczwarkę, wyrastają jej skrzydła, organy, itd. Powstaje coś co już zaczyna swoim kształtem przypominać pszczołę. Taki etap ma miejsce od 8 do 19 dnia życia.





Imago:

Jest to już w pełni ukształtowana postać dorosłej pszczoły robotnicy, gdy nadejdzie odpowiedni czas czyli ok. 20-21 dzień od złożenia przez królową jajka do komórki wygryza się ze swojego ciasnego pokoiku młoda pszczoła. Taką pszczołę bardzo łatwo poznać ponieważ jest szara i ma na sobie pełno włosków. W komórce w której bytowała zostaje po niej oprzęd, dlatego ramki przeczerwione ciemnieją im dłużej są eksploatowane przez pszczoły. Co ciekawe świeżo wygryzione pszczoły nie żądlą. Termin wygryzania się pszczół z komórek jest uzależniona od warunków termicznych w ulu.



poniedziałek, 7 grudnia 2020

Amitraza nie taka idealna

 Nasze pszczelarstwo głównie opiera się na rozwijaniu rodzin, odbieraniu miodu i przygotowań do zimy. I właśnie to ostatnie chciałbym poruszyć. Kiedyś (nawet jak sam zaczynałem), pszczelarz odbierał ostatni miód, leczył pszczoły tylko raz w sezonie - poprzez odymianie czy włożenie pasków i wszystko grało. Dzisiaj już nie mamy tak łatwo jak nasi poprzednicy. Coraz więcej słyszy się o upadkach rodzin pszczelich, czy "znikaniu" rojów. Pszczelarz ku swojemu zdziwieniu gdy zerknął z ciekawości pod daszek na przedwiośniu czy jeszcze w trakcie zimowli zobaczył puste plastry nieobsiadane przez pszczoły, oraz brak osypu. Wygląda to tak jakby ktoś wessał do odkurzacza całą rodzinę pszczelą i zostawił ramki z zapasem. Prawda niestety jest taka że zdarza się to również w ciągu sezonu, gdy wychodzą roje. Znamy roje głodniaki, gdy pszczoły próbują się w jakiś sposób ratować rójką by znaleźć lepsze miejsce na egzystencję. Tak samo ma się to w przypadku chorób czy pasożytów. Gdy na pszczołach jest już krytyczna liczba roztoczy, pszczoły zostawiając cały swój dobytek na którym są ogniska chorób czy jest siedliskiem pasożytów wyprowadzają się z ula próbując się w ostatnim zrywie ratować przed zagładą. 



Wtedy pszczelarz powie z oburzeniem: Ale jak to?! Przecież leczyłem pszczoły w terminie, zgodnie ze sztuką. Bardzo możliwe że jest to prawda, lecz gdy zapytany czym leczy pszczoły, pewnie nam powie że jednym z dostępnych popularnych leków opartych na tej samej substancji czynnej. Czyli mam tutaj amitrazę na myśli. I nie jest to zła substancja do leczenia pszczół, gdyby.... 

No właśnie. Przez lata, pszczelarze stosowali w swoich pasiekach paski (przeważnie), z amitrazem (akurat teraz tylko jego omawiam). Do tej pory wszystko było ok, lecz ostatnimi laty obserwuje się coraz częstsze upadki rodzin przez dręcza pszczelego, a sprzyja temu nie tylko jednostajne stosowanie przez pszczelarzy jednego środka na który varroa się pomału uodparnia, ale również gorące lata i ciepłe zimy (dzięki którym matki mogą czerwić w najlepsze). Amitraz nie jest już na tyle skuteczną bronią w walce z warrozą jak to było w poprzednich latach i szczerze nie rozumiem polityki koncernów produkujących te leki że nie poszli po rozum do głowy jak nasi wschodni sąsiedzi i nie zaczęli stosować dwóch substancji czynnych (choćby olejków eterycznych), by osobniki które w jakiś sposób się uodporniły na amitrazę "dobić" inną substancją. 

Pszczelarze zaczęli sprowadzać leki ze wschodu nie tylko dlatego że chcą dorobić na ich sprzedaży, ale również zaczęli mieć świadomość że ten obecny arsenał powoli przestaje wystarczać, a tamte leki są tańsze i nie zdzierają pieniędzy z pszczelarza jak dzisiaj się to robi, nie ukrywając. Nie mówię że jest to dobry proceder, bo często do obiegu dostają się leki z niedozwolonymi substancjami w naszym kraju. 

Wracając do tematu. Według własnych obserwacji i innych pszczelarzy to warroza po zastosowaniu leku opartego na amitrazie opada na dno, owszem. Ale jeżeli ją poruszymy ona żyje, i jakaś jej część na pewno wróci na pszczoły (jeśli mamy dennice pełne). W przypadku dennic osiatkowanych, jest ten plus że wkładki smaruje się olejem jadalnym i dzięki niemu nie tylko policzymy osyp pasożytów, ale również pomoże on nam je dobić. Niestety nigdy, nie uzyskamy 90% skuteczności leku. I nie chodzi tutaj o sposób podania czy dawkę leku. Lecz o to że warroza uodparnia się na zastosowany środek, i ile byśmy tam tej chemii nie użyli to i tak część zostanie. I tak właśnie odbywa się nieświadoma selekcja varroa na oporność leków opartych na amitrazie. Na szczęście mamy jeszcze do dyspozycji inne środki w tym ekologiczne, na które nie stwierdzono by pasożyt wykazał cechy odporności i jednymi z nich są kwasy organiczne. Z wielkim zadowoleniem widzę że coraz więcej pszczelarzy ma świadomość lub jej nabiera że jeden miecz w tej walce nie wystarczy i stwarzają sobie plan walki z dręczem przez cały rok przy wykorzystywaniu kwasów, olejków eterycznych, tymolu itd. Przy odpowiedniej kombinacji leczenia, myślę że jesteśmy w stanie mieć przewagę w tej walce. Dlatego jeśli komuś wygodnie stosować leki oparte na amitrazie, to proszę bardzo. Ale zachęcam by również spróbować to połączyć z innymi środkami w sezonie, a może to przynieść wymierne korzyści.

sobota, 31 października 2020

Kanał na YouTube

Jakiś czas temu założyłem kanał na popularnym, zwłaszcza wśród pszczelarzy serwisie Youtube do którego dodaję czasem filmiki, tak właśnie sobie pomyślałem że czemu nie połączyć tego z prowadzeniem bloga, choć oba serwisy zaniedbałem to na pewno nie zostawię ich samych sobie i co jakiś czas będę dodawał tu i ówdzie materiały które mogą się wam przydać w prowadzeniu pasieki i może zaoszczędzą pewnych błędów które Ja sam popełniałem czy popełniam. 

https://www.youtube.com/channel/UCynetLtCdmK8mwgejrjKQfA?view_as=subscriber

Bardzo nie cieszy że dodajecie tam swoje porady względem prowadzenia pasieki, dzięki którym sam również się uczę na waszych błędach. Przecież nikt nie jest nieomylny. Założyłem ten kanał głównie dla was, bo wiem że różnie każdy odbiera wiedzę pisaną, a coś co można zobaczyć na własne oczy jest bardziej interesujące. Ale i to na blogu będą się znajdowały pewne spostrzeżenia których sam zapomniałem dodać w filmikach a było istotne. Powyżej dałem wam link do kanału, tylko muszę tam popracować nad jakością nagrań i myślę że was zainteresuje jeśli ten blog cieszy się taką aprobatą za co wam dziękuję.




poniedziałek, 15 lipca 2019

Mieszanka ziołowa dla pszczół

Gdy moje pszczoły zachorowały na nosemę i część spadła z tego powodu, zacząłem powoli odbudowywać pasiekę i szukać odpowiednich metod leczenia pszczół z tego choroby. Moim zdaniem jest to drugie zaraz po warrozie niebezpieczne zagrożenie dla pasieki. Kiedyś myślałem że samo dodawane octu do syropu wystarczy lecz się myliłem. Samo przygotowanie syropu nie może być obojętne dla pszczelarza. Ale nie dziś nie o tym.

Tak jak wspomniałem wcześniej zacząłem szukać alternatyw które pomogą mi w walce z nosemą, a jednocześnie nie będą drogie. Takim rozwiązaniem okazuje się mieszanka ziołowa którą testował będę w tym roku na jesieni. Można ją kupić na Allegro, w sklepach pszczelarskich. Koszt: ok. 8 zł. Sztuka ma w składzie 12 ziół i waga saszetki to 60g. Jedna saszetka wystarcza na ok. 30 L syropu. Więc to sporo, a cena mała. Taka mieszanka nazywana jest potocznie herbatką Sklenara, możemy również to sami stworzyć bo skład jej jest znany.

Oto on:
  • Kora Dębu - ma działanie ściągające, garbniki zawarte w niej są wykorzystywane przy zwalczaniu/przeciwdziałaniu biegunki u pszczół miodnych.
  • Krwawnik Pospolity - działa antyseptycznie, wzmacnia, pobudza wiosenny rozwój rodzin.
  • Melisa Lekarska - działanie jest ogólnowzmacniające i antyseptycznie.
  • Pokrzywa Pospolita - dostarcza cennych witamin, mikro i makroelementów, działa antyseptycznie i ogólniewzmacniająco.
  • Rumianek Pospolity - wzmacnia odporność, wspomaga leczenie warrozy, działa korzystnie na układ pokarmowy.
  • Ziele Piołunu - dostarcza soli mineralnych i witamin, działa wzmacniająco, odkażająco i metabolicznie.
  • Kwiat Lipy - zwarte w nim garbniki i flawonoidy są stosowane przy zwalczaniu biegunki.
  • Pączki Sosny - zawierają witaminy, przyspieszają rozwój wiosenny, działają wzmacniająco i uodporniająco.
  • Kobylak - stosowany jest do leczenia nosemozy i choroby majowej.
  • Wrotycz - zwalcza warrozę i oczyszcza hemolimfę.
  • Mięta - stosuję się ją do zwalczania warrozy (jako dodatek do podkurzacza).
  • Bylica - wspomaga procesy trawienne, ma działanie wzmacniające.
Myślę że można by sobie sprawić taki mini zielnik pszczelarski gdzieś w rogu pasieki i mieć tam nasadzone różne zioła które nam pomogą w walce z chorobami pszczół. Sam chyba sobie taki sprawię gdzieś na kawałku ziemi. I pewnie sporządzenie samemu takiej mieszanki nam jeszcze taniej to wyjdzie, a składniki będą dostępne przez cały rok. A jeśli komuś nie chce się sadzić i pielęgnować ziół można kupić je w sklepach zielarskich i ekologicznych.

niedziela, 5 maja 2019

Stare vs Nowe

W końcu ule powstały, teraz mi zostało tylko ich malowanie. Co jest w moim wydaniu żmudnym i czasochłonnym zajęciem. Lecz mam kilka już ukończonych, więc postanowiłem się pochwalić wam rezultatami mojej pracy.


W nowym ulu jak da się zauważyć lądowisko zostało ustawione pod skosem, co daje możliwość pszczołom łatwiejszego wylądowania, oraz wodzie czy śniegowi sposobność łatwego odprowadzenia. Samą dennicę przebudowałem, i już nie ma głuchego dna zabitego deskami osikowymi. Jest tam siatką, oraz wstawka z płyty pcv co umożliwi sprawne liczenie osypu, regulacje termiki ula. Ramka na której jest siatka także jest ruchoma przez co mogę wyczyścić z osypu ule, bez konieczności podnoszenia korpusów. Całość jest zamykana na zakrętki wiedeńskie.


Odległość między dnem ula, a ramkami została pomniejszona z 8 cm do 2 cm. Lecz i to mnie nie ominęły nadbudowy w nowych dennicach. Poza tym zawszę co zimę daję nadstawkę do zimowli pod korpus z gniazdem, więc odległość nie grała tutaj roli. Korpus został lekko zmodyfikowany, poprzez wywiercenie dziury na jego środku, przez co będę mógł zapewnić pszczołom dodatkowe otwory które umożliwią sprawny transport ładunku do ula. Same wymiary ula zostały "w końcu" dopasowane do obecnych standardów ula wielkopolskiego, tak jak to ma się w książkach i na forach. Bo jak wiecie poprzednie ule miały z tym problem, i pszczoły sporo nadbudowywały mi nad ramkami, jak i pod.


Stare ule zostaną rozebrane i spalone, a zastąpię je nowymi. Nowe mają również dłuższe uchwyty przez co łatwiej mi manewrować korpusami.Powałki są zacinane pod kątem 45°, co zapobiegnie chłonięciu drewna wody w takich ilościach jak poprzednio i zapewni dłuższą żywotność powałki. Same listewki powałki są również szersze o jakiś 1 cm. Daszki również nie obyły się bez modyfikacji, teraz daszek opiera się na korpusie i zachodzi w całości na niego. Ponieważ wyeliminowałem frezy które raz zachodziły na korpus, a czasem nie, a zastąpiłem je zwykłymi listewkami na których opiera się daszek. Sam dach został uproszczony, nie ma już tam desek 2.2 cm, a jest OSB 1.2 cm przez co jest lżejszy i poręczniejszy. Ocieplenie dachu również wyeliminowałem uznałem to za zbędny wydatek i "bajer" który niczemu nie służy. Całość opaliłem i pomalowałem rozgrzanym pokostem lnianym, 3x lakierobejcą oraz 1x lakierem bezbarwnym. Myślę że te ule będą miały dłuższą żywotność, jak również lepiej będzie mi się na nich pracowało. Czas pokaże.

wtorek, 30 kwietnia 2019

Zaleszczotek - przyjaciel ulowy

Zaleszczotek, a raczej Zaleszczotek Książkowy, spotykany jest najczęściej w okolicach lasów, pasiek, oraz książek jak sama nazwa wskazuje. Dzisiejszy nasz znajomy co ciekawe mimo to że znajdziemy go pewnie w jakiejś książce z biblioteki to nie zabijajcie go! Jest to akurat robaczek bardzo pożyteczny gdyż żywi się robakami które niszczą naszą literaturę.


Z tego co słyszałem to zaleszczotki również upodobały sobie bardzo płytę pilśniową, więc jeśli mamy jakąś starą pilśnię wyrzuconą na zewnątrz, to bardzo możliwe że właśnie te nasze małe "skorpiony" tam mogły znaleźć swój dom. W lasach lubią mieszkać pod korą drzew co jest ich naturalnym domem. No dobra, ale co on ma wspólnego z pasieką, i samymi pszczołami?

Otóż groźnego wyglądu to nie ma żadnych podstaw by się go bać. Jest wielkości ok. 4mm. A w ulu potrafi nasze pszczoły wspomóc poprzez likwidacje larw barciaka, oraz warrozy. Sam tylko raz w życiu widziałem te stworki w starym moim warszawiaku. One uwielbiają szczeliny w ulach gdzie mogą znaleźć spokój. Do pszczół raczej są neutralne, nie zauważyłem jakiejkolwiek agresji na pszczołach, jak i odwrotnie. Co ciekawe nazwa "mały skorpion" jest nawet trafna co do tego osobnika, ponieważ gdy zaleszczotek złapie swoją ofiarę, to zatruwa ją jadem który spływa po jego szczypcach. Kiedyś podobno było możliwe kupno zaleszczotków, lecz nie znalazłem obecnie hodowli. Więc jeśli zobaczycie w ulu takiego robaczka to nie róbcie mu krzywdy, to przyjaciel, nie wróg.

sobota, 6 kwietnia 2019

Starodawne polskie wierzenia i zwyczaje pszczelarskie

Pszczelarstwo, dawniej bartnictwo było i jest czasami postrzegane jako rodzaj swoistej magii, tajemnicy. Bo przecież jak to człowiek, zwykły śmiertelnik mógł ujarzmić owady które żądlą, i jedynie są posłuszne Stwórcy i sobie samym. Od wieków pszczoły były obecne w różnych religiach na całym świecie. Pszczoła to przecież owad, nie da się go rozumieć, przytulić czy pogłaskać. To nie jest pies czy kot. Latają tam gdzie chcą i kiedy chcą, a jednak pszczelarz dawniej bartnik w jakiś sposób rozumiał te owady jak i one jego...


Przez wiele stuleci w Polsce jak i na całym globie gdzie tylko się trudniono chowem pszczół, ludzie związując się z tymi owadami poprzez ich hodowlę nabyli pewnych zwyczajów, tradycji. A tradycje pszczelarskie są bogate. Przedstawię wam kilka z nich do których udało mi się dotrzeć poprzez internet, jak i opowieści innych ludzi w którzy mieli w rodzinie pszczelarza. Część zwyczajów została na pewno zapomniana przez czas, lecz niektóre pozostały do dzisiaj i są nadal praktykowane.


Na pierwsze miejsce nasuwa mi się opowieść którą usłyszałem w rodzinie mojego kuzyna i potwierdzili to wszyscy mieszkańcy domu. Żył u nich kiedyś pszczelarz, dziadek żony mojego kuzyna. Miał pod swoją opieką kilka uli. I jak to w życiu bywa zmarł. W dzień jego pogrzebu przed wyjściem trumny wszystkie rodziny nagle się tak jakby wyroiły. Nikt nie potrafił tego wyjaśnić. Jego zięć próbował rozgonić pszczoły dymem z podkurzacza lecz ten nie pomagał. Na placu przed domem było ciemno od pszczół. Lecz po kilkunastu minutach ucichło, i było normalnie. Tak jakby same pszczoły poczuły że ich gospodarz odszedł i chciały go pożegnać. Od niejednej osoby w rodzinie słyszałem że to był prawdziwy pszczelarz z krwi. Co ciekawe, w czasie swojego życia zięć mu pomagał w pasiece, i po śmierci pszczelarza zajmował się nimi wraz ze swoją żoną. Lecz  po dwóch latach od śmierci gospodarza pszczoły zginęły, co do jednej rodziny.


Nawet grzmoty mogą uszkodzić matkę. Dostaje wtedy wstrząsu i zamiera. Mówią: „O, matka mi nie wylazła. Matecznik jest i jest”. Bo się zaćmiła. Nieraz kiedy pioruny biją, to niedobrze na mateczniki.
Tutaj był taki przypadek, że, jak już wspominałem miał Mateła pasiekę, około stu pni i on służył dawniej we dworze, miał znajomych tam leśników, to zawsze, takiego głupowatego parobka miał z Lublina i nocami jeździli kradli sosny i robili ule z tego. Tak że on stukał w sosne i mówi: „Ta będzie dobra”. Tam przeszedł znowu z dziesięć innych sztuk, to mówi: „Te wszystkie na nic”. Czy on się tak znał, czy tak pokazywał – nie wiadomo. A później to za saniami była brzoza uwiązana, zacierała ślad, bo to w zimie, a na rano już, ule, tam dwa ule, czy ile, już były zrobione. Piszkla była taka, taki nóż, co się dłubało. I te ule były stojące. No i właśnie później, doszło do tego, że – a ten Mateła był strasznie skąpy i nikomu nic nie dał. Ubogiego to wygnał, nie dawał nic. I zachorował. Ale… tego syn pojechał do lasu po drzewo, nie ma nikogo, to ten dziadek zachorował. „Co tu robić?” Ale, no, mówią: „Nic nie pomoże, tylko umrze”. To już tak prawie na skonaniu był, ale mówią: „Trza przywieźć te grubą świece z kościoła, co ksiądz święci przy święconej wodzie - paschał”. Bo to taki zwyczaj był. Przywieźli ten paschał… […] Dotknął się aby – i umarł. No, ale przed samą śmiercią mówi, zawołał pan, tego syna swojego, już wrócił z lasu i mówi tak: „Ja już dzisiaj zamrę, ale pamiętaj, że on tam jest na strychu. I masz kaszę jaglaną ugotować, bez soli i bez cukru. I raz na tydzień wyniesiesz – mówi – i za kominem postaw w garnku”. A ten chłopak: „A co, komu, co, kto tam bedzie?” Chciał stary jeszcze powiedzieć i umarł już. No to on sobie przypomniał za jakiś tydzień po pogrzebie. No i tak było, że kazał ugotować tej kaszy. Wyniósł na strych, za kominem postawił i schodzi po drabinie. A tu tam garnkiem jak rzuciło coś – mało go nie ubiło. No i przyszedł taki owczarz, do Motycza chodził, co dawno po dworach, to służyli tacy owcarze i się znali na takich różnych sztuczkach. I opowiadali mu o tym, że tak. To on mówi: „Masz szczęście, że cię nie ubił, bo to się nie soli tej kaszy, ale ty zapomniałeś i trochę osoliłeś. A sól się święci. Ten zły nie lubi tego”. No i od jakiś czas niedługi, tam ze dwa lata, mówi, ta pasieka wyginęła. Szkodnik się jakiś rzucił, nie było ratunku. […] No to wychodziło, że to diabeł był jakiś.
Bardzo powszechne jest w Borzęcinie mniemanie, że istnieje gad podobny do żmiji, wydający z siebie rój pszczół; dlatego zwą go rojnicą. Tę rojnicę trzymają w pasiece; ma gniazdo pod ulem. Dostaje raz na dzień bułkę rozdrobnioną w słodkim mleku. W zimę rojnica zakopuję się w ziemię i śpi. Kto ma rojnicę, temu się pszczoły bardzo darzą. 
Pewien wieśniak, siekąc łąkę pod lasem, znalazł w trawie rojnicę, otoczoną mnóstwem pszczół. Schwyciwszy ją, włożył do kapelusza, przyniósł do domu i osadził pod ulem. Wszystkie pszczoły przyleciały za nią i powchodziły do próżnych ulów. Odtąd darzyły się pszczoły temu wieśniakowi nadzwyczajnie. Gdyby rojnicę był stracił, wszystkie pszczoły by mu padły.


Z Motycza pochodzi legenda o roślinie nazwanej przez Jezusa „zaprzał”. Według legendy, pszczoły zauważyły człowieka śpiącego na ich ulubionych kwiatach. Rozzłościły się strasznie i gdy chciały go zaatakować, rozpoznały w śpiącym Jezusa. Zapytane o powód złości wyparły się tych kwiatów i od tego momentu nie mogą na nich siadać. 



Wbrew zakazom Boga pszczoły jako jedyne zwierzęta pracują w niedzielę, za karę więc nie mogą zbierać i wytwarzać miodu z kwiatów koniczyny i dębowych liści. Inne wierzenia podają, że pszczoła okłamała Pana Boga pytającego o kwiaty dające najwięcej pożytku nie wymieniając kwiatów czeremchy i przytulii w obawie, że Bóg je odbierze, co spotkało się z jego gniewem.


Dawni pszczelarze uważali lipy za drzewa objęte opieką Boską, dlatego omijały je pioruny. A miód lipowy znany jest z wyjątkowych właściwości leczniczych, stąd mawia się: „Miód lipowy, to lek zdrowy”.

Tu był taki sad, no niedaleko i mój dziadzio jeszcze był młody i wie pan mówi, że po drugiej stronie była karczma, jak szedł z karczmy, to widział jak taki , nieduży facet skakał z ula na ul, bo tam była pasieka duża, a tego, i późni chłopaki tam coś tam poszli na jabłka, a tam była ta pasieka, mówi: „Pszczoły w nocy nie gryzły a tu – mówi - co wyleci pszczoła, brzęk już ugryzła – mówi - ugryzła, w końcu słyszymy - mówi - idzie ten właściciel pszczelarz przez te łąkę i mówi: „Aaa mówiłem żebyście nie wchodzili i nie wyjdziecie stamtąd”. Przyszedł zabrał im czapki i powiesił w sieni, ale w sieni to było, tak się nie zamykali ludzie jak teraz, normalnie zasuwa była taka, rękę się wkładało, jak im zabrał te czapki, tak oni wzięli poszli i te czapki ukradli jemu z powrotem z tej sieni. Na drugi dzień mówi: „Ja was jeszcze przyłapie, ja przyłapie was”. To opowiadali, że tam taki panek skakał, i dziadzio opowiadał, że zawsze w południe w dzień albo w nocy wieczorem, to tam widzieli jak chodził między ulami.[…] Nie wiadomo, mówią że to diabeł na czarno ubrany.[Mówiono, że pszczelarz] miał diabła, albo późni drugie, że jechał gospodarz do miasta i mówi córce: „Weź ugotuj kaszy jaglanej, dobrze osłódź i żebyś nie soliła i postaw na strychu – mówi – na górce”. A ona wzięła posoliła, ona schodzi z tej drabiny, a ta miska z tą kaszą fur na podłogę. Ojciec przyjeżdża na podwórze i mówi: „A mówiłem ci nie sól kaszy toś musiała posolić”. Mówili, że on miał diabła i później kopali staw i on tego diabła komuś tam sprzedał, no. Oj dużo opowiadali takich różnych anegdot.
Do dziś panuje przekonanie, że należy pobrać chociaż symboliczną opłatę za miód lub rój darowane nawet osobie bliskiej. Czyniono jednak wyjątek dla małych dzieci, które musiały zostać poczęstowane miodem z pierwszego miodobrania. Okoliczne dzieci „czatowały” więc tego dnia w pobliżu pasieki. Niechętnie lub wcale sprzedawano miód do celów leczniczych, mniemano bowiem, że może to pociągnąć przykre następstwa dla sprzedającego lub jego pszczół – obawiano się „przeniesienia” choroby. Starano się również nie wpuszczać do pasieki ludzi mających tzw. „urocze oczy”, bowiem mogli oni rzucić urok i doprowadzić do śmierci lub choroby całe rodziny pszczele. 
Jeżeli na kołysce lub na wózku z dzieckiem usiadł rój pszczół, to się wróżyło, że dziecko to będzie miodouste, czyli będzie miało bardzo dobry dar wymowy, będzie kimś bardzo poważanym i szanowanym i daleko zajdzie. Po prostu będzie cenionym człowiekiem. I to się nawet sprawdzało.
Mówi się, że jak pszczelarz umrze to pszczoły umierają i pasieki nie będzie. Więc jak zwłoki pszczelarza wyprowadzano z domu, żeby odwieźć je na cmentarz, wtedy trzeba było do każdego ula zapukać, żeby, pszczoły pożegnały się z nim, czy też on [pożegnał się] z pszczołami i żeby pszczoły nie padały.
Ja osobiście mam tylko jeden zwyczaj jeśli chodzi o pszczoły. W dzień kiedy mam już ostatnią kontrolę za sobą, wieczorem podchodzę do każdego ula i mówię do wylotu "do zobaczenia w przyszłym roku, mam was zobaczyć na wiosnę, obyście były zdrowe".

Jest jeszcze wiele legend pszczelarskich, jak i zwyczajów. Ale nie byłbym w stanie wszystkich tutaj zamieścić. Oparłem się o teksty Teatru NN, lecz jest wiele książek jak i innych źródeł w których są zawarte informacje o dawnych wierzeniach pszczelarskich. Link do artykułu jest poniżej, polecam szczerze.

Źródło: http://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/wierzenia-o-pszczolach-w-tradycji-ludowej-lubelszczyzny/

piątek, 15 marca 2019

Przebiśnieg


Inaczej Śnieżyczka przebiśnieg, jest jak każdemu wiadomo w Polsce pod ochroną gatunkową. Jak sama nazwa wskazuje kwiat ten jest pierwszą oznaką zbliżającej się wiosny i nastaniu przedwiośnia. Jest rośliną miododajną i leczniczą.


Roślina ta kwitnie od lutego aż do kwietnia. Rośnie najlepiej na glebach w której występuje znaczna ilość próchnicy oraz wilgoci. Ze względów estetycznych jest chętnie sadzona w ogródkach przydomowych oraz działkach. Nie dostarcza miodu towarowego, lecz jest jedną z pierwszych roślin pomagających pszczołom w rozwoju wiosennym, poprzez swoją obfitość pyłku. Cebulki przebiśniegów są stosowane w leczeniu m.in.: Alzheimera, chorobie Heinego-Medina czy udarze mózgu.

sobota, 16 lutego 2019

Przyspieszanie rozwoju wiosennego

Przyspieszanie rozwoju wiosennego pszczół... Oj wielu pszczelarzy, zwłaszcza młodych szuka sposobów, środków itp. Jak przyspieszyć rozwój swoich rodzin by już na mniszka mieć silne rodziny albo najlepiej na klon... Nie odpowiem wam na to pytanie, bo moim zamysłem nigdy nie było branie sobie na cel tak wczesnych pożytków. Choć wiem że takowi pszczelarze istnieją, i mają pewne metody by pszczoły doprowadzić do takiej siły. Ale przez te kilka lat pszczelarzenia opracowałem sobie swoją własną metodę prowadzenia pszczół do siły.


Moje pierwsze zabiegi zaczynają się już po zakarmieniu rodzin. Czyli gdzieś w połowie grudnia, ale mogę to zrobić nawet w styczniu. Chodzi głównie o to by pszczoły ścieśnić maksymalnie na tyle, ile się da. Po co o takiej porze grzebię w ulach, zamiast spokojnie pić herbatkę z miodem i czekać na pierwsze obloty pszczół?

Dlatego, że gdy jest mróz i nie ma wiatru mam idealne warunki zobaczyć jak pszczoły się uwiązały, w jakiej sile jest kłąb, ile mają pokarmu i co mnie najbardziej interesuje wtedy to ile uliczek obsiadają. Wtedy wiem do jakiej liczby ramek mam ściaśnić pszczoły by te nie miały za luźno. zobaczcie:


Te ramki które wycofam będą świetną rezerwą na przedwiośnie, lub wiosnę gdy może braknąć im pokarmu.

Następny etap rozpoczyna się gdzieś ok. połowy lutego. Tutaj muszę zapewnić już pszczołom komfort cieplny i dobre warunki do rozwoju czerwiu. Więc wrzucam im poduszki wypełnione sieczką i by ciepło unoszące się z kłębu nie uciekało już przez pajączki. Dodatkowo można podać pszczołom wodę, pod warunkiem tego że ule mamy wypoziomowane. Co Ja osobiście tego nie robię, ale chyba zacznę. No i to już cała moja filozofia z pomaganiem pszczołom w zebraniu się po zimowli. Dodatkowo można rzucić im ciasto podczas dawania poduszek, w razie W.


Aaa, i zapomniałem o dość ważnej rzeczy. Gdy układam gniazdo, staram się jak najwięcej zostawić w gnieździe plastrów z pierzgą. Polecam wam też zapoznanie się z wykładem Śp. Jerzego Tombachera moim zdaniem był mistrzem nie tylko w pszczelarstwie, ale także w prowadzeniu wykładów...

Prawo rozwoju rodziny pszczelej cz.1
Prawo rozwoju rodziny pszczelej cz.2

Ale to jest tylko taka moja metoda, każdy ma swoją...

piątek, 8 lutego 2019

Miodówka


Na blogu o pszczelarstwie nie mogło zabraknąć jakiegoś przepisu na alkohol miodowy. Więc tutaj wam podaje wam mój przepis na miodówkę:
  • 0,5 L spirytusu 
  • 0, 5 L miodu 
  • 0,5 L wody (może być mineralna, źródlana)
  • 4 duże cytryny
Wlewamy wodę do garnka i dajemy do niej miód. Całość podgrzewamy, ale delikatnie. Głównym zamysłem tego jest to by woda rozpuściła miód. Więc NIE GOTUJEMY !!!

Gdy mamy już roztwór wody z miodem, dodajemy do niej wyciśnięte cytryny i dodatkowo wcześniej wyparzoną, startą z niej skórkę. Jeśli troszkę miąższu będzie to się nie przejmujcie.

Jak już to wszystko wystygnie dopiero dajemy spirytus, by nam alkohol nie wyparował. Polecam to wystawić na zewnątrz w zimę, lub do piwnicy pod pokrywką. Tylko nie w lato, bo pszczółki nam zwabi zapach miodu. I gdy dodamy spirytus i wymieszamy wszystko, od razu rozlewamy do butelek. I im dłużej nasza miodówka będzie stała, tym łagodniejszy smak będziemy mieli.

wtorek, 29 stycznia 2019

Praca

W końcu mogłem się zabrać za budowę nowych uli. Po posprzątaniu warsztatu, i doprowadzeniu go do jako, takiej użyteczności uruchomiłem maszyny. Nie ukrywam że miałem troszkę przygód z nimi, typu laser w ukośnicy trzeba było ustawiać, w grubościówce zepsuł się posuw itp. Udało mi się do tej pory na razie zrobić komplet nadstawek do uli. No ale powolutku wszystko idzie do przodu, lecz nie mogę powiedzieć że troszkę opornie. Ale staram się codziennie coś zrobić.


Korpusy kleję standardowo klejem D4, jak poprzednie korpusy, wkręty zastosowałem 7cm. Tylko jakbyście robili również swoje ule to polecam nawiercić przed wkręceniem. Ja nawiercam wiertłem 3mm  i nie mam problemu z rozrywaniem desek, tak jak to miałem w poprzednich ulach. Wracając jeszcze do wkrętów, to kupiłem zwykłe czarne wkręty do płyt kartonowo-gipsowych i drewna, a nie jakieś magiczne srebrne, złote czy coś.


Jednej rzeczy nie zrobiłem. Nie zacinałem desek na łączeniach, mam nadzieję że wkręty mnie nie zawiodą i deski po czasie się nie wypaczą... Pewnie ktoś się zastanawia czemu buduję nowe ule, pewnie będę powiększał pasiekę. Odpowiem tak: Będę powiększał pasiekę ale nieznacznie. (o ile mi desek nie braknie), a stare ule wyrzucę w piec, lub je na coś przerobie może na odkładowe, zobaczymy. Moje stare ule które mają z 4-5 lat muszę wyrzucić, bo mają zły wymiar i z tego względu że miałem słabą piłę to je jeszcze gorzej zniszczyłem niż poprawiłem. Pszczoły budowały dziką zabudowę, miód lał się z każdej strony, powodowało to rabunki, pełno bałaganu, jak i nie miałem komfortu  pracy na tych ulach. Plus do tego w nowych ulach będę osiatkowane dennice i dodatkowe wloty w korpusach.


Główny wlotek będzie pod kątem 60°, jeśli uda mi się to zamontować jakoś. Z dennicami miałem małe problemy, chodzi o sam otwór którym będą pszczoły wychodziły z ula, bo jeszcze nie dorobiłem się frezarki górnowrzecionowej, ani czopiarki. I wycinałem otwór wyrzynarką, która była pożyczona od sąsiada, ale nie wiem jak on nią robił bo brzeszczot był pod jakimś dziwnym kątem, zamiast na wprost. I pierwszy otwór wyszedł dość kosmato. Jeszcze zastanawiałem się czy robić siatkę pod kątem, tak jak to robił Aron u siebie, ale stwierdziłem że nie ma sensu takiego zastosowania. Najgorszym etapem prac jak dotąd to przygotowanie materiału na ule, czyli ucięcie, oheblowanie krawędzi, puszczenie na grubościówce, a później jeszcze zafrezowanie. Z nadstawkami to była przyjemność bo uciąłem deski na wymiar i mogłem od razu składać, a tutaj muszę łączyć po dwie deski na ścianę korpusu, i potrzeba masę desek. Samo składanie korpusu jeśli się ma zrobione prawidło to przyjemność , potem docinam korpus na pile i mam jeden element ula. Aha, zapomniałem wam jeszcze napisać, że w starych ulach wymiar był troszkę za mały i do niektórych korpusów 12 ramek się nie mieściło, zostawała wtedy niezła luka i miałem często dodatkowe plastry które pszczoły same sobie wybudowały.  No i tak, to się u mnie dzieje może coś z tego mi wyjdzie, na razie z nadstawek jest zadowolony, zobaczymy jak później pójdzie, teraz mam przed sobą największy nawał prac. Jak już ukończę korpusy gniazdowe, reszta to już formalności. Macie tutaj jeszcze taki krótki filmik który wrzuciłem w czasie pracy nad  ulami: https://www.youtube.com/watch?v=HTPyQ7MPCxM&t=72s

wtorek, 22 stycznia 2019

Akcja "Nasza przyszłość ma pomarańczowo-czarne barwy"

Jakiś czas temu rozpisywałem się o tym że w szkołach powinny być przeprowadzane zajęcia poświęcone temu, jak ważne są pszczoły w naturze. I moje marzenie się spełniło dzięki kilku dziewczynom z II Liceum Ogólnokształcącego im. Ziemi Kociewskiej w Starogardzie Gdańskim. Jedna z nich właśnie do mnie dzisiaj napisała bym pomógł im opublikować ich akcję na swoim blogu, i gdy zobaczyłem zdjęcia z warsztatów dzieci prowadzonych właśnie przez te dziewczyny to nie mogłem nic tutaj, nie wspomnieć o nich.


Jeśli jest jakiś pszczelarz w okolicy (bądź firma) chętny pomóc w projekcie tych dziewczyn, to piszcie do nich na ich stronie: https://www.facebook.com/pg/Nasza-przysz%C5%82o%C5%9B%C4%87-ma-pomara%C5%84czowo-czarne-barwy-288741858515546/posts/?ref=page_internal

E-mail: pszczela_rodzina@wp.pl
Lider zespołu: Natalia Lamek tel. 690 021 346

Akcja prowadzona jest pod patronatem: https://zwolnienizteorii.pl/



poniedziałek, 24 grudnia 2018

Pasieka - wnioski, podsumowanie roku 2018

No cóż ten rok był troszkę nietypowy pod względem pogody, jak i również nierównomiernej pracy w mojej pasiece co również mi się odbiło niestety... Na osiem rodzin które miałem w sezonie zostało 4. Końcówką roku nie miałem za bardzo czasu na zajęciem się pasieką na tak jak by na to zasługiwała, i skończyło się to wypracowaniem pszczół i dużym ich ubytkiem. Zima mnie zweryfikuje jak poprowadziłem pasiekę od lipca i takie też będę miał pszczoły na wiosnę przyszłego roku, który już idzie dużymi krokami.


I to jest przestroga z mojej strony dla osób chcących zająć się pszczołami tylko dla zysku... Pasieka taki organizm którym trzeba się zajmować, już nie tyle w sezonie, co pod jego koniec by zazimować silne pszczoły i je wyleczyć z warrozy w odpowiednim czasie. Osoba która wyjeżdża często w delegacje, i nie mająca kogoś, kto przypilnuje pasieki za niego, niestety będzie ponosił takie, a nie inne straty. Chorób pszczelich jest coraz więcej, i już nie wiadomo co powoduje takie straty w rodzinach pszczelich. No cóż, trzeba pozbierać się z kolan i odbudować to co się straciło, nawet jeśli miałbym stracić na tym zysk z miodu. Wiele osób się mnie pyta: jak tam miodobranie, ile zarobiłeś, ile wziąłeś miodu itd... Dla mnie miodobranie to najgorsza praca w pasiece jaką muszę wykonać, pełno bałaganu, pszczoły są niepokojone, a Ja muszę dźwigać ciężkie ramki miodu. Dla mnie to właśnie sama hodowla, doprowadzanie rodzin do siły, ich stymulacja do rozwoju, to mnie najbardziej cieszy w pasiece. Tak samo jak i różne udogodnienia w mojej pasiece. A wracając do tematu, straty spore, ale jak się sprężę i coś mi zostało silnych rodzin to uda mi się je rozbujać na tyle, na ile mi pozwolą by wykorzystać pożytek lipowy choć. Deski mam już kupione, były nawet suszone. Niestety w związku z pewnymi problemami w warsztacie muszę odłożyć ich produkcje, na którą liczyłem tej zimy... Jakoś muszę zdzierżyć moje obecne ule i ich usterki, a w lato może być również ciężko z ich produkcją. Więc nie pozostaje mi nic innego, jak doprowadzić do porządku moją małą pracownie, poukładać sprzęt, przetopić ramki, itd. Wszystko musi iść w własnym tempie i chyba nic na to nie poradzę...

niedziela, 14 października 2018

Syrop cukrowy

Tak na prawdę, każdy pszczelarz ma swój przepis na syrop cukrowy którym zakarmia rodziny pszczele na zimę. Dodajemy probiotyki, ocet, cytrynę, kwasek cytrynowy, zioła, a nawet słyszałem o żółtku jajka od starszej Pani która mówiła mi że jej ojciec gdy miał pszczoły to dodawał właśnie żółtko jajka, choć nie wiedziała dlaczego to podawał. Ja podejrzewam że w ten sposób pszczelarze uzupełniali niedobory witamin pszczół. Ja osobiście dodaję ocet do syropu, jak i również kwasek cytrynowy. Z tym że nie stosuje się do jakiś norm typu: tyle, a tyle wody, cukru i octu itp.

Wiec pewnie niektórzy z was, jesteście ciekawi jak robię swój syrop cukrowy... Otóż borę go na smak, i jeśli jest dostatecznie kwaśny to wiem że syrop już jest gotowy i mogę go podać pszczołom. A dlaczego akurat dodaję ocet i kwasek cytrynowy? Dlatego że staram się trzymać środowisko kwaśne w ulu, dzięki temu w ten sposób zabezpieczam moje rodziny przed chorobami grzybicznymi. Może kiedyś będę kupował probiotyki typu Apilac, lub inne ale to jak będę miał większą pasiekę.

Z wodą też nie postępuję zgodnie z przepisami. Nie gotuję wody w garnku, bo jeśli ktoś by miał więcej uli, bądź nie chce mu się gotować 20-30 i więcej garów wody do syropu, to polecam mój sposób. Otóż palę w piecu na wodę i jak mam już temperaturę wody w granicach 50°C, to mogę zacząć pracę. Napuszczam gorącą wodę do wcześniej wsypanego cukru w pojemniku. U mnie to jest odstojnik plastykowy. Ale jeśli ktoś ma możliwość odkupienia pojemnika po inwencie od znajomego pszczelarza to polecam. Dodaję ocet, kwasek i mieszam śmigłem do kleju. Tylko dobrze mieć wiertarkę ze sprzęgłem, bo inaczej będziecie mieli syrop na podłodze... Poniżej podaję typowe proporcje cukru do wody, ale Ja staram się robić coś w okolicach 3:2.

  • syrop 1 : 1 
  • syrop 3 : 2 
  • syrop 2 : 1 
Z czego pierwsze cyfry to kg cukru na litry wody.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Pasieka miejska, zagrożenie czy cud natury w mieście?

Pasieki miejskie zwracają na siebie coraz to większą uwagę, nie tylko z walorów estetycznych, jak korzyści które one dają miastu. Ale również bądźmy szczerzy, bo i pszczelarzowi coraz bardziej się opłaca trzymać pszczoły na dachu budynku, niż wywieźć je w pole rzepaku.


Zapytacie pewnie dlaczego? Dlaczego niby bardziej opłaca się trzymać pszczoły na dachu budynku niż na dwu hektarowym polu rzepaku? Otóż dlatego, że pola są traktowane coraz częściej ciężką chemią która po prostu zabija te pożyteczne owady. Czy widzieliście gdzieś na polu, by było fioletowo od wyki? Pewnie że nie. Nawet jednego chabra, czy maka tam nie uświadczycie. W miastach nie ma oprysków na taką skalę, są owszem jakieś opryski chodników, czy innych miejsc gdzie to wymaga. Myślicie teraz że jak to. Pszczelarz, a jest za opryskami w miastach nawet... Otóż jestem, bo wyobraźcie sobie że macie do wyplewienia choć 10 km chodnika. Chciałoby wam się? Nawet jakbyście to jakimś cudem zrobili, to musielibyście to znów powtórzyć, bo minęłoby tyle czasu że trawa zdążyłaby już odbić.


Ale wracając do tematu. W miastach ze względu na swoje niskie napszczelenie, co jest oczywiście złe, to pszczoły wyciągną więcej miodu, niż te które stacjonują na wsi, i w okolicy jest jeszcze dodatkowo 100 innych rodzin w promieniu kilku km. Poza tym jak wspomniałem są tam opryskiwane kilka razy do roku, kilku hektarowe pola uprawne, na których najczęściej pszczoły mają pożytek. W miastach na taką skalę to się nie zdarza. Ale na nieszczęście ludzi, oraz zwierząt (nie mówię teraz tu o pszczołach), to niedoedukowani urzędnicy miejscy zatrudniają przeciętnego Kowalskiego, który odbywa podstawowe szkolenie z obsługi sprzętu, i idzie pryskać dajmy o godzinie 13-14, co jest niedopuszczalne. Często władze miast nie mają zbytniej wyobraźni i tym samym sami zatruwają swoich mieszkańców pestycydami.


Na szczęście w ostatnich latach coraz częściej zwraca się uwagę na problemy pszczół, ze względu na liczbę zagrożeń jakie na nie czyhają, oraz że mamy do czynienia ze znacznym spadkiem ilości rodzin pszczelich, już nie tylko w USA, lecz na całym świecie.

 "Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia"
                                                                                                      Albert Einstein

Dzięki nagłaśnianiu problemów pszczelarstwa coraz więcej osób włączą się w inicjatywy pszczelarskie, oraz sami stają się pszczelarzami. I właśnie dzięki temu, niektóre władze miast kierują się ku ekologi i tworzą swoje pasieki którymi zajmują się lokalne związki pszczelarskie. Tak ma miejsce nawet u nas w sejmie, gdzie powstała właśnie taka pasieka.


Niestety pasieka miejska musi być monitorowana non stop przez swojego opiekuna, ponieważ nie można dopuścić do wyrojenia się pszczół, jak i ich zmutowania w kierunku agresywności. Miasto to jest skupisko wielu ludzi, i często w dzisiejszych czasach wiele osób ma problemy z alergią, w tym i również na jad pszczeli, bądź po prostu panicznie się boją pszczół. Choć i to nawet jeśli kogoś użądli osa, to i tak powie że to pszczoła. Niestety taki już ich los. Dlatego ważne jest by odpowiedzialnie prowadzić pasiekę miejską, jak i wybrać odpowiednia miejsce pod pasiekę. Najczęściej są to dachy budynków miejskich, gdzie żadna nie powołana osoba nie będzie miała wstępu.


Moim skromnym zdaniem powinno się przeprowadzić w każdym mieście ankietę wśród mieszkańców, w której by to opisano korzyści płynące z miejskiej pasieki, i pytaniem czy mieszkańcy byliby za tym aby pszczoły zamieszkały w ich mieście. Oczywiście pod warunkiem uzgodnienia to wcześniej z lokalnym związkiem pszczelarskim, oraz czy wyraziłby chęć opieki nad taką pasieką... Przecież niejednokrotnie, w mieście są ogródki działkowe gdzie ludzie przyjeżdżają by wypocząć, oraz mieć swój kawałek ziemi na którym można posadzić drzewo czy jakieś warzywa. A jak wiadomo to właśnie pszczoły dzięki swojej pracy zwiększają ilość zbiorów. Również zapylają trawy, kwiaty i drzewa (nie tylko owocowe). Czy nie każdy chciałby by, wiosną i przez lato pachniało w mieście kwiatami, a nie spalinami?


Coraz więcej słyszy się o pasiekach które powstają w miastach, i są racjonalnie prowadzone. Lecz w niektórych miejscach widzi się masową wycinkę drzew które dawałyby pożytek tym owadom. Czy chcemy takiego widoku w mieście? Widoku szarych ścian od dymu z kominów, smogu zamiast czystego powietrza, życia bez kontaktu z prawdziwą przyrodą, bez pięknych kwiatów, bez ich pięknego zapachu...  Nasadzenia drzew, krzewów, kwiatów w miastach, oraz wprowadzenia pasieki miejskiej myślę że pomogłoby złagodzić zanieczyszczenie w miastach, jak i również je upiększyło. Mam nadzieję że jakieś osoby przeczytają mój post, i natchnie je do tego by wdrożyć taki pomysł do swojej miejscowości. Władzom miast proponuję rozmawiać ze swoimi związkami pszczelarskimi, a te na pewno doradzą i pomogą w dobraniu odpowiednich roślin do nasadzeń, jak i może sami przy tych nasadzeniach pomogą i założeniu lokalnej pasieki, co może stać się atrakcją miasta, jak i zaopiekują się pszczołami.

środa, 4 lipca 2018

Grupa na FB

Już od dłuższego czasu ludzie pisali posty w różnych sprawach jak reklama paliwa do podkurzaczy, roślin itp. Jak przede wszystkim szukali pomocy Ci początkujący. A Ja mimo że mogłem zatwierdzić post, to albo był słabo widoczny, i w rezultacie nikt nie odpisywał. Albo Facebook po prostu nie wiedzieć czemu, nie zamieszczał postów. Dlatego też nawet dobrze się stało i założyłem grupę, by moi czytelnicy, czyli Wy. Moglibyście sobie nawzajem pomagać, doradzać, dzielić się doświadczeniem, jak przede wszystkim pytać. I jak nie Ja, to inni będą mogli się wypowiedzieć. Mile widziani będą również tam Ci, którzy będą szukali pszczelarzy ze swoich okolic, by zakupić od nich jakiś mały słoiczek miodu.

Link do grupy jest tutaj: https://www.facebook.com/groups/398729980648029/

Jeśli będziecie mieli chęć, to zapraszam. Również jeśli znacie kogoś komu taka grupa może pomóc, także możecie go zaprosić. To nic nie kosztuje, a na pewno nie jednemu pomoże w prowadzeniu pasieki.


piątek, 22 czerwca 2018

Sikorki i inne ptaki

Od pewnego czasu nie mogłem sobie znaleźć tematu by coś wam tutaj napisać, aż do czasu gdy znalazłem (tak myślę), sprawcę mojego zamieszania w pasiece. Historia zaczęła się od tego gdy od jakiegoś czasu znajdowałem głowy pszczół, czasem jeszcze się ruszające na jednym z daszków moich uli. Co ciekawe niektóre jeszcze się ruszały... Początkowo myślałem że to sprawka szerszeni, ale z tego co mi było wiadomo o nich to, to że szerszenie jedzą całe pszczoły, i poza tym porywają zdobycz do gniazda by karmić czerw. A tam miałem pozostałości, i najwięcej na ulu który stoi zaraz przy drzewie. Ale zawiesiłem pułapkę na drzewie. Przez kilka dni obserwowałem, lecz nie złapał się ani jeden szerszeń, tylko muchy i ćmy.


I gdy rano wracałem po nocce, to zauważyłem jak jakieś ptaki podlatują perfidnie do moich uli i częstują się, moimi pszczołami. Więc postanowiłem poszukać jakiś sposobów by odgonić je od mojej pasieki... Jest kilka odstraszaczy dostępnych na rynku, ale ceny niektórych z nich dosłownie mnie powaliły z nóg. Jedne są w formie ptaka, typu jastrzębia, orła, kruka. Ale po pewnym czasie ludzie mówili że ptaki się do nich przyzwyczajały i działały na nich jak element ozdoby na którym można zrobić kupę...


Cena nie jest za taką figurkę wygórowana więc jak ktoś chce to może spróbować. Ja osobiście nie próbowałem tylko sprawdziłem opinie na temat odstraszaczy, i dźwiękowe najlepiej ponoć się sprawdzają. I tak po pewnym czasie byłem w Biedronce na zwykłych zakupach, chleb, bułki itp... I często przeglądam różne pierdółki które tam są, typu: węże ogrodowe, książki gry, itd. W oczy rzucił mi się odstraszacz zwierząt... Po wyglądzie i zakresie parametrów pomyślałem że cena będzie kosmiczna. Ale  coś mnie tknęło i wziąłem jedną sztukę pod czytnik cen. A, tam 24,99. Biorę bez zastanowienia. Choć obawiałem się że będzie to jakiś szajs, i pieniądze pójdą w błoto.


Lecz ku mojemu zdziwieniu, sprawuje się świetnie. Ma 3 opcje odstraszania:
- dźwięk wystrzału (na psy)
- szczekanie psa (na koty)
- głos orła (na ptaki)


Poza tym można go przełączać na dzień/noc. Działa na baterie słoneczną która ładuje akumulatorki (są w zestawie), ma regulacje głośności, i dość daje szczerze mówiąc... Jedyne co mogę się przyczepić do mojego nowego nabytku, to słaby zasięg fotokomórki. Ale z bliska czasem pszczoły mi robią psikusy i kręcą się wokół niego, a ten wariuje. Mimo to, od tego czasu nie widziałem ptaków na mojej pasiece i mam nadzieję że to się nie zmieni. Także jeśli chodzi o odstraszanie to polecam dźwiękowe, lecz w zimie będę go chował i uzupełniał karmnik na placu słoniną i ziarnem.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Zapach wiosny

Już końcówka kwietnia, każdy już pododawał po kilka ramek suszu, i węzy. No i u mnie tak samo.W ulu nr. 3 coś jest nie tak. Ale to możliwe, że po prostu wrzuciłem im za szybko nadstawkę. Będę musiał skontrolować ten ul, czy wszystko tam gra. A ul, ze Sklenarem jest na 12 ramkach wlkp, a pszczół to może tam jest na 8 ramek. Ale co dziwne pszczoły budują dziką zabudowę pod powałkę, no to im wrzuciłem nadstawkę jak mają takie zapędy do budowania.


Najbardziej do gustu przypadła mi matka Erika, pszczoły w 4 dni zalały całą nadstawkę nakropem, i gdybym nie musiał odbudowywać gniazd teraz mógłbym spokojnie wziąć miód początkiem maja. Ale mnie się nie spieszy, i dałem im pełny korpus z węzą. Niestety muszę trochę pocierpieć, na brak miodu bo wszystkie ramki jakie miałem z odstępnikami, chcę wycofać z pasieki, i być tylko już na ramkach hoffmanowskich. I nie chodzi o to że mi się nabijanie odstępników nie podoba, ale o to że nie każde odstępniki mają jednakowy wymiar, i to ula zamiast wchodzić 12 ramek, to mi wchodzi 11 i jest szpara na dziką zabudowę. Na tych odstępnikach co miałem, ramki odbijały na 10 ramach o 1cm, a to sporo. A tak dopłacę troszkę więcej, i mam ramki które są kompletne i nie muszę nic robić. Dwa, odstępniki często mi się w ulach odrywały po czasie, co jest troszkę wkurzające, bo już widzę pszczelarza który mając całą ramkę zabitą miodem, pyłkiem i czerwiem bierze ją do pracowni i przybija odstępnik.


Wracając do Sklenara, to jak dla mnie to dziwna pszczoła. Na początku były tak agresywne że nie mogłem nawet ramki złapać, bo miałem zaraz kilka pszczół na swojej ręce. A teraz nagle olśnienie, pszczoły są łagodne jak nigdy, nie skaczą. Skoro wczas mi się opanowały, bo już mam zamówioną matkę w zamian tej. Chyba się wystraszyły. Jeszcze zobaczymy jak pójdzie z nimi dalej, a matkę może wrzucę do ulika weselnego i wrzucę ją przy okazji robienia odkładów. Miód w nadstawkach jest, ale poczekam na spokojnie by go wirować. Czyli gdy rzepak będzie przekwitał, i nadstawki będą zasklepione to dopiero wtedy będę wybierał miód. No i co ważne to żadna z rodzin nie ma krat odgrodowych, i ograniczyłem przeglądy do minimum. Czyli przeglądam średnio co 2 tyg ul, albo gdy coś zauważę na wylotu. Dopóki co, to widzę że wszystko idzie ku dobremu.

wtorek, 24 kwietnia 2018

ziBees

Jakiś czas temu dostałem do testowania nową aplikację dla pszczelarzy która wykorzystując sztuczną inteligencję oblicza nam ilość pszczół na ramce, jak i, ilość warrozy na pszczołach. W przyszłości twórcy obiecują wykrywanie mateczników które nie raz nam pszczelarzom w środku sezonu nie jednokrotne problemów.


Obecnie aplikacja jest w formie testów, które twórcy przeprowadzają wraz z pszczelarzami z całej polski. Na razie w moim odczuciu aplikacja ma potencjał, i może stać się przydatnym narzędziem w rękach pszczelarzy na początku sezonu, jak i w jego trakcie.


Na pewno będę ją wykorzystywał jako pomoc przy moim leczeniu pszczół, poprzez właśnie analizę przez sztuczną inteligencję. Jest kilka spraw które naświetlę twórcom. Tak jak pisałem aplikacja ma spore możliwości, i myślę że w przyszłości nie tylko może pomóc w diagnozowaniu głównej choroby pszczół warrozy, ale możliwe też że grzybicy otorbielakowej. jak i zgnilców, a może nawet nosemozy.


Technologie się rozwijają, jak i pszczelarstwo. Mam nadzieję że pszczelarstwo nie będzie już kojarzone z starymi urządzeniami z XX wieku. A będzie coraz częściej kojarzone, z jako pierwszych dziedzin rolnictwa które wykorzystują algorytmy sztucznej inteligencji, czyli najnowszymi innowacjami do prowadzenia gospodarstwa pasiecznego. Poniżej zamieszczam wam link do strony twórców. Wkrótce aplikacja pojawić się ma na GooglePlay. Aplikacja ma być darmowa.

https://zibees.co/#work